poniedziałek, 4 lipca 2016

032. Calder. Narodziny odwagi (Mia Sheridan)


Tytuł: Calder. Narodziny odwagi

Autor: Mia Sheridan

Liczba stron: 373

Wydawnictwo: Septem

Rok wydania: 2016

Kategoria: Romans

Tytuł oryginalny: Becoming Calder


  Każdy z nas może definiować miłość zupełnie inaczej. Dla jednych będzie to uczucie, którego nigdy nie potrafili zaznać, dla innych relacja, bez której nie mogą żyć. Można powiedzieć o niej wiele: że jest niedługotrwała, że prędzej czy później się kończy, a nawet, że nie istnieje. Ale przecież każdy z nas kogoś kocha. Nawet jeśli jest to miłość do rodziców, czy dziadków, to mamy dowód na to, że coś takiego istnieje. A teraz pytanie. Czy potrafilibyśmy kogoś pokochać? Tak bezinteresownie. Zapałać do niego gorącym uczuciem... Historia Caldera i Eden jest niezwykła. Naturalnie, nie opowiem jej całej, jednak wysłuchajcie mnie do końca.




  Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu i wreszcie - o swoją miłość.

  Powieść Calder. Narodziny odwagi pozwoliła mi po raz pierwszy zetknąć się ze stylem Mii Sheridan, której dzieła zachwalało naprawdę wiele osób. Przyznam, że nie do końca zadowolił mnie sposób pisania tej autorki - zauważałam ubytki oraz niezbyt umiejętnie sprecyzowane zdania. W sumie przez pierwsze sto stron nie potrafiłam się "wgryźć" w tę pozycję i strasznie się męczyłam. Zarówno plusem jak i minusem książki jest to, że autorka podzieliła ją tak, byśmy mogli poznawać całą historię zarówno z perspektywy Caldera jak i Eden. Taki zabieg przypadł mi do gustu, ponieważ jedna perspektywa subtelnie przechodziła w drugą i zgrabnie się z nią łączyła, co sprawiło, że fabuła prezentowało się naprawdę ciekawie. Jednak z drugiej strony, wydawało mi się, że siedzę w głowie tego samego bohatera, co było naprawdę dziwnym uczuciem, jednak z czasem minęło.

  Skoro o bohaterach mowa, główne postaci nie podobały mi się w ogóle. Naprawdę bardzo się zdziwiłam, kiedy doszłam do takiego wniosku, ale to prawda. Według mnie, Calder i Eden zachowywali się jak dzieci, nawet wtedy gdy już nimi nie byli. Męczyły mnie dość głupie i dziecinne wtrącenia, chociaż nie było ich tak wiele. Gdybym miała wybierać między tą dwójką, a zarazem zdecydować, kto z nich denerwował mnie bardziej, myślę, że padłoby na Caldera. Tak, jego charakter mnie nużył, ale nie mogę powiedzieć tego samego o jego, godnym podziwu, postępowaniu. Za to Eden nieustannie zachowywała się infantylnie, może wyłączając końcówkę książki, gdzie akcja nabrała tempa. 
Przyznam, że od zawsze miałam słabość do mniej kluczowych bohaterów, ale nie spodziewałam się, że sympatią obdarzę chociaż jednego, którego wykreowała Mia Sheridan. Okazało się, że bardzo się zaskoczyłam. Pokochałam Xandera całą sobą. Chłopak przez całe życie był wzorem dla tytułowej postaci, która traktowała go jak brata. Ich relacja podbiła moje serce, co wydawało się teoretycznie niemożliwe. To, jak się o siebie troszczą i na sobie polegają... Po prostu coś genialnego.
Polubiłam również Mayę, czyli siostrę Caldera, która urodziła się z zespołem Downa. Zawsze zaskakiwało mnie to, ile miłości może zmieścić się w człowieku z tą chorobą. Emanowała taką ilością szczęścia i dobroci, że nie mogłam jej nie polubić.

  Mia Sheridan nie jest mistrzynią pisania scen erotycznych. Może się nie znam i może jetem za młoda, żeby cokolwiek powiedzieć na ten temat, ale czegoś mi zabrakło. Sceny te rozgrywały się na sześciu, czasem pięciu stronach, co naprawdę mnie nudziło i musicie mi wybaczyć, bo przyznam się do tego otwarcie, z czasem było to już tak nużące, że przewracałam strony, szukając właściwej akcji. Nie potrafię znaleźć powodu, ale tak po prostu się działo.

  Nie mogę jednak powiedzieć, że książka była zła, wręcz przeciwnie, podobała mi się. Nie zaliczyłabym jej do literatury wysokich lotów, ale była całkiem dobra.

  Ciekawie rozegrano wątek romantyczny między Calderem i Eden. Z niecierpliwością wyczekiwałam na dalszy rozwój wypadków i muszę przyznać, że co jakiś czas autorka naprawdę mnie zaskakiwała. Bardzo mocno kibicowałam tej dwójce i przyznam, że przez kilkanaście ostatnich stron przechodziły po mnie ciarki - akcja w tamtym miejscu rozwijała się bowiem naprawdę szybko. Sam pomysł na pisanie o zakazanej miłości wypadł dość ciekawie, mimo że mogłoby się nam wydawać, że jest to już oklepany schemat. Mia Sheridan pokazała, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić, aby być z osobą, którą darzymy uczuciem.

  Mia Sheridan Calderem zmusza swoich fanów do niemałej refleksji, a jednocześnie pokazuje, że potrafi napisać lekką, niezobowiązującą powieść, która podbije serca wielu czytelników. Otwarcie powiem, że nie żałuję tego, że przeczytałam tę książkę, chociaż miała swoje dobre i złe strony. Ta pozycja na pewno spodoba się osobom, lubiącym romanse. Ja do nich nie należę, ale na pewno sięgnę po drugi tom tej serii, bo jestem ciekawa jak potoczy się historia Caldera i Eden. Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję!

OCENA KOŃCOWA: 6/10

Gdyby strony mogły śpiewać...

Za zaufanie oraz możliwość przeczytania książki, dziękuję Grupie Wydawniczej Helion oraz wydawnictwu Septem.



24 komentarze:

  1. Łał. Już sam motyw sekty wydaje się być mocny. Może i nie jestem fanką romansów (choć ostatnio próbuję się do nich przełamać) to jednak...
    Ja też mam mieszane uczucia co do pisania z podziałem na dwie osoby. Ostatnio złapałam się na tym u Jessici Sorensen.
    Hmm, po twojej opinii raczej nie zapałałam miłością do głównych bohaterów, niemniej jednak... okładka z gołą klatą mi sie podoba haha. Pozdrawiam!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta okładka z klatą jest straszna, ale już nie chciałam o niej wspominać, bo ocena chyba by spadła...

      Usuń
  2. Świetna recenzja, szkoda tylko, że książka w pewnym sensie Cię zawiodła. Sama jestem po lekturze czegoś niezbyt dobrego i znam ten zawód, kiedy książka lubiana przez wszystkich nagle staje w centrum Twoich "hejtów". Szczególnie poczułam się zniechęcona dziecinnymi bohaterami, bo nic nie irytuje mnie w książkach bardziej. ;)
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję "Dworu cierni i róż"! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dziecinni bohaterowie są okropni!

      Usuń
  3. Czytałam "Bez słów" tej autorki i bardzo mi się podobała. Ciekawa jestem czy ta mi się spodoba. Fabuła ciekawa nie powiem, chętnie zobaczę czy przypadnie mi do gustu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie powstrzymam się od "Bez słów" ;-;

      Usuń
  4. Mnie ostatnio niezwykle intryguje ta autorka, zwłaszcza po tak wychwalanym ,,Bez słów". Ta pozycja zapowiada się jednak równie ciekawie. Musiałabym czym prędzej nadrobić zaległości! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bez słów" wcale nie jest aż tak wychwalane... Ale w jakimś stopniu jednak jest :D
      Ciekawie, ale cóż... jednak nieciekawie :P

      Usuń
  5. No, no. Izz i małe hejty? :P
    Recka jak zwykle boska. <3

    I Edzio. <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro te strony tak śpiewają, to ja chcę to przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle się o niej ostatnio naczytałam, a teraz Ty mi tutaj z recenzją... Co mam innego zrobić jak jej nie przeczytać? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja mam mieszane uczucia - jedneo dnia ogromnie mnie ciągnie, bo poznać się z Mią Sheridan, a innego stwierdzam, że to zupełnie nie dla mnie i że nie ma nawet sensu próbować :c Jeszcze trochę się pozastanawiam, jak to rozgryźć :D
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo szczegółowa recenzja i aż żal, że bohaterowie są tak dziecinni. Twórczość autorki nadal przede mną, ale może spróbuję z inną książką. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, może nie zawiedziesz się aż tak bardzo :)

      Usuń
  10. Myślę, że mogłaby mi się spodobać. Wydaje mi się pozycją lekką i przyjemną na wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja sobie ją chyba odpuszczę.
    Opis brzmi ciekawie, ale skoro bohaterowie są dziecinni i akcja średnia to nie będę póki co się za nią rozglądać.
    Pozdrawiam, świetna recenzja. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i lepiej, jeśli ją sobie odpuścisz :)

      Usuń
  12. Już czytałam parę recenzji tej książki, jednak nie jestem do niej zbytnio przekonana. Chociaż motyw sekty jest interesujący, tak dziecinni bohaterowie odrzucają. Jak bym chciała czytać o takich osobach, to bym przeczytała na nowo trylogię {Niezgodna}, gdzie jedna pani miała humorki niczym rozkapryszony bachor. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie "Calder" nie porwał.
      A Tris jest... UGH!

      Usuń