poniedziałek, 28 marca 2016

023. Drużyna: Góra skorpiona (John Flanagan)


Tytuł: Drużyna: Góra Skorpiona

Autor: John Flanagan

Liczba stron: 456

Wydawnictwo: Jaguar

Data wydania: 12 listopada 2014

Kategoria: Fantastyka/Fantasy/Science Fiction

Tytuł oryginalny: Brotherband: Scorpion Mountain


  Kiedy wpadłam w pośpiechu do biblioteki, nie przypuszczałam, że ,,Góra skorpiona" w końcu została zakupiona. Jednak nie zapomniałam rzucić okiem na półkę, gdzie zazwyczaj stały dzieła Johna Flanagana i ogromnie się z tego powodu cieszę. Kiedy zobaczyłam piąty tom mojej ukochanej ,,Drużyny", miałam ochotę skakać z radości. Stajemy więc na przystanku dwudziestym trzecim. Na początku uprzedzam, że recenzja jest całkowicie pozbawiona spoilerów - zawiera je jedynie opis, ale i tam są one znikome.


  Hal i jego towarzysze uwolnili dwudziestu Aralueńczyków, którzy zostali sprzedani jako niewolnicy. Nieoczekiwanie, Gilian otrzymuje nową misję od króla Duncana - tym razem chodzi o ochronę życia księżniczki Cassandry. Dziewczyna cudem ocalała z jednego zamachu, a po królestwie już krążą plotki o tym, jakoby wkrótce miał nastąpić kolejny. Za wszystkim stoi sekta kultu Skorpiona. Na domiar złego, Ingvar oznajmia Halowi, że chce odejść z Czapli. Czy skirlowi uda się przekonać przyjaciela, by ten nie opuszczał drużyny? I czy księżniczka zostanie ocalona?

  Jakieś dwa lata temu po raz pierwszy sięgnęłam po najbardziej znaną serię Johna Flanagana, czyli
,,Zwiadowców". Przyznam szczerze, że wypożyczyłam jedenaście tomów, a przeczytałam jedynie cztery. Nie mam pojęcia dlaczego, ale seria zupełnie mnie nie porwała, jednak w najbliżej przyszłości planuję do niej powrót - na chwilę obecną jest to nieistotne. Któregoś dnia, pani, która prowadziła bibliotekę, zostawiła ją pod opieką stażystki. Kiedy zapytałam dziewczynę o jakąś ciekawą książkę, wyciągnęła z uśmiechem trzy tomy ,,Drużyny". Bałam się, że skończy się tak, jak ze ,,Zwiadowcami" - poczytam sobie, przez jakiś czas będzie fajnie i w końcu mi się odechce. Stało się jednak inaczej. ,,Drużyna" to istny wulkan emocji. Nawet nie zauważyłam, kiedy dobrnęłam do końca. I chciałam jeszcze, i jeszcze, i jeszcze. Bardzo ucieszyłam się więc, kiedy zauważyłam tom czwarty, a jeszcze bardziej, gdy piąta część wpadła w moje ręce
  Wiem, że zbyt często zaczynam analizę od oceny bohaterów, ale zrobię to jeszcze raz. Po głównej postaci zbyt wiele się nie spodziewałam, bo przyznam, że nigdy nie przepadałam za Halem. Flanagan nie zrobił z niego kogoś innego, a to uznaję za wielki plus. Zwykle, w okolicach piątego, szóstego tomu, dostajemy rozpłakaną, szarą myszkę albo osóbkę z kompletnie innymi poglądami, niż zazwyczaj.
Najwięcej oczekiwałam od Thorna i nie powiem, że nie - odczuwam olbrzymią satysfakcję. Ten olbrzymi, jednoręki Skandianin od zawsze był moim faworytem, ze względu na nieustający humor i odwagę jeszcze większą, niż on sam.


,,W drzwiach Stig dogonił Hala i spytał: 
- Kto to jest ten Horace, przeciwko któremu miałbym walczyć?
Hal odpowiedział z kamienną twarzą:
- To jednonogi półślepy stary żebrak, cierpiący na uporczywe wzdęcia.
- Uporczywe wzdęcia? Co to jest? - spytał Stig. 
- To znaczy, że puszcza bąki - wtrącił Thorn."
~ ,,Góra skorpiona" - John Flanagan


Nadal darzę również olbrzymią sympatią  (no bo jakżeby inaczej!) bliźniaków - Ulfa i Wulfa. W tym tomie na ich wątek został położony szczególny nacisk. Zostajemy postawieni w takiej sytuacji, że zbiera nam się na płacz, tym razem nie ze względu na ich wieczne docinki, a coś znacznie głębszego i bardziej poruszającego. Dotąd mogliśmy odczuwać wrażenie, że chłopcy nie pałają do siebie zbytnią sympatią, jednak w krytycznych sytuacjach zapala się u nich lampka braterstwa i chęci wzajemnej ochrony.
Lydia... Hm... Lydią to ja bym się nie przejmowała. Ona lepiej daje sobie radę, niż wszyscy chłopcy w załodze razem.
Uwagę zwrócę też na postać Ingvara, który doszedł do wniosku, że przestał być użytecznym członkiem Czapli. Uważam, że nie powinien się tak załamywać. Na szczęście, Hal jest jak złota rączka i znalazł rozwiązanie dla tego problemu. Ingvar-terminator - to mi się podoba!
  Teraz zgrabnie przejdźmy do fabuły. W przeciwieństwie do niektórych książek, wydarzenia z ,,Niewolników z Socorro" są delikatnie, nie na siłę zaakcentowane w ,,Górze skorpiona". Mały zgrabne przejście między tomami, co również można zaliczyć na plus. Nie musimy zastanawiać się, o co chodzi - idziemy na żywioł. Mamy również nieliczne nawiązania do ,,Zwiadowców", ale nie trzeba jakoś szczególnie ich kojarzyć, żeby wiedzieć, o co chodzi. Flanagan zadbał dosłownie o wszystko. Każde wydarzenie, każdy szczegół... Wszystko zostało tak idealnie dopracowane, że  miałam wrażenie, że się rozpływam. Ja nie czytałam tej książki - ja przez nią płynęłam.
  Do tego słownictwo! Wszystkie stopnie na statku, całe jego wyposażenie i czynności związane z
prowadzeniem nim... To sprawia, że czytelnik ma wrażenie, że zajmuje naprawdę ważne miejsce w hierarchii wartości autora. Flanagan dopiął wszystko na ostatni guzik. Humor równoważy się z powagą. Pisarz w umiarkowanej ilości dozuje nam kolejne dawki emocji.
  Ale czym tak naprawdę jest ,,Drużyna" i o co w niej ostatecznie chodzi? Czyżby Flanagan był kolejnym młodzieżowym autorem, tworzącym zapychacze? Kolejnym, który tworzy kontynuacje dla pieniędzy? Prawda jest inna - przynajmniej w moim mniemaniu. Dzięki ,,Drużynie" powstały korzenie mojego dzieła. To prawda, swój udział miał również Tolkien i Martin, ale Flanagan odcisnął równie olbrzymie piętno. ,,Drużyna" to opowieść o braterstwie, które wiązane jest niekoniecznie krwią, przyjaźni, niemającej końca oraz o odwadze, jakiej mało.  Czytając tę powieść, miałam ochotę płakać i śmiać się jednocześnie. Opowieść o walecznych Skandianinach bez wątpienie pozostanie jedną z moich ulubionych.
  Ostatnim aspektem, który omówię, będzie okładka. W tym wypadku - chyba jedyny taki - polska wygrywa. Angielska jest nieco sztywna. Fajnie wypada również ta niemiecka... Ponadto książka wyposażona jest w prześliczną, choć ubogą, szatę graficzną, co sprawia dodatkową przyjemność dla oka.
  ,,Drużynę" polecam każdemu. Jestem pewna, że nawet młodsi czytelnicy polubią tę serię.

OCENA KOŃCOWA: 9/10

20 komentarzy:

  1. Nie wiem czemu nie potrafię czytać książek, które "zalatują" fantasy, Tolkienem czy Martinem :/
    Pozdrawiam,
    Paulina z Półka na książki

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do twórczości Flanagana i mimo twojej rekomendacji chyba się jednak nie skuszę :) Pozdrawia ciepło <3

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś na pewno sięgnę, ale na razie nie :D
    Za dużo innych książków :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham Zwiadowców i Drużynę! Ciekawe czemu Zwiadowcy nie podpadli Ci do gustu. Ja po prostu uwielbiam! Niedawno pojawiła się nowa ksiażka Flanagana Turniej w Gorlanie. Już przeczytana, ale skoro nie polubiłaś Zwiadowców to nie dla ciebie bo to seria o Zwiadowcach tylko z wcześniejszych lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę kiedyś sięgnąć od nowa po Zwiadowców!

      Usuń
  5. Co prawda wolę "Zwiadowców", ale "Drużyna" też jest świetna, chociaż raczej nic nie wniosła do mojego życia. Fajna, wciągająca przygodówka, w której widoczny jest talent i lekkie pióro Flanagana, ale do jego pierwszej serii Halowi jest baardzo daleko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, może faktycznie trzeba odświeżyć sobie Zwiadowców!

      Usuń
  6. To jest aż takie dobre? Zwiadowców przeczytałam i bardzo tę serię lubię, ale do Drużyny zupełnie mnie nie ciągnęło. Może w końcu sięgnę po pierwszy tom, a mam wszystkie na półce, bo maja siostra to czyta :)
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie znam tego autora, ale pamiętam jaka kolejka do niego stała w tamtym roku na targach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie mogłam tam być. Uwielbiam Drużynę ♥♥♥

      Usuń
  8. Ze zwiadowcami spędziłam większą część mojego dzieciństwa/bardzo wczesnej młodzieńczości (nie wiem czy istnieje takie słowo, ale mam wrażenie, że wiesz o co chodzi :D). Kiedyś uwielbiałam tę serię, ale teraz prawie nic z niej nie pamiętam.
    Myślę, że ta seria będzie fajnym powrotem do dzieciństwa i twórczości Flanagana ;) Może nawet będę tę serię czytać razem z młodszym bratem.
    A mi właśnie brytyjska okładka podoba się najbardziej *.*
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam ją w planach już od dłuższego czasu, ale wiesz jak to jest... zawsze znajdzie się jakaś inna książka :D Wstyd się przyznać, ale Zwiadowców też nie czytałam :( W tamtym roku obiecałam sobie, że kupię pierwszy tom na targach w Krakowie, ponieważ autor je odwiedził i miałam super plan, że zgarnę i książkę, i podpis za jednym zamachem. Nie wiedziałam, że można mieć takiego pecha, a jednak! Książki zostały wykupione, a teraz nie mogę się zebrać, żeby zacząć Zwiadowców albo Drużynę.
    Świetna recenzja, Twoja opinia mnie zachęciła, więc może uda mi się to wszystko jakoś przyśpieszyć ;)

    Buziaki :* http://zksiazkawkieszeni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement.
      Też kiedyś bardzo chciałam spotkać tego autora, ale to mi nie wyszło...

      Usuń
  10. Ja na początku też nie wciągnęła się w serie,,Zwiadowcy".Potem jednak jak minęło troszeczkę czasu i znów postanowiłam dać jej szansę.Od razu przeczytałam w jeden wieczór pierwszy tom, gdyż tak bardzo mnie urzekł.Teraz bardzo miło wspominam chwilę spędzone z tą serią.Jak do tej pory nie przemawiała do mnie,, Drużyna".Niemniej jednak po przeczytaniu Twojej recenzji wypożyczyłam z biblioteki pierwszy tom.Mam nadzieję, że zachwyci mnie on w równym stopniu co ,, Zwiadowcy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że do ciebie przemówiłam i mam nadzieję, że ją przeczytasz.
      Czekam na recenzję!

      Usuń