sobota, 5 marca 2016

HEAVY FILMS #4 - CZY NAPRAWDĘ WIERZYSZ?


Tytuł: Czy naprawdę wierzysz?

Reżyseria: Jon Gunn

Produkcja: USA, 2015

Czas trwania: 1 godz 55 min

Gatunek: Dramat

Scenariusz: Chuck Konzelman, Cary Solomon

Obsada: Mira Sorvino, Ted McGinley, Brian Bosworth, Shwayze i inni


  Ten post widzicie w sobotę, ale publikuję go w piątek (mam nadzieję, że zdążę). Na wstępie powiem, że nie będzie to kolejny, nudny post z cyklu: ,,Bóg istnieje i należy żyć zgodnie z Jego zasadami, bo czeka Was piekło". Zamierzam podejść do tego kompletnie inaczej i opowiedzieć Wam nieco o filmie, a nie namawiać do religii i prawić o niej wykłady. Możliwe, że miejscami zastanowię się nad istotą tego, czy warto uwierzyć, bo o tym jest produkcja, jednak obiecuję, że nie zrobię tego nachalnie, a przynajmniej się postaram. Tych, którzy nie są zainteresowani postem lub zamierzają kłócić się o jakiekolwiek poglądy w komentarzach, proszę o naciśnięcie krzyżyka w prawym, górnym rogu. Będzie mi niezmiernie miło.


  Producenci przedstawiają nam w tym filmie historie dwunastu osób. Dwunastu zbłąkanych dusz, które próbują odnaleźć prawdę, szczęście i zrozumieć, po co tak naprawdę żyją. I czy są gotowi powierzyć swoje życie Jezusowi.

  Zacznijmy od tego, że film widziałam już jakiś czas temu i naprawdę mnie poruszył. Bardzo podobała mi się produkcja ,,Bóg nie umarł", więc postanowiłam, że po raz kolejny zaufam twórcom. Skończyło się tak, że o mały włos się nie popłakałam. I tutaj prawie wcale nie chodzi o wiarę. Dlaczego? Już Wam tłumaczę.
  Po raz pierwszy łzy stanęły mi w oczach, kiedy jeden z bohaterów odstąpił mieszkanie bezdomnej matce z córką i powiedział, że idzie spać do kolegi. Co zrobił? Założył kurtkę, wyszedł na dwór i zasnął na ławce. Sytuacja druga - pastor pomaga ciężarnej dziewczynie, która kręci się w pobliżu śmietników.
  Może już domyślacie się, co mną tak dogłębnie wstrząsnęło. A mianowicie - było to przedstawienie tego, że nie wszyscy ludzie są obojętni. Na krzywdę innych, na ból, na cierpienie. Przyznajcie - kto w dzisiejszych czasach wyciąga rękę do drugiego człowieka? Niemalże nikt. Wiem, że życie to nie film, ale cieszę się, że gdzieś na świecie może istnieć osoba, która wyciągnęłaby do mnie pomocną dłoń. Osoba, która nie przeszłaby obojętnie, na dodatek uśmiechając się pod nosem, bo swoim nieszczęściem dostarczyłam jej masę emocji.
  Tym, co dodatkowo mnie poruszyło, był psotny los.
 
Pomyślcie - ile ludzi mijamy każdego dnia? Do ilu z nich odzywamy się chociaż słowem? A tutaj mamy pięknie przedstawione skrzyżowanie ludzkich dróg. Naprawdę niewiele trzeba, żeby coś w naszym życiu uległo zmianie. Zastanówcie się - jak wielkie szczęście miała młoda Maggie (Madison
Pettis), że pastor akurat przejeżdżał obok śmietników? Co mogłoby się stać, gdyby Joe (Brian Bosworth) nie spotkał w poczekalni małej Lily (Mackenzie Moss) i jej mamy, i nie odstąpił im swojego miejsca u lekarza, chociaż sam nie był do końca zdrowy? A gdyby facet z krzyżem nie podszedł do samochodu grupy chłopaków, którzy po raz kolejny kogoś okradali? Czy Przystojniak (Shwayze) zmieniłby swoje postępowanie?
  Na te pytania możecie sobie spokojnie odpowiedzieć oglądając film.
  Przejdźmy więc do kolejnej kwestii.
  Wiara.
  Wielu z Was pewnie ominie ten akapit - nie będzie na niego zwracać uwagi. Zrozumiem. Ale pamiętajcie, że to są tylko moje przemyślenia. W życiu tych osób Bóg odgrywa kluczową rolę albo dopiero zacznie ją odgrywać. Część z nich uwierzy, że coś nadnaturalnego ma wpływ na ich życie, część nie zmieni się w ogóle. Czasami warto stanąć na chwilę w miejscu i zastanowić się nad jedną
sprawą. Zadać sobie jedno pytanie - Czy naprawdę wierzę? Bo jeżeli nie... To jaki sens ma moje życie? Co nim wnoszę? Jakie odgrywam znaczenie w tym często okrutnym świecie? Jeśli to czytacie, zastanówcie się - Czy jestem szczęśliwy? Czy niczego mi nie brakuje?
  Przejdźmy do kolejnej kwestii, tym bardziej nieco przyziemnej, czyli do gry aktorskiej.
  Ludzie po raz enty naprawdę dobrze się spisali. Albo jest to kwestia dobrze napisanego scenariusza, albo po prostu tego, jak dobrze się przykładali do swojego zadania. Bardzo podobała mi się relacja nakreślona między Przystojniakiem i jego starszym bratem. Jeden z nich kompletnie nie zamierzał się zmieniać, drugi właśnie zastanawiał się, czy przejść na stronę dobra. Będzie musiał wybrać to, co słuszne. Zaufa Bogu, czy starszemu bratu? Wątek przedstawiono bardzo ciekawie. Można zastanowić się nad tym, ile znaczy dla nas rodzina. Świetnie zagrała również Mackenzie Moss. Niby jest jeszcze malutka, a genialnie dała sobie radę. Była jak taka gwiazdka wśród wszystkich aktorów, która rozjaśniała cały plan filmowy. Jej uśmiech potrafił poprawić humor dosłownie każdemu! Przepełniała ją pozytywna energia, której nie dało się zahamować.
  Historia, przedstawiona w filmie jest naprawdę przepiękna. Zapytacie, co skłoniło mnie do napisania takiego postu? Sama tak naprawdę nie wiem. Może lekcja religii, na której wróciliśmy do tego filmu... Może babka Przystojniaka śpiewająca mu dawną kołysankę... A może łzy koleżanki, które starała się szybko ocierać? Wpływ mogło mieć naprawdę wiele rzeczy. Polecam obejrzeć tę produkcję i zastanowić się nad sobą.
  ,,Czy naprawdę wierzysz?" to film nie tylko o Bogu, czy religii. To film o tym, jak wielkie znaczenie w naszym życiu ma drugi człowiek i o tym, jak szybko mogą się spleść ludzkie losy.
  Genialna produkcja dla każdego.

  



                                          


30 komentarzy:

  1. O bogowie! Muszę Ci podziękować. Kiedyś widziałam urywek tego filmu, właśnie w tym momencie, gdy jeden z bohaterów odstąpił swoje mieszkanie tej bezdomnej. Bardzo chciałam obejrzeć go w całości, ale ciężko szuka się filmu nie znając jego tytułu... A Ty i Twój post pojawiliście się w odpowiednim momencie ♥ Już wiem, jaki film obejrzę w sobotni wieczór.
    Dziękuję ;)
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  2. Tego typu filmy oglądam jedynie przy okazji lekcji religii, i zawsze mi się one podobają. Dziękuję Ci za poruszanie tegoż tematu, ponieważ niewiele osób zdobywa się na opowiadanie o własnej wierze w obawie przed negatywnymi komentarzami. Warto czasami odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Bóg odgrywa ważną rolę w naszym życiu.
    Świetna recenzja!
    U mnie pojawiła się recenzja "Niezłomnych", zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam się odważyć i wprowadzić coś nowego. Możliwe, że się udało. Napisanie czegoś refleksyjnego zaliczone!
      Dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  3. Wow. Ale mnie zaciekawiłaś. Na prawdę mam właśnie ochotę szczerze obejrzeć ten film. Mnie i Bogu od zawsze drogi jakoś się mijają, ale jeśli chodzi o obejrzenie tej producji to jestem zdecydowanie na tak. „Bóg nie umarł" oglądaliśmy na lekcji religii, ale nie skończyliśmy go... bo nie. Byłam wtedy zła na księdza bo mocno przypadł mi do gustu. Kilka dni później okazało się, że film jest na podstawie książki, jednak gdy tylko jż otworzyłam od razu została na półce. Ciągły tekst, bez dialogów - to zdecydowanie nie dla mnie ;-;

    Pozdrawiam,
    Cmentarz Zapomnianych Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg nie umarł to zdecydowanie jedna z lepszych produkcji. A o istnieniu książki nie miałam pojęcia.

      Usuń
  4. Ostatnio takie filmy robią się coraz bardziej popularne. Jakiś czas temu oglądałam np. "Bóg nie umarł". Bardzo mi się podobał i serdecznie Ci go polecam. :)
    Pozdrawiam,
    http://dikawian2.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bóg nie umarł to jeden z moich ulubionych filmów :)

      Usuń
  5. Nie przeczytałam całej recenzji, bo boję się choć najmniejszych spojlerów, mam nadzieję,że mi wybaczysz ;) W każdym razie - jesteś trzecią osobą, która w ciągu jednego tygodnia poleca (mi) ten film, a to już o czymś świadczy. Zapisuję jako "koniecznie obejrzeć" ;)

    * PS. W końcu zrobiłam TAG, do którego mnie nominowałaś, zapraszam serdecznie :)
    http://naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoilerów raczej nie ma :)
      Mam nadzieję, że film Ci się spodoba :D
      TAG genialnie zrobiony :D

      Usuń
  6. Nie lubię oglądać filmów. Ba, dobrowolnie ciężki mi się zmusić do tego by ślęczeć przed ekranem. Swego czasu miałam jednak nadzieję, że mi to przejdzie - nawet na blogu zrobiłam specjalny cykl dla recenzji filmów. Niestety, nie przeszło. A jednak tym wpisem, zachęciłaś mnie do obejrzenia tej ekranizacji. Chociażby ze względu na fakt, że chcę zobaczyć te opisywane przez Ciebie, niby błahe sytuacje, a uświadamiające, że ludzie faktycznie nie zawsze są obojętni. Co do samej kwestii wiary - wiem tyle, że czasami chodzenie do Kościoła co niedzielę nie jest jej wyznacznikiem. Można chodzić, fakt, ale jeśli się nie słucha i jest się tylko ciałem, to jaki jest sens? Osobiście wierzę i czasami przyznaję, że miewam zawahania odnośnie wiary, ale nadal w niej trwam, mimo wszystko.
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow.
      Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz. Mam podobne zdanie we wszystkim, co powiedziałaś.

      Usuń
  7. Uwielbiam film "Bóg nie umarł", a mówiąc mi, że tu mamy tego samego reżysera wiem na pewno, że to oglądnę. Co do sparwy wiary moje myślenie wygląda tak: jeśli Bóg nie istnieje, jeśli nie ma nieba, piekła, niczego po śmierci, to do czego my w ogóle dążymy? Mamy zamiar obrócić się w nicość? Więc po co jest w ogóle życie? Po co żyjemy, dla... niczego? Bo przecież po śmierci nas nic nie czeka. Po co się wysilać skoro nie mamy punktu oparcia i puknktu, do którego zmierzamy.
    W moim życiu religia zawsze odgrywała dużą rolę. Wiara w Boga jest czymś na porządku dziennym, jednak coraz trudniej uwierzyć mi w drugiego człowieka. Jak sama piszesz: "(...)było to przedstawienie tego, że nie wszyscy ludzie są obojętni. Na krzywdę innych, na ból, na cierpienie. Przyznajcie - kto w dzisiejszych czasach wyciąga rękę do drugiego człowieka?(...)". Na swojej drodze nie spotykam wielu bezintersowanych ludzi.
    Cudowny, refleksyjny post, dziękuję! :D
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co :)
      Dziękuję Ci za tak wyczerpujący komentarz.
      W moim życiu wiara również odgrywa znaczącą rolę. Mam nadzieję, że będzie tak zawsze...

      Usuń
  8. Świetna recenzja, film wydaje się być bardzo mądry i skłaniający do refleksji. Masz rację, dobrze mieć nadzieję, że na tym świecie istnieją bezinteresowni ludzie. Filmu nie oglądałam, ale może kiedyś się skuszę :)

    natchniona-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieją... Tylko trzeba zacząć szukać.
      Bo kiedyś się odwrócimy na chwilę i zostaniemy sami.

      Usuń
  9. To raczej nie film dla mnie. Mam osobiste zdanie na temat religi i tego jak postrzegają ją inni.

    OdpowiedzUsuń
  10. nie oglądałam tego filmu, ale czemu nie ? może nawet dzisiaj go jeszcze obejrzę ;)
    Pozdrawiam.
    http://nacpana-ksiazkami.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  11. Na pewno nie potrafiłabym opuścić własnego mieszkania, oddać go obcej kobiecie i iść spać na ławkę w parku... I nie potrafię znaleźć w swoim otoczeniu nikogo, kto by tak zrobił. Myślę, że film może być ciekawy i mądry, ale nie wiem, czy też trochę nie naciągany. Bo czy istnieją dziś naprawdę bezinteresowni ludzie? W każdym razie będę miała ten tytuł na uwadze. Pozdrawiam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie istnieją. Tylko czy kiedyś będziemy mogli na nich trafić?

      Usuń
  12. Ostatnio wyczerpałam filmy, które miałam zamiar obejrzeć, także na pewno wezmę pod uwagę "Czy naprawdę wierzysz". Nie jestem do końca pewna, czy to coś dla mnie, ale z chęcią się przekonam :)

    pozdrawiam,
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Film wydaje się wartościowy, więc zapiszę go na liście tych, które pragnę obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przy najblizszej okazji obejrze ten, jak i "Bog nie umarł" .

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej, nominowała Cię do tagu książkowego :D http://castleona-cloud.blogspot.com/2016/03/mean-girls-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń