piątek, 6 maja 2016

027. P.S. KOCHAM CIĘ (Cecelia Ahern) - Śmierć to tylko początek?


Tytuł: P.S. Kocham Cię

Autor: Cecelia Ahern

Liczba stron: 384

Wydawnictwo: Akurat

Rok wydania: 2013

Kategoria: romans/powieść obyczajowa

Tytuł oryginalny: P.S. I love you


  Każdy z nas kiedyś umrze. Rzeczywistość przykra, ale do bólu szczera. Z całych sił staramy się omijać śmierć szerokim łukiem, unikamy rozmów na ten temat. Jednak prędzej, czy później, wszyscy się z nim mierzymy. Ludzie umierają na różne sposoby. Niektórzy ze starości, inni giną tragicznie w różnego typu wypadkach, a kolejni zmagają się z nieuleczalną chorobą i w końcu przegrywają. Czy da się pogodzić ze stratą bliskiej osoby? I tak, i nie. Jeżeli minie dużo czasu, możemy się przyzwyczaić do nowej sytuacji, jednak chwile załamania pozostaną. Może większe, może mniejsze, ale jednak. Dzisiaj przekonamy się jak śmierć bliskiej osoby wygląda z perspektywy Cecelii Ahern. Czas na przystanek dwudziesty siódmy, czyli "P.S. Kocham Cię".


  Holly i Gerry znają się od dawna. Tworzą idealną parę, niemalże nigdy się nie kłócą. Jednak wszystko zaczyna się sypać, kiedy okazuje się, że Gerry jest śmiertelnie chory. Po miesiącach ciężkiej walki, umiera. Holly nie może pogodzić się z utratą ukochanego. Pewnego dnia dowiaduje się, że jej mąż przed śmiercią zostawił jej listy. Każdy z nich kończy się słowami "P.S. Kocham Cię". Kobieta ma otwierać jeden list w miesiącu i spełniać zawartą w nim prośbę zmarłego. Holly ma wrażenie, że Gerry ponownie jest obok.

  Książkę kupiłam w pobliskim antykwariacie za śmieszną cenę. Kiedy przeglądałam książki i ta
wpadła mi w oczy, wiedziałam, że zostanę jej posiadaczką. Wydałam na nią jedynie trzy złote, więc do internatu wracałam z szerokim uśmiechem na ustach. Czytałam i słyszałam wiele pozytywnych opinii na jej temat, spodziewałam się naprawdę porządnej powieści. Co dostałam? Rozpałkę lub jak kto woli, papier toaletowy. Cieszę się, że była to tak niska cena, bo chyba bym poszła do tego antykwariatu i zażądała zwrotu pieniędzy.
  Zacznijmy od bohaterów. Holly jest życiową porażką. Nie mogłam wytrzymać jej ciągłych narzekań. Gdybym spotkała ją na ulicy, wydrapałabym oczy, naprawdę. Rozumiem, straciła męża. Rozumiem, kochała go. Każdy musi pogodzić się z żałobą na swój indywidualny sposób, jednak... Nie jest nim użalanie się nad swoim losem przez bite pięćset stron. Odpakowuje list - "Ojej, czuję jakby Gerry tu był". Spełnia jego prośbę - "Ojej, Gerry tu na pewno jest!". Nie robi nic - "Ojej, Gerry, czemu cię nie ma?". Wybaczcie potoczne sformułowania, ale owijanie w bawełnę nie jest moją specjalnością - szczególnie, kiedy jestem mocno zirytowana. Nie mogę zachowywać się spokojnie, kiedy ktoś ma wielką "depresję" przez całą książkę, a na ostatniej stronie uświadamia sobie, że jednak
wszystko jest okej. Najgorsza bohaterka literacka? Wytypowana.
Przyznam, że Gerry z retrospekcji Holly wydaje się okej. Zastanawia mnie tylko fakt, jak zniósł małżeństwo z tak irytującą kobietą. Ale każdy ma swój gust. W każdym razie pomysł z napisaniem listów przed śmiercią był dość kreatywny. Mężczyzna zamknął w nich całą swoją miłość i wszystkie wspomnienia, które dzielił z ukochaną. Każde zadanie jest ciekawe, a Gerry zadbał, by jego żona na pewno mogła wykonać niemalże każde z nich.
Nie można zapomnieć również o tym, że Holly ma rodzeństwo. Równie niezdecydowaną emocjonalnie siostrę Ciarę, chamskiego, ale i rozchwianego emocjonalnie Richarda i Declana, który... Jest Declanem. Tyle. Możliwe, że o kimś zapomniałam, z góry przepraszam.
Są również przyjaciółki Holly, o wiele mądrzejsze niż ona i kolega homoseksualista - Leo. Nie mam nic do osób, które darzą miłością kogoś tej samej płci, ale czy muszą się oni pojawiać w każdym romansidle? Kumpel-gej niedługo stanie się podstawą rynku wydawniczego, wcale nie żartuję. Przyzwyczajajcie się. Przecież każdy autor musi udowodnić, że toleruje takie osoby. To niezbędne do wydania książki. Popieram tok myślenia.
  Przyznam, że nie potrafię zrozumieć, dlaczego niemalże wszystkie oceny tej książki są pozytywne. Skąd biorą się te opinie? "Cudowna", "poruszająca"... Stanowczo nie. Powieść nie wyróżnia się praktycznie niczym. Otwarcie powiem, że gorszej nie czytałam. Chociaż... Jakby się zastanowić...
Autorka na siłę wpaja mnóstwo "mądrości". Wiem, nie powinnam zbytnio krytykować, zwłaszcza, że "P.S. Kocham Cię" to debiut pani Ahern. Jednak debiut też musi zasłużyć na to, by nazwać go dobrym. Możliwe, że książka zmusza do refleksji i pewnie byłaby genialna, gdyby napisano ją z głową. Miało być idealnie? Wyszło przygłupio i wyidealizowanie. Sam w sobie pomysł też wydawał się dobry. Listy, które wywołują wspomnienia, zmuszają do powrotu do przeszłości... Nie mam pojęcia, jak autorka mogła zniszczyć całkiem dobrą koncepcję. Na pewno zdruzgotała ją również samym stylem. Miejscami zastanawiałam się, czy tę powieść napisała dorosła kobieta, czy mała dziewczynka z dwoma kucykami na głowie.
  Ciekawą rzeczą jest również opis. Wygląda na taki, który napisano na odczepnego i zupełnie nie zgrywa się z fabułą książki. Pierwszy raz w życiu doświadczyłam czegoś takiego i nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Nie mam pojęcia, jak wydawnictwo może pozwolić, żeby niepasujący do historii opis znalazł się na okładce książki. Logiczne są jedynie dwa pierwsze zdania. Między innymi przez takie "kwiatki" piszę opisy recenzowanych pozycji samodzielnie. Staram się dotrzeć do czytelnika, a nie pokazać mu drętwą regułkę z błędami. To powieść czy skład pasty do zębów? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.
  Bawiły mnie jedynie cytaty na pierwszych stronach książki, kiedy jeszcze podchodziłam do niej optymistycznie i wydawało mi się, że nie jest ona wcale taka zła.
  Możliwe, że film, który powstał na jej podstawie, nie jest idealnym odbiciem i spokojnie można go obejrzeć. Jednak ja na razie spasuję, mimo że gra w nim Gerard Butler, do którego mam niemały sentyment.
  Według mnie, "P.S. Kocham Cię" to cztery dni męki, niewarte mojej uwagi. Jednak przekonajcie się sami, może będziecie mieli inne zdanie!


OCENA KOŃCOWA: 2/10

18 komentarzy:

  1. Och jaka słaba ocena :o aż mam niesmak do przeczytania tej książki.
    Zapraszam do siebie http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany, jak tragicznie! :o Film jest w porządku (i ten Gerard <3 ). Myślałam, że książka będzie cudowna, więc kupiłam (i to też w promocyjnej cenie) i miałam w niedalekiej przyszłości czytać. A teraz aż się boję, nie potrzebuję na tę chwilę rozczarowań :/

    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu nie oglądałam, więc nie wypowiem się w jego kwestii. Może kiedyś obejrzę, bo Gerard.
      Mam nadzieję, że dobrze ją odbierzesz...

      Usuń
  3. Chociaż twoja opinia na temat tej książki jest negatywna (aj ta cudownie irytująca główna bohaterka) ja jednak zamierzam dać szansę autorce i jej twórczości. Skoro Cleo M. Cullen (moja przyjaciółka, która skrywa się pod tym pseudonimem) chwali sobie kunszt pisarski Ahern to coś musi być na rzeczy. Możliwe, że to zasługa jej zamiłowania do romansów, gdy u Ciebie to jedynie pojedyncze wyskoki w tym kierunku. :)
    Pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahern jest okej, ale nie robi rewelacji.
      Mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  4. Autorkę znam tylko z powieści Love, Rosie i ta książka jest genialna. Co prawda nie zamierzałam w najbliższej przyszłości sięgać po żadną z jej powieści. Mimo cudownego Love, Rosie na razie mnie nie ciągnie to liczyłam na dużo lepszą opinię. Zwłaszcza czytając inne recenzje tej książki. JEdnak każdy ma inny gust i warto czasami przeczytać konstruktywną naganę niż mydlić sobie oczy. Na pewno nie sięgnę na razie po PS Kocham Cię, ale kiedyś liczę na to, że sama wyrobię swoje zdanie. :D
    Pozdrawiam :D
    https://books-world-come-in.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że cię nie ciągnie, nie zawiedziesz się. I masz rację, lepiej samemu wyrobić własne zdanie :)

      Usuń
  5. Powiem szczerze, że to pierwsza tak negatywna ocena tej książki, na jaką się natknęłam. To dobrze, że szczerze i otwarcie piszesz o swoich odczuciach. Moje za pewne byłyby podobne, sądząc po tym, co napisałaś. Książki nie czytałam, oglądałam film i nie spodobał mi się, więc bardzo możliwe, że książka także nie byłaby z tych lepszych. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek po nią sięgnę, ale zobaczymy.
    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam do siebie na recenzję "Dziewczyny z pociągu" :)

    http://planeta-recenzji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również widziałam same pozytywne.
      Dziękuję za miłe słowa! ♥

      Usuń
  6. A ja bardzo lubię tę książkę, film także widziałam kilka razy i za każdym razem wracam do niego z uśmiechem na ustach. Ja daję Holly pełne przyzwolenie do marudzenia przez większą część książki, bo właśnie o to chodzi - to Gerry miał pomóc jej wyjść z tego marazmu, zmusić do ruszenia się, do tego, aby przestała wylewać łzy. Każdy z nas przeżywa żałobę w inny sposób, każdy ma do tego pełne prawo i ja wcale nie dziwię się Holly, że taka właśnie była, bo spotkał ją prawdziwy dramat i kochała swego męża nad życie. Szkoda, że książka Ci się nie spodobała, ale każdy ma takie :)

    Pozdrawiam, bookworm :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację.
      Ja tego tak nie odebrałam, naprawdę szkoda.

      Usuń
  7. Musze się przyznać, ze ta książka mnie interesowała tylko dlatego, że gdybym ją czytała to wyobrażałabym sobie Gerarda Butlera :D
    Nienawidzę wiecznie narzekających bohaterek :)
    Jak znajdę tę książkę za tak niską ceną to zakupię z czystej ciekawości :D
    Pozdrawiam,
    Książkomania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czysta ciekawość kosztowała mnie dziewięć złotych...

      Usuń
  8. Ojej, a ja tyle pozytywnych opinii o niej słyszałam! Może lepiej, że nawet się nią nie zainteresowałam, jeśli taka jest zła.
    Pozdrawiam!
    http://fanofbooks7.blogspot.com
    PS. (nie, tu nie będzie kocham cię xd) Mega napis na dole ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie "kocham cię" :o
      Dziękuję! :D

      Usuń
  9. Początek i opis mnie zaintrygował i sądziłam, że będzie to jedna z tych pozytywnych recenzji, ponieważ dużo dobrego słyszałam o tej pozycji. Ależ mnie zaskoczyłaś i oczywiście rozumiem twoją opinię. Nie miałam okazji zapoznać się jeszcze z książką, ale jak będę miała możliwość, to z czystej ciekawości - przeczytam :)
    Pozdrawiam!
    SKRYTA KSIĄŻKA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że są ludzie, którzy mnie rozumieją.
      Powtarzam - czysta ciekawość też kosztuje. DZIEWIĘĆ ZŁOTYCH XDD

      Usuń