niedziela, 20 listopada 2016

Czasem prawda jest najniebezpieczniejszą bronią, jaką można sobie wyobrazić. - Prawdodziejka (Susan Dennard)


Tytuł: Prawdodziejka

Autor: Susan Dennard

Liczba stron: 384

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Rok wydania: 2016

Kategoria: Fantastyka

Ocena: ★★★★★★★★☆☆ (b.dobra)


  Jeśli obserwujecie mojego bloga jakiś czas, wiecie, że jestem w niezwykle rozwiniętym stadium choroby, zwanej połykacjum fatazjum. Dana choroba charakteryzuje się tym, że osoba, która na nią zapada, nie może oprzeć się przed nabyciem kolejnej powieści fantasy, która wdzięcznie zdobiłaby jej półkę. Istnieje jednak jedno nieodwracalne powikłanie, charakteryzujące połykacjum fantazjum - gdy czytelnik wchłonie zbyt dużo książek o podobnej tematyce i coraz częściej trafia na nieustannie powtarzające się schematy. Moje oczy spoczęły na Prawdodziejce i mimo że próbowałam odgonić od siebie myśli o przygarnięciu tego cudeńka, bo bałam się, naprawdę bałam się schematyczności, nie wygrałam z własnym uzależnieniem. Dzisiaj jestem po lekturze tej powieści i otwarcie mogę powiedzieć, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw w tej historii.


Młode wiedźmy Safiya i Iseult mają zwyczaj często wpadać w tarapaty. I przez to teraz muszą opuścić swój dom.
Safi jest bardzo rzadką wiedźmą prawdy, która jest zdolna zdemaskować każde kłamstwo.
Wielu zabiłoby dla jej umiejętności. Dlatego Safi musi pozostać w ukryciu. Inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało.


  Zacznę od tego, że Czarnoziemnie (czyt. świat stworzony przez Susan Dennard) został niesamowicie wykreowany. Opiera się na twardym podłożu - wszystko jest logicznie uporządkowane, nie ma nawet najdrobniejszych dziur, które mogłyby przeszkadzać nam w czytaniu tej książki. Nazwy krain, różne ,,specjalizacje" naszych magów... Było tego mnóstwo, a autorka ani trochę się nie zgubiła - wręcz przeciwnie - wyglądało na to, że ma pod kontrolą każdy cal wymiaru, który wyszedł z pod jej pióra, że jest on jej w pełni poddany. Mimo że przez pierwsze strony nie potrafiłam wgryźć się w opowieść, w którą zresztą zostałam wrzucona z impetem, bez najmniejszego ostrzeżenia, to potem zostałam przez nią całkowicie pochłonięta. Niektóre nazwy krain (właściwie każda z nich) wyglądały na początku co najmniej dziwnie (dokładniej rzecz ujmując - jakby wymyślił je dziesięciolatek), ale z czasem zupełnie się do nich przyzwyczaiłam.

- A ja nie jadłam od wielu godzin. - Rzuciła mu gniewne spojrzenie. - Oddaj to, Polly, albo wykastruję cię widelcem.

  Podobał mi się niemal każdy bohater. Ich charaktery okazały się być tak cudownie nakreślone, że czułam się, jakby każda z tych postaci była prawdziwa. Przyznam, że najbardziej polubiłam niesamowitego księcia Merika i jego więziobrata Kullena oraz niepowtarzalne więziosiostry, czyli Safiyę i Iseult. Ich postawy względem siebie były czymś nie do opisania - zachowywali się, jakby łączyły ich prawdziwe, nierozerwalne więzy krwi, nie liczyło się dla nich nic prócz ocalenia życia osoby, którą stawiają na pierwszym miejscu. Dzięki temu powieść skrywa wiele cennych wartości, które należy wziąć sobie do serca i skrupulatnie pielęgnować.

Był dobry. Najlepszy wojownik, z jakim kiedykolwiek walczyła. Ale Safi i Iseult były lepsze. 

  Dialogi zostały napisane cudownie - nic nie było zbyt nachalne, pisarka starała się stronić od typowych powielanych ,,mądrości", a czytelnik miał wrażenie, że taka rozmowa mogłaby naprawdę zostać przeprowadzona. To samo tyczy się opisów - niby Czarnoziemie nie istnieje, niby nie jesteśmy w stanie go zobaczyć, ale niezwykłe opisy sprawiają, że otwieramy oczy wyobraźni i to właśnie one stają się naszym przewodnikiem na tej trasie.

  Co do fabuły - naprawdę przypadła mi go gustu. Nareszcie nie wyczuwałam typowych schematów, które mam okazję zauważyć przy czytaniu trzech czwartych książek, do których mimo tego mam niejaki sentyment. Pierwsza część stanowi idealną furtkę do napisania drugiej i, o dziwo, nie pozostawia po sobie tego niesmacznego niedosytu, pojawiającego się przy zakończeniach pierwszego tomu dowolnej serii. Owszem, od środka zżera nas nieubłagana ciekawość, która wrzeszczy na całe gardło: ,,Dajcie mi kolejną część!", ale jest to rodzaj zaintrygowania, które jestem gotowa znieść. Pocieszę również osoby, tępiące infantylne trójkąty miłosne - w Prawdodziejce czegoś takiego nie znajdziecie. Powiem więcej, wątek miłosny, pojawiający się na kartach tej powieści jest subtelny, delikatny i dość oczywisty, więc od początku do końca poznania się tych dwóch osób, kibicujemy im, by byli razem.

- Dlaczego słyszę o tym pierwszy raz? - spytała Safi. - Uczyłyśmy się o Nubrevnie, ale w naszych podręcznikach to kraina mlekiem i miodem płynąca.                                                                                   - To dlatego - odpowiedziała Evrane - że historię piszą zwycięzcy.

  Na koniec recenzji jeszcze raz pozachwycam się niesamowitym kunsztem artystycznym wydawnictwa Sine Qua Non. Książki, którym dają życie są tak pięknie wydane, że to się po prostu nie mieści w głowie - prześliczne tłoczenia, cudowne grafiki na okładkach, powalające na kolana wnętrza... Mogłabym zachwycać się ich powieściami w nieskończoność, a i tak nigdy mi się to nie znudzi.

  Podsumowując, Prawdodziejkę polecam starym wyjadaczom fantastyki jak i osobom, które lubią czytać lektury tego typu. Nie zawiedziecie się, nie otrzecie o utarty schemat, a całą historię pokochacie niezwłocznie.

Za egzemplarz do recenzji oraz zaufanie dziękuję cudownemu wydawnictwu Sine Qua Non!

Gdyby strony mogły śpiewać...

17 komentarzy:

  1. Już tak długo zabieram się za PRAWDODZIEJKĘ, że aż wstyd, że dalej tego nie przeczytałam. Tym bardziej, że uwielbiam fantastykę i do tego książka zbiera wiele pozytywnych recenzji. Ale spoko, w końcu się za nią zabiorę, obiecuję. No i nie ma trójkąta miłosnego, co dla mnie jest po prostu chyba największym plusem!
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na recenzję "Wszechświat kontra Alex Woods".
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Już wzbudziła moje zainteresowanie w zapowiedziach, mam wrażenie, że to opowieść w moim guście. Z pewnością się na nią skuszę :)Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna bardzo mnie ta książka intryguje. Głównie za sprawą świata stworzonego przez autorkę, ale wizja powieści bez wielkich wątków miłosnych również jest kusząca. :)
    Pozdrawiam cieplutko
    Dominika z Books of Souls

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat stworzony przez autorkę to istne cudo. Lukier, cukier i orzechy!

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, tak i jeszcze raz TAK! Zgadzam się z tobą w 100... No, może w 99% ;p ten 1% to Krwiodziej, który mi przypadł do gustu o wiele bardziej, niż Merik (a Merik skradł mi serce, więc nie wie jak opisać moje odczucia do Krwiodzieja, którego imienia z pamięci nie napisze xd). Ale pozostałe 99% jest absolutnie zgodne z moją opinią ;) czytając twoją (świetną <3) recenzję czułam się tak, jakbyś czytała mi w myslach! To jak autorka wykreowala postaci było genialne. Prawie tak genialne, jak stworzony przez nią świat. Coś niesamowitego. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu <3
    Buziaki ;*
    Q.

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jakoś nie skupiłam się za bardzo na Krwiodzieju...
      Dziękuję za miłe słowa i również czekam na kolejny tom!

      Usuń
  6. Mam nadzieję, że będę nią oczarowana ;) Już czeka na mojej półce ;) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może jakąś superfanką literatury fantastycznej nie jestem, ale czasem zdarza mi się przeczytać tego typu książkę. Po tą z chęcią bym sięgnęła.

    Pozdrawiam :)
    Books & Candles

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygrałam ostatnią tę książkę i powiem szczerze, że bardzo się z tego cieszę, bo mam wielką ochotę na przeczytanie jej. A po Twojej recenzji mam jeszcze większą ochotę! :D

    OdpowiedzUsuń