czwartek, 11 kwietnia 2019

Czy książka z wątkiem romantycznym może czymś zaskoczyć? – Słodki drań + Inna Blue

Dzisiaj przybywam do Was z opinią o książkach, o których... zapomniałam. Mogłoby wydawać się, że nie wróży to zbyt dobrze dla tych tytułów i że recenzja będzie raczej niepochlebna. Nic bardziej mylnego! Nawał wydarzeń, które otaczają mnie z każdej strony, sprawił, że mam wrażenie, jakby z głowy wypadł mi cały świat. Niemniej. Naprawiam już swój błąd (postaram się też, żebyście dostali jeszcze jedną recenzję na początku tego tygodnia, choć tego nie obiecuję) i oznajmiam Wam od progu: tak, pozycje, o których będzie dziś mowa, zaskoczyły mnie pozytywnie, nie negatywnie. I, uwierzcie mi, choć wyleciała mi z głowy sama recenzja, nie stało się tak z tymi historiami. Obie miały w sobie coś wyjątkowego.


sobota, 16 marca 2019

O dobrych i złych erotykach. – Ilias (Małgorzata Falkowska) [SPOILERY]

Nie powiedziałabym, że jestem specjalistką w czytaniu erotyków, bo faktycznie nie jest to gatunek, który pochłaniam zaciekle w każdej wolnej chwili, ale przeczytałam ich na tyle dużo, by wiedzieć, kiedy dana książka należy do dobrych, a kiedy zalicza się do niesmacznych. Z oddali słyszę już głosy sprzeciwu: ,,Iza! Niesmaczny to może być przeterminowany kebab, nie powieść!". Otóż nie. Są pozycje, w których pewne sceny napisano w przyprawiający o mdłości sposób. I wiecie, nie chodzi mi o literaturę E.L. James, bo nawet jeśli robi Wam się niedobrze podczas czytania o sadomaso, to takie jest założenie książki i, do jasnej cholewki, dobrze wiemy, że dostaniemy pejcze oraz inne tego typu gówna (decydujemy się na tego typu literaturę świadomie). Mam na myśli sposób opisywania scen intymnych, bo, uwierzcie mi lub nie, nawet jeśli ktoś nie kocha się, a naparza jak królik na samiczkę, to da się podejść do tematu tak, by czytelnik nie dostał czasem udaru mózgu podczas przewracania kolejnych stron.
Recenzja będzie spoilerowa i wybaczcie mi to, inaczej do tej książki podejść nie potrafię. 

wtorek, 5 marca 2019

Dlaczego kocham zwierzęta? – O psie, który wrócił do domu (Bruce Cameron)

Osoby, które znają mnie bliżej, doskonale wiedzą, że jestem bardziej empatyczna w stosunku do zwierząt niż do ludzi. Zgodzę się, to dość dziwne. Niemniej, gdybym zobaczyła, jak ktoś uderza autem w człowieka, byłabym w ogromnym szoku, ale w końcu bym się z tego otrząsnęła. Gdyby to samo przydarzyło się pieskowi albo kotkowi, chyba zapłakałabym się na śmierć. 
Sama posiadam dwa psy oraz pięć kotów, a w dodatku żyję na wsi i dosłownie nie wyobrażam sobie życia bez zwierzaków. Kiedy założę rodzinę, na pewno będą stanowiły jej małą cząstkę. Zdradzę wam przy okazji drobny sekret: marzy mi się dostojny oraz wyrachowany pies, jakim jest doberman. Posiadanie go to jedno z moich największych pragnień! 
Nie mogłam więc oprzeć się pokusie, gdy napisała do mnie księgarnia selkar.pl i zaproponowała zrecenzowanie książki o psiaku, o której zakupie myślałam już od dłuższego czasu. Dziś jestem już po lekturze, a moje serce piesoholika tańczy z radości. 

sobota, 23 lutego 2019

Słów parę o hipokryzji w książkowym środowisku.

Na wstępie ostrzegam, zresztą jak w przypadku większości moich postów (do części ludzi wciąż to nie dociera, więc będę powtarzać do skutku), że notki pogadankowe są subiektywne, wulgarne i nie zostawiają suchej nitki na nikim, kto staje się ich ,,tematem". Jeśli dzisiaj to właśnie Ty zajmiesz to wdzięczne miejsce, napisz do mnie na maila, z chęcią wyślę adres, pod który z chęcią przygarnę pozew sądowy.
Możecie mnie za to zamknąć do więzienia dla przeklinających, wepchnąć coś w usta, żebym nie gadała (jeśli będzie to coś smacznego, nawet nie mam nic przeciwko) albo związać (w sumie zaczyna się tak spora część dobrych gier wstępnych), tudzież odrąbać dłonie, które wdzięcznie suną po klawiaturze i sprawiają, że osoby, które czytają moje wypociny, od razu lecą po krucyfiks do kościoła. 
Tyle w tym temacie, dziękuję.

Dzisiaj porozmawiamy sobie o czymś, co wkurwia mnie w ludziach najbardziej. W mojej opinii nie powinno dochodzić do tego typu sytuacji, a z dnia na dzień jestem świadkiem rosnącej ich ilości. Rozmnażają się jak prawdziwki po deszczu albo bakterie na kawałeczku wołowiny, która przypadkowo upadł na ziemię (nie, zasada pięciu sekund nie działa, zrozumcie to wreszcie). Słowem dnia jest, uwaga, moi Państwo...
HIPOKRYZJA.