sobota, 19 marca 2016

021. Pierwsza spowiedniczka (Terry Goodkind)


Tytuł: Pierwsza spowiedniczka

Autor: Terry Goodkind

Liczba stron: 424

Wydawnictwo: Rebis

Data wydania: 2013 (w przybliżeniu)

Kategoria: Fantastyka/Fantasy/Science Fiction

Tytuł oryginalny: The First Confessor


  Prawda od zawsze jest pojęciem wszechstronnym oraz intryguje wszystkich wokół. Nie da się jej jednoznacznie zdefiniować, ponieważ za każdym razem niesie inne przesłanie i należy wysnuwać z niej odmienne wnioski. Jednak jedno jest pewne: granicę między kłamstwem, a prawdą można przekroczyć bardzo łatwo, a okazja do zrobienia tego trafi się w naszym życiu niejedna. Z tym zagadkowym akcentem wjeżdżamy na przystanek dwudziesty pierwszy. Dzisiaj poznamy intrygi, czające się w powieści Terry'ego Goodkinda pt. ,,Pierwsza spowiedniczka".


  Magda Searus od zawsze była wyjątkową kobietą. Nie została obdarzona żadną zdolnością magiczną, jednak dumnie trwała u boku swojego męża - Pierwszego Czarodzieja Baraccusa. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy mężczyzna z niewyjaśnionych powodów popełnił samobójstwo. Magdzie nie pozostało już zupełnie nic. Straciła ukochanego, jej włosy, świadczące o wysokim statucie społecznym, zostały obcięte, a do tego sama musi zmierzyć się z przebiegłym Naczelnym Prokuratorem - Lothainem. Jednak to nie on okazuje się największym złem w tej opowieści. Magda, pragnąc dotrzeć do prawdy i ocalić życie, zwraca się o pomoc do spirytystki Izydory, a następnie do czarodzieja Meritta. Musi pokonać długą drogę, by w przyszłości stać się symbolem prawdy - Pierwszą Spowiedniczką.

  Przyznam, że moja droga do przeczytania tej książki była naprawdę kręta i niezbyt ciekawa. Zabierałam się za nią kilka razy, ale styl Goodkinda wręcz mnie przerażał. Przez te wszystkie młodzieżówki, które ostatnio mnie przytłaczają, zapomniałam, jak to jest czytać dobrą, mocną fantastykę. Myślę, że Terry Goodkind to godny następca J.R.R.Tolkiena, chociaż miejscami naprawdę nie potrafiłam przebrnąć przez głupie pół strony. Autor miesza spokojny, jednostajny styl z tym pełnym krwawych opisów i niestety miejscami nie tworzy to spójnej całości.
  Wielkim plusem są tutaj postacie, odgrywające naprawdę ważną rolę. Ich charaktery zostały wyraźnie nakreślone - widać, że pisarz nie miał zbyt wielkich trudności z powolnym przekształcaniem ich osobowości. Magda Searus z załamanej wdowy, zamieniła się w niezwykle silną kobietę z wielkim potencjałem i ogromną odwagą. Podziwiam to, że po tak krótkim czasie podniosła się z dołka, w jaki wpadła. Ja chyba nie potrafiłabym tak szybko tak szybko tego zrobić. A ona nie dość, że pogodziła się ze śmiercią męża, to jeszcze postanowiła odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie po sobie pozostawił. Oczywiście, występowały momenty, w których łzy same płynęły po jej twarzy i nie potrafiła ich powstrzymać, ale o miłości nie da się zapomnieć ot tak.
  Ogromnie podobała mi się postać czarodzieja Meritta. Był niezwykle utalentowany - wymyślił rzeczy, które naprawdę wnosiły coś szczególnego do fabuły. Właściwie na jego odkryciach buduje nam się historia, o której czytamy w całym cyklu ,,Miecz Prawdy". ,,Pierwsza spowiedniczka" jest jedynie prequelem do tej sagi. Myślałam, że powoli wprowadzi nas w Midlandy i sprawi, że bliżej poznamy D'Harę, ale on jest takim energicznym, obszernym wyjaśnieniem. Właściwie, to można uznać go za fundament, który buduje cały cykl.  



,,Czasami należy wyjść poza to, co już znasz, i sięgnąć po coś więcej."


  Jestem ciekawsza dalszej relacji Meritta i Magdy. Zastanawia mnie fakt, czy ona pozostała jedynie jego Spowiedniczką, a on jej czarodziejem, czy wynikło z tego coś głębszego. Coś podobnego do uczucia, które łączyło Magdę i Baraccusa.
  Największą uwagę wypada zwrócić na to, że Terry Goodkind wykreował własny świat. Autor samodzielnie wymyślił Nawiedzających Sny, Spowiedniczki, Miecz Prawdy oraz trzy, niezwykle potężne Szkatuły Ordena. Nie pomagano mu z opisywaniem Midlandów oraz Nowego Świata, a dokładność opisów wręcz poraża. Czytelnik ma ochotę usiąść z otwartymi ustami i pozostać w tej pozycji przez dłuższy czas. Lordowie, damy, służące, rycerze - Goodkind wyraźnie inspirował się średniowieczem. Przypominały o nim również opisy kar, jakie czekały tych, którzy nie wypełniali woli Lothaina. Sama piszę od jakiegoś czasu i wiem, że stworzenie czegoś od podstaw naprawdę nie jest łatwe - to tylko tak wygląda. Trzeba mieć naprawdę ogromny potencjał, żeby stworzyć coś z niczego, a do tego sprawić, by to coś zyskało niepowtarzalny smak.
  Starałam się wyrywać niektóre myśli z kontekstu i się nad nimi zastanawiać. Książka na pewno prezentuje nam to, jak wielkie znaczenie w naszym życiu ma prawda i co się będzie z nami działo, gdy przestaniemy ją mówić. Jednak sądzę, że niektóre sentencje są zbyt wygórowane i powciskane na siłę. Jest ich sporo. Owszem, człowiek czasem powinien się nad sobą zastanowić, ale nie w takim stopniu. We wszystkim należy zachować umiar.
  Pod koniec odniosę się również do okładek. Obie są piękne i bardzo się cieszę, że cykl, który wydano w Polsce został utrzymany w takim, a nie innym stylu, jednak w mojej opinii lepiej wypada okładka zagraniczna. Intryguje mnie ta czerń, okalająca twarz i oczy kobiety, którą zapewne jest Magda Searus.
  ,,Pierwsza spowiedniczka" jest naprawdę ciekawym wprowadzeniem do ,,Miecza Prawdy". Przyznam, że serial, który powstał już jakiś czas temu, ogromnie mi się podobał i każdemu z Was polecam zarówno go, jak i książki Goodkinda. Zaczęcie od prequelu byłoby najlepszym rozwiązaniem, jednak jeśli ktoś najpierw przeczyta ,,Pierwsze prawo magii", nie odczuje wyraźnej zmiany.
  Naprawdę gorąco polecam. ,,Pierwsza spowiedniczka" to kawał starej, dobrej fantastyki.

OCENA KOŃCOWA: 7/10


20 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze, że na początku sceptycznie podchodziłam do tej książki, jednak teraz jestem zaintrygowana. Może nie do tego stopnia, aby latać po bibliotekach i jej szukać, ale gdyby jakimś zrządzeniem losu wpadłaby w moje ręce - czytałabym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco! Też zbyt specjalnie się nie uganiałam - biblioteka szkolna zrobiła swoje ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam, jak to cudownie ujęłaś, starą dobrą fantastykę :D Czytałam już dużo pozytywnych opinii, ale jakoś nie mogę znaleźć chwili :/ Moja lista książek "do przeczytania" coraz bardziej się powiększa, ale "Pierwsza spowiedniczka" się na niej znalazła <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stara, dobra fantastyka jest najlepsza ♥♥

      Usuń
  3. Ja nie wiem czy się skuszę, za taką poważną fantastyke jeszcze się nie brałam, ale mam w planie zacząć Tolkiena, dobrze zacząć od najlepszych ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze powiedziawszy z fantastyką mi na ogół nie po drodze i do tej pory sięgałam głównie właśnie po tę z kanonu młodzieżowych... Ale tak bardzo jakoś zaintrygowałaś mnie tą recenzją, że mam ochotę zapoznać się z tym tytułem.
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba sięgnąć po coś innego :)

      Usuń
  5. Słyszłam wiele pozytywnych opini, ale jeszcze się za nią nie zabrałam. Będę musiała szybko to nadrobić.
    Pozdrawiam
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy w życiu o niej nie słyszałam, co nie jest dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że mnie i fantastyce nie jest ze sobą po drodze ;) Polska okładka mnie lekko odstrasza, za to ta zagraniczna faktycznie jest przepiękna, troszkę przypomina mi okładki Tess Gerritsen. Motyw (czy to w ogóle motyw? :D ) z obcięciem włosów przypomina mi zekranizowaną historię Samsona :o

    Pozdrawiam cieplutko,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest naprawdę świetna :)
      Polecam gorąco :D

      Usuń
  7. Ojej! To właśnie od tej książki zaczynałam moją przygodę z fantastyką. Mam do niej ogromny sentyment *.*
    Buziaki ;**
    Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie jestem jedyna :D

      Usuń
  8. Ta książka to kolejny przykłąd na to, jak wiele szkody przynosi książce marna szata graficzna. Nigdy bym nie przypuszczała, że taka słaba okładka skrywa twórcę na miarę Tolkiena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety...
      Ale Goodkind jest naprawdę okej :)

      Usuń
  9. Strasznie mi głupio patrząc na komentarze i recenzję, że nie kojarzę w ogóle tej książki! Jednak po tej recenzji i po oglądnięciu zwiastunu chyba muszę jak najszybciej zaopatrzyć się w tę książkę :D Już nie mogę się doczekać :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Serial? O proszę, nie wiedziałam, że jest jakiś serial. *_*
    Już kilka lat minęło od momentu, kiedy przeczytałam opowiadanie wprowadzające i pierwszą część tego cyklu. To była wspaniała przygoda, ale też taka trochę męcząca. Nie wiem, jak najlepiej opisać to uczucie. Po lekturze po prostu czułam, że muszę się zabrać za coś innego i jakoś tak do Terry'ego w końcu nie wróciłam. C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest serial! I to całkiem niezły! Całe dwa sezony :))

      Usuń
  11. Podoba mi się :D
    Dopisuję do listy ;D

    OdpowiedzUsuń