niedziela, 15 listopada 2015

007. Love, Rosie (Cecelia Ahern)


Tytuł: Love, Rosie

Autor: Cecelia Ahern

Liczba stron: 512

Wydawnictwo: Akurat

Data wydania: 3 grudnia 2014

Kategoria: Romans


  Przystankiem siódmym na moim blogu będzie "Love, Rosie" Cecelii Ahern. Mam nadzieję, że pewna Książkoholiczka (tak, celowo napisałam to z dużej litery) nie obrazi się za kradzież jej nieśmiertelnych "przystanków".
  Zacznijmy od tego, że przeważnie nie czytam romansów. Są do granic przepełnione dwoma rzeczami. Niewyobrażalną przeszkodą, którą trzeba pokonać, by zdobyć ukochanego, a następnie życiem owej pary, pełnym różowej waty cukrowej. Pokazują nam coś, co w codziennym świecie wydaje się nierealne. Tak, wiem, że niemal każda książka daje nam historię, która nie mogłaby się wydarzyć w szarej codzienności.

  Z tą powieścią akurat stało się inaczej.
  Dostałam ją całkiem przypadkowo. Skończyłam czytać rzeczy do konkursu, a że nieszczególnie chciało mi się spać - zapytałam koleżankę, czy mogę pożyczyć od niej "Love, Rosie".
  Od dawna ciekawiło mnie to, co ukrywają jej karty, jednak nigdy nie miałam okazji, żeby zajrzeć w nie głębiej.
  Kiedy w końcu zostałam wciągnięta w całą historię, czułam się jak zaczarowana.

"Teraz już wiem na pewno, że tam, na końcu tęczy, czeka na mnie spełnienie marzeń".


  Książka opowiada o dwójce przyjaciół - Rosie i Alexie. Znają się praktycznie od zawsze i są nierozłączni od najmłodszych lat. Pewnego dnia ich życie diametralnie się zmienia. Alex wyjeżdża do Bostonu na studia, a Rosie zachodzi w ciążę. Mijają lata, ale żadne z nich nie przestaje być dla siebie oparciem. Jednak czy przyjaźń damsko-męska w końcu zawsze nie przeradza się w miłość?
Jak się stanie tym razem?
 
  Cecelia Ahern to naprawdę dobra autorka. Zekranizowano już jej powieść "Ps. Kocham cię", a i "Love, Rosie" trafiło w końcu na srebrne ekrany. Zadebiutowała w dość młodym wieku, co się wielce chwali i nadal podbija serca miliona czytelników na całym świecie. 
  "Love, Rosie" jest napisane w dość nietypowy sposób. Książka składa się z listów, SMSów i emaili, które głównie piszą do siebie Rosie i Alex. Autorka pozbawiła ich jedynie Epilog. Tak, powieść przepełnia mnóstwo wiadomości, niekiedy wylewnych, a może i zbyt wylewnych. Gratuluję jednak pisarce wytrwałości, bo coś takiego na pewno musiało wymagać jej krocie.
  Ogromnie urzekający stał się celowy błąd popełniany przez Alexa, który z pewnością trafił do serc wielu osób. Chłopak cały czas zamiast "wiem" pisał "wjem", Nawyk nie zniknął nawet z upływem czasu, więc czytelnik mógł się naprawdę uśmiać, kiedy trzydziestoletni mężczyzna nie potrafił zapamiętać tego jednego słowa. Wypominano mu to wiele razy, jednak nie przestał tego robić.
  Nie umiem zbyt dużo powiedzieć o książce, bo po prostu podbiła moje serce i nie ma ochoty stamtąd wyjść.
  O wadach nie napiszę, bo powieść ich praktycznie nie ma, chociaż...
  Ostatnie sto stron ciągnęło mi się tak mozolnie, że nie potrafiłam ich czytać, bo tego wszystkiego po prostu kumulowało się za dużo...
  Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w Alexie, chociaż miejscami bywał strasznym dupkiem, który nie zauważał, czego pragnie Rosie.
  Uważam, że książka pokazuje coś, co znaczy dla ludzi naprawdę wiele, a mianowicie przedstawia, jak bardzo ważna jest istota przyjaźni i że przetrwa ona wszystko. Nie można o niej zapomnieć, nawet jak ma się pięćdziesiąt, czy sześćdziesiąt lat. Mimo że tyle jest już za nami, należy się zastanawiać nad tym, co mamy przed sobą, bo tylko ten etap życia tak naprawdę ma największe znaczenie.
  Podsumowując, książka wywarła na mnie ogromne wrażenie i niesamowicie mi się ją czytało. Wciągnęłam się bez granic.
  Jak już wspominałam, na podstawie książki powstał film z Lily Collins i Samem Claflinem w rolach głównych, jednak na razie spróbuję zachwycać się książką, a film odłożę na potem.
  Naprawdę warto przeczytać "Love, Rosie".
  Znajdziecie w niej przyjaźń i miłość, które nie mają granic.




           
                  OCENA: 9/10 

20 komentarzy:

  1. Chciałabym obejrzeć film i już nawet zaczęłam, ale coś zawsze mi przerywa. Chyba lepiej zacząć od książki, choć perspektywa spędzenia dobrych dwóch godzin w towarzystwie mojej ukochanej Lily Collins jest kusząca ^^
    Świetna recenzja!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na nową recenzję, no i na nowy wygląd bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznij od książki!
      Widziałam nową recenzję! ♥♥♥
      Cudowna "Klątwa Tygrysa" ♥♥
      A wygląd bloga... Boski!
      Pozdrawiam,
      Isabelle West

      Usuń
  2. Ależ to była literacka uczta, pełna smaczków :) Świetnie wspominam tę lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam styczności z twórczością tej pani, jednak mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni. W razie czego znam pewną osobę, która może mi coś pożyczyć. ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. tyle dobrego o niej słyszałam, ale inna książka tej autorki, "P S Kocham cię" nie za bardzo mi się podobała. Może ta okaże się dużo lepsza? :D

    http://castleona-cloud.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam "Ps. Kocham cię", ale "Love Rosie" to geniusz nad geniuszami ♥♥♥
      Polecam,
      Isabelle West

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Moją od dnia, w którym ją przeczytałam także!

      Usuń
  6. Jak na razie "Love Rosie" to jedyna książka Pani Ahern, którą przeczytałam, ale wiem, że na pewno nie ostatnia! Filmu jeszcze nie oglądałam, ale w weekend planuję zrobić sobie wraz z mamą wieczór filmowy ♥
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jeszcze nie widziałam filmu, jednak spróbuję to zmienić w najbliższym czasie ;)
      Pozdrawiam ♥♥
      Isabelle West

      Usuń
  7. Świetna recenzja!
    Będę zaglądać tu częściej!
    Pozdrawiam,
    Jewel of the Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również pozdrawiam! ♥♥
      Isabelle West

      Usuń
  8. Bardzo lubię książki tej pani!
    Umiliłaś mi wieczór!
    Bardzo fajny blog!
    Pozdrawiam
    ZJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również bardzo lubię książki tej pani!
      Wydajesz się być ciekawą osobą!
      Pozdrawiam,
      Isabelle West

      Usuń
  9. Do tej pory nie trafiłam na Twój blog - ale już nadrabiam zaległości, dodając się do obserwujących. ;)
    Książkę uwielbiam, jest magiczna, wręcz wspaniała. Poza tym bałam się osobiście jej formy, a jednak ta powieść epistolarna porwała mnie bez reszty! :)
    To, co mogę Ci doradzić, to wyjustuj tekst - naprawdę lepiej się to wtedy czyta i Twoje recenzje tylko na tym zyskają. :)
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com - będzie mi miło, jeśli zajrzysz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka faktycznie jest cudowna :D
      Już poczyniłam pewne zmiany, a twojego bloga obserwuję od dawna ;)

      Usuń