czwartek, 7 stycznia 2016

015. 19 razy Katherine (John Green)


Tytuł: 19 razy Katherine

Autor: John Green

Liczba stron: 304

Wydawnictwo: Bukowy Las

Data wydania: 4 czerwca 2014

Kategoria: Literatura młodzieżowa


  Każdy człowiek ma kogoś, kto chociaż raz w życiu złamał mu serce. Nie musiał być to jego bliski przyjaciel, czy też członek rodziny - dokładnie to samo mogła zrobić kompletnie nieznajoma osoba. Bezimienny, który zadał mu niewyobrażalne cierpienie... Jednak najciężej jest posklejać serce, które pękło w momencie, gdy coś się skończyło. Miłość przepełnia ludzi radością, prawda? Więc dlaczego niektórzy tak bardzo cierpią z jej powodu? A może wcale nie cierpią, tylko... Tylko ciężko jest im się pogodzić ze zmianą. Zwłaszcza jeśli się jej nie spodziewali.
  Tym akcentem rozpoczynamy kolejną - już piętnastą recenzję. Tym razem postanowiłam wziąć na celownik "19 razy Katherine" Johna Greena. 
  
Opis z okładki: 
  Colin Singelton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show "Sędzia Judy". Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną.
  Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.

Moja opinia:
  W twórczość Johna Greena zagłębiłam się wcale nie tak dawno. Na początku sięgnęłam po "Gwiazd Naszych Wina", które, moim skromnym zdaniem, okazało się kompletną porażką. Książka do mnie nie przemawiała i dotarło do mnie, że chyba zbyt wiele od niej oczekiwałam. Minęło trochę czasu i postanowiłam wypożyczyć "Szukając Alaski", do której podeszłam ostrożnie oraz nieco sceptycznie. Niedawno publikowałam jej recenzję, więc możecie pamiętać, że tym razem się nie zawiodłam. Przyszedł czas na kolejne spotkanie z "Zielonym". Co z niego wyniosłam?

  Wszystkie powieści Greena przeznaczone są dla nastolatków - co wcale nie znaczy, że dorośli nie powinni po nie sięgać - przeciwnie! Może po zapoznaniu się z jego twórczością, także oni zmieniliby swój punkt widzenia na niektóre sprawy. Myślę, że to, jak traktuje się powieści tego autora, w większej mierze zależy od charakteru czytelnika. Może być nim każdy. Zakochana szesnastolatka, uwielbiająca dramaty i trzeźwo myśląca pani domu, która wychowała już swoje dzieci. Kolejną "granicą", która uwydatnia się między nimi, to wiek. Inne podejście do życia ma człowiek, który już dużo przeszedł, a inne licealistka, przed którą jest jeszcze całe życie.

  Bohaterowie "19 razy Katherine" są uderzająco podobni do tych, których pokochałam w "Szukając Alaski". Colin miał cechy Milesa, Lindsey Alaski, a Hassan Pułkownika. Wyraźnie widać, że debiut Greena odcisnął na nim znaczące piętno. W obu powieściach występuje inteligentny główny bohater z dość dziwnym zamiłowaniem (Colin układa anagramy, Miles zapamiętuje ostatnie słowa sławnych ludzi), wierny, nieco szalony przyjaciel i dość bezczelna, ładna dziewczyna. Uznaję to zarazem jako plus i minus. Często naprawdę dobrze jest przypomnieć sobie ulubione postacie, jednak każdy z nas jest inny. Ma inne cechy, upodobania...

  Miałam nadzieję, że Green mnie zaskoczy, ale niestety... Czułam, jakbym czytała tę samą historię po raz kolejny.

  Za plus mogę uznać to, że autor ma intrygujący styl pisania, dzięki czemu czytelnik może poczuć się równie lekki, jak pióro pisarza. John Green wie, jak sprawić, by jego fani pokochali każdą z jego powieści. Jego dzieła to głównie dramaty/romanse z olbrzymią ilością wręcz absurdalnego humoru.


Katherine V uważała, że chłopcy są odrażający.
Katherine X chciała się tylko przyjaźnić. 
Katherine XVIII rzuciła go drogą mailową.
K-19 złamała mu serce.


  Przyznam, że książka nie zaskoczyła mnie tak bardzo jak "Szukając Alaski", ale nie odstraszała od siebie ani na chwilę. W przypadku wielu współczesnych, młodzieżowych powieści, przynajmniej raz mam ochotę wyrzucić książkę za okno. Bardzo zdziwiło mnie to, że z "19 razy Katherine" tak nie było.

  Podeszłam do niej z wielkim entuzjazmem, chociaż obawiałam się, że mogę się zawieść. Podczas czytania, stwierdziłam, że mimo wyczuwalnej schematyczności, tym, co trzyma poziom tej książki jest właśnie jej lekkość. Żeby zrozumieć fabułę, nie trzeba się wysilać. Jeżeli człowiek wraca zmęczony z pracy i chce się odprężyć - "19 razy Katherine" to pozycja, która pozwoli mu to zrobić.

  Za ciekawe można uznać również to, że w powieści występują wykresy i matematyczne równania. Przyznam, że pierwszy raz spotkałam się z czymś takim i uznaję to za naprawdę wielki plus. Widać, że Green dopracowuje swoje książki i dba o każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, o czym świadczą również niezwykle dopracowane przypisy.

  Podsumowując, "19 razy Katherine" to lekka, przyjemna opowieść o przyjaźni, miłości i radzeniu sobie z odrzuceniem. Na pewno przypadnie niejednemu z Was do gustu.


                                            OCENA KOŃCOWA: 6/10 


10 komentarzy:

  1. Green jest jednym z moich ulubionych autorów, jeżeli mogę się w ten sposób wypowiedzieć, przeczytawszy jedynie 3 książki jego autorstwa. :D Z "Gwiazd naszych wina" miałam tak samo jak Ty - zbyt duże oczekiwania, milion pochlebnych recenzji w ciągu jednego dnia i cały szum wokół ekranizacji sprawiły, że właściwie cała niepowtarzalność lektury do mnie nie przemówiła. Ale nie zraziłam się i niedługo po tym sięgnęłam po "Papierowe miasta". Jeżeli jeszcze nie czytałaś, bardzo, bardzo polecam. Postać Margo jest świetnie wykreowana plus nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo śmiałam się podczas czytania. XD Ostatnim spotkaniem z Greenem okazało się "W śnieżną noc" i tutaj współpraca tych trzech autorów mnie zauroczyła. :) Ta książka miała w sobie coś magicznego - nie mam pojęcia czy to sama fabuła czy może ze względu na świąteczny okres, w którym ją czytałam. Generalnie słyszałam, że "19x Katherine" jest najsłabszą książką "Zielonego", ale nie chcę być uprzedzona, bo przeczytałam dopiero trzy jego powieści. ;)
    Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia. ♥
    The-heartlines-books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zobaczyłam twój komentarz, miałam ochotę paść z wrażenia...
      Dawno nikt się aż tak bardzo nie starał, co mnie bardzo cieszy.
      Co do Greena... Lubi go wiele osób, czemu się nie dziwię - pisarz naprawdę ma potencjał.
      Po "Papierowe miasta" sięgnę niebawem • jak tylko pokonam kolejne uprzedzenie do Zielonego.
      Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz i pozdrawiam gorąco,
      Isabelle West

      Usuń
  2. Już ci raz wspominałam, że z twórczości Greena znam jedynie Gwiazd naszych wina, które wypadło neutralnie w moich oczach. Kolejne książki tego autora dopiero przede mną, chociaż aktualnie mi się do nich nie śpieszy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze :)
      Może czasem warto poczekać :)

      Usuń
  3. Ja Greena poznałam właśnie dzięki książce "Gwiazd naszych wina", która do tej pory jest jedną z moich ulubionych. Kolejną, i chyba ostatnią książką Pana Zielonego, jaką przeczytałam jest "19 razy Katherine". Zupełnie mi nie przypadła do gustu, a przez te wszystkie wzory i wykresy chyba nie do końca zrozumiałam książkę ;)
    Pozdrawiam, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim pierwszym spotkaniem z Greenem również było GNW, chociaż, jak widzisz, mamy dość sprzeczne opinie :)
      19xK jest okej, ale nie robi szału :')
      Polecam spróbować "Szukając Alaski" - naprawdę genialna książka c:

      Usuń
  4. Greena poznałam poprzez niesamowite, wspaniałe, fenomenalne, najlepsze na świecie "Papierowe miasta", które do tego autora nastawiły mnie bardzo pozytywnie. Akurat tak się złożyło, że mam w domu egzemplarz tej książki wypożyczony z biblioteki, także będę mogła się przekonać, czy tym razem się na Greenie zawiodę, czy wręcz przeciwnie - złapie mnie on za serce.
    Zapraszam do mnie na recenzję "Tajemnego ognia"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się w końcu zabrać za "Papierowe Miasta" - wszyscy je tak zachwalają! *.*

      Usuń
  5. Dziwię się, że tak podeszłaś do tej książki.
    Green jest jednym z moich ulubionych pisarzy - pewnie dlatego, że jestem niepoprawną romantyczką...
    Długo nie było kolejnej recenzji, więc cieszę się z twojego powrotu :)
    Mimo niezgodności naszych zdań, recenzja ta jest całkiem przyjemna dla oka :))
    Pozdrawiam i życzę miłego weekendu
    ZJ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inny gust :)
      Nie było mnie, bo chorowałam, ale już jest okej :)

      Usuń