niedziela, 17 lipca 2016

033. Wodospad (Lauren Kate) - Rakotwórcza książka z tęczowym zakończeniem.


Tytuł: Wodospad

Autor: Lauren Kate

Liczba stron: 360

Wydawnictwo: Galeria Książki

Rok wydania: 2015

Kategoria: Fantastyka

Tytuł oryginalny: Waterfall


  Ludzie mówią, że kontynuacje książek, które Wam się podobały, zazwyczaj są lepsze. Mylą się? A może mówią prawdę? Na wstępie chciałabym tylko pozdrowić Królika z Bluszczowych Recenzji (swoją drogą wpadajcie do dziewczyn, są świetne). Dlaczego pozdrawiam akurat ją? Cóż, rozmawiałyśmy razem o jakże cudownym zakończeniu Wodospadu (proszę, powiedzcie, że widzicie, sarkazm!). Przystanek trzydziesty trzeci stoi otworem przed naszym autobusem. Jak będzie tym razem?


  Eureka zapłakała. Dwie łzy spadły na ziemię, trzecia została jednak złapana przez Andera - Tragarza Ziarna. Ander i Eureka muszą powstrzymać powrót Atlantydy oraz złego władcy - Atlasa. Razem z rodziną dziewczyny wyruszają do Solona - tajemniczego Tragarza Ziarna, by dowiedzieć się, jak pokonać nikczemnego króla Atlantydy. Czy Eureka jest gotowa poświęcić miłość, przyjaźń, a może nawet własne życie, żeby zapobiec zatopieniu całego świata? I czy mroczny sekret jej ukochanego, który wyjdzie na jaw, zmieni coś w ich relacji?

  Sam pomysł na fabułę wydaje się niesamowicie oryginalny. Lauren Kate postanowiła przedstawić nam własną odsłonę opowieści o Atlantydzie. Pierwszy tom naprawdę bardzo mi się podobał. Nie był wybitny, ale zapadł mi w pamięć. Świetna fabuła, dość ciekawi bohaterowie i niepowtarzalny styl - przepis na niemal idealną książkę. Więc co się popsuło, Pani Autorko? Dlaczego akcja drugiego tomu od niemal pierwszej strony ciągnęła się jak flaki z olejem i czemu zaskakiwała mnie tylko miejscami?


,, Miłość sprawia, że ludzie wydają się najlepszymi wersjami samych siebie."
  

  Wiecie czego najbardziej nienawidzę w zachowaniu dzisiejszych autorów? Piszą dla kasy. Przepraszam za posługiwanie się potocznym słownictwem, ale przy czytaniu tej książki po prostu trafił mnie szlag. Ludzie powinni pisać z pasji... Słowa powinny ich nieść jak wiatr liście na wietrze. Wodospadem, autorka udowodniła, że pieniądze liczą się dla niej najbardziej, bo pomimo jakiejś jednej zalety, powieść ewidentnie została napisana dla zysku. Czytając ją, czułam, że Lauren Kate sama do końca nie wie, o czym pisze. Fabuła została wykreowana na odczepnego, a "mądre" myśli powciskane na siłę tam, gdzie nie powinno ich być. W tej pozycji nie ma niemal żadnych emocji, wszystko jest tak drętwe, że otwarcie mogę przyznać, iż czegoś takiego podczas swojego siedemnastoletniego życia, nie widziałam na oczy. 


,, - Jeśli bohater nie pasuje do historii, to bohatera należy napisać na nowo, nie historię."


  Dodatkowo styl. Masa powtórzeń i nielogicznych zdań. Zupełnie nie mogłam wczuć się w tę książkę i zrozumieć, co autorka chciała mi przekazać. A może tak naprawdę chciała nam powiedzieć tylko tyle, że pieniążki już się jej zgadzają? Dobrze rozumiem?
Wszelkie nawiązania były wręcz śmieszne, a cytaty, przepełniające tę pozycję, niesamowicie infantylne. To, co miało uczynić książkę śmieszniejszą, sprawiało, że stawała się coraz bardziej żałosna. 


,, - A ty masz sztuczkę? - Claire zwróciła się do Solona.
- Tak - odpowiedziała Cat w jego imieniu. - Bycie dupkiem."


  Parę słów należy się również bohaterom.
 O ile w pierwszej części, Eureka wydawała się hardą dziewczyną i niesamowicie zawziętą postacią, tak w drugiej zmieniła diametralnie. Postanowiła, że zacznie płakać i użalać się nad sobą. Do tego wmawia wszystkim dookoła jak bardzo jest odpowiedzialna i niezależna. Serio? Eureko, kup sobie słownik, polecam. Co więcej, nasza ulubiona główna bohaterka robi różne inne ciekawe rzeczy. Po pierwsze - wiecznie ucieka od wszystkich. Wybaczcie mi, ale czy tylko ja nie rozumiem jej zachowania? Jęczy nad tym, że jej bliscy umierają, a tych, którzy jeszcze żyją, zostawia na pastwę losu, wiedząc, że świat może w każdej chwili znaleźć się pod wodą. Po drugie - przeczuwam, że dostałam raka od jej ciągłego narzekania na samą siebie - w tym na fakt, że ojej, ona biedna nie może płakać, bo wszystko pójdzie pod wodę. Po trzecie - rodzeństwo przyrodnie Eureki nagle nabiera nowych, dziwnych zdolności, a ona nic z tym faktem nie robi. Wybaczcie na chwilę, idę podlać benzyny do stosu, bo przygasa. 
  Jasne, mamy również innych bohaterów. Nieporadnego i zakochanego Andera oraz narwaną przyjaciółkę Eureki. Pozostałe postacie są tak barwne i niesamowite jak papier. Serio. Nie wiem, jak uważacie Wy, ale według mnie, osoby powinny być wielowymiarowe i nieprzewidywalne. Dostaliśmy białą, chropowatą kartkę papieru. Odważyłabym się nawet, żeby porównać ich charaktery do papieru ściernego lub toaletowego. 
  Dodatkowo wiedźmy. Dostaliśmy wiedźmy, które śpiewały przepowiednię o trzech łzach Eureki. Śpiewały. Naprawdę nie mogły tego po prostu powiedzieć? Hej, świat stoi na krawędzi, może ulec zniszczeniu, a one ŚPIEWAJĄ. Zastanawiam się, dlaczego nie usiedli przy ognisku i nie usmażyli sobie kiełbasek.


,,(...) nie mogłem zrezygnować z miłości do ciebie, bo to wszystko, czym jestem."


  Wątek miłosny jest badziewny - głównie przez samą główną bohaterkę, która nie może się zdecydować, czego chce, jak i przez Andera, który ciągle coś przed nią próbuje zataić. Nieustannie wytykają sobie błędy, co jest tak irytujące, że przez całą książkę pragnęłam, żeby jedno z nich w końcu umarło. Najlepiej Eureka, bo książka by się skończyła i może nie chciałabym zabić autorki. Nie, nie trzymam jej w piwnicy. Macie złudzenia, nikt nie siedzi na krześle elektrycznym. To tylko konfitury. 


,,Nie miała pojęcia, jak szczęśliwa była wcześniej, jak luksusowa i wyrozumiała była jej depresja."


  Minusem jest dodatkowo to, jak została wydana książka. Wybaczcie, ale kobieta w sukni na okładce do mnie nie przemawia. Zwłaszcza, że nie jest ani trochę podobna do żadnej bohaterki. Do tego - jeśli ktokolwiek po to sięgnie, a mam nadzieję, że nie - grzbiet łatwo się gnie, więc należy uważać na to, jak czytamy tę książkę. 


,, - Kiedy to, kim jesteś, zmienia się przez cały czas - powiedziała - pozostaje ci już tylko imię."


  Przejdźmy w końcu do głównej atrakcji książki. Do zakończenia. Jeśli zdecydujecie się przeczytać to coś, to dostaniecie wścieklizny. Albo raka. I naprawdę, nie obrażam tym osób, które doświadczyły tych chorób, ale zakończenie jest tak idiotyczne...  Z Królikiem śmiałyśmy się jak głupie, naprawdę. Na powieści Lauren Kate powinno się umieścić następującą treść: Przed zażyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. 
Dla tych, którzy czytali (podświetlacie na własną odpowiedzialność): Tęcza. ONA ZAMIENIŁA SIĘ W TĘCZĘ. SERIO. JUŻ PRZEMIANA W TELETUBISIA BYŁABY NORMALNIEJSZA. ALE TĘCZA?! 
  Podsumowując, książka Lauren Kate jest najgorszą powieścią, z jaką się spotkałam. 

OCENA KOŃCOWA: 0/10 
(bo zero też ma uczucia i nie można go dyskryminować)

PS. Ta książka nam nie zaśpiewa, ponieważ wstawiając jakikolwiek utwór, obraziłabym wykonawcę. 

24 komentarze:

  1. Dobrze, że nie zabierałam się za tę serię XD Nie przepadam za tego typu powieściami i czuję, że ta byłaby dla mnie stratą czasu.
    Swoją drogą podobnie miałam z "Alicją w Krainie Zombi". Pierwszy tom był wspaniały, drugi miałam ochotę wyrzucić do kosza :/
    Pozdrawiam
    http://welcome-to-my-little-big-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, straciłabyś czas, naprawdę...

      Usuń
  2. Czytałam inną serię tej autorki i styl również był ubogi, a wręcz wyjątkowo nudny i niezachwycający. Nie mam już kompletnie ochoty na twórczość Lauren Kate, dałam jej zbyt wiele szans i teraz żałuję straconego czasu ;)
    Pozdrawiam,
    Kochamy Książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie chodzi Ci o "Upadłych".
      Cóż, serię czytałam jako nastolatka - wtedy mi się nawet podobała, nie była aż tak zła...

      Usuń
  3. Ale pociski... Nie czytałam tej serii, ale wciąż mam ochotę. Lubię takie odmóżdżacze, a zwłaszcza teraz mam mega ochotę dorwać się do jakiegoś, bo wygrałam wczoraj z sesją :D szkoda tylko, że autorka tak bardzo skopała zakończenie. Atlantyda i motyw łez brzmi wspaniale.
    Pozdrawiam! ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie pociski - to jedynie szczerość :)
      Gratuluję wygranej!

      Usuń
  4. W takim momencie jak ten, cieszę się, że na ogół nie po drodze mi z fantastyką... :D Twoja recenzja jest generalnie rzecz biorąc genialna i zgadzam się z tym, że sporo pisarzy pisze dla samej kasy. Niestety tak to wygląda obecnie. A Ci, którzy mają talent i chcą pisać, nie mogą często nawet wydać jednej swojej powieści... Cóż. :/
    No, więc na pewno nie sięgnę po tę książkę po Twojej recenzji. :D
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irytuje mnie pisanie dla kasy, naprawdę. To coś strasznego...
      I chwała Ci, że nie sięgniesz. :)

      Usuń
  5. Matko...ależ się czuję zniechęcona! Faktem jest, że do mnie również kobieta z okładki w żaden sposób nie przemawia. Na pewno będę się trzymać od tej książki z daleka!
    Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z oceną 0/10... :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że ocena bardzo surowa. 0/10. Wow. Chyba jeszcze nie dałam takiej oceny jakiejś książce (choć z jednym opowiadaniem w antologii byłam blisko). Za serię i tak się nie zabieram.
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie spotkałam się jeszcze z tą autorką, ale widzę, że ocena bardzo surowa, więc książka zapewne sobie zasłużyła :)
    Będę się trzymała od tego z daleka! :D
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, nie stykaj się i nie spotykaj! :D

      Usuń
  8. Hoho, pierwszy raz widzę tak słabo ocenioną książkę. :D
    Wcześniej miałam zamiar sięgnąć po tą serię, ale po Twojej (genialnej zresztą xD) recenzji odpuszczę to sobie.
    Pozdrowionka! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję! :D
      Miłe słowa :D

      Usuń
  9. Jako że zjechałaś tę książkę i ja nie mam na nią w ogóle ochoty to przeczytałam ten spoiler na temat zakończenia. Dzięki you made my day <3 Uśmiałam się :D Cóż, będę się trzymać z daleka. I zgadzam się, też czasami widzę, że autorzy piszą bardziej dla zysku i to niestety widać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie tam... tęczowe xd
      #heheszki xdd
      Pisanie dla zysku to kompletna pomyłka.

      Usuń
  10. Na taką recenzję czekałam już od długiego czasu! Nawet nie wiesz jak przyjemnie mi się ją czytało :D Nazwisko autorki już kiedyś obiło mi się o uszy, ale w sumie cieszę się, że nie chciałam przeczytać żadnej z jej książek xD
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I lepiej nie czytaj. :)
      Może "Upadłych"... Ale tylko MOŻE.

      Usuń
  11. Mocna recenzja. :D Książkę zdecydowanie sobie odpuszczę, chociaż ma taką piękną tęczową okładkę. I ta pierwsza część nie daje mi spokoju, ale nie. Nie dam szansy ani jednej, ani drugiej. Nie wiem, jak to jest, ale kontynuacje bardzo często są do kitu.
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała książka jest tęczowa - hahaha! :D

      Usuń
  12. Po takiej recenzji ta książka ląduję na moją listę "Nie dotykaj! Nawet patykiem...". Byłam ciekawa co tak wkurzyło cię w zakończeniu, więc sobie zaspoilerowałam i cieszę się, że to zrobiłam! Teraz wiem, że żadna siła nie zmusi mnie do czytania tej książki.

    https://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość tęczowa książka, nieprawdaż? :D

      Usuń