środa, 2 listopada 2016

Plusy i minusy Nocnej Szkoły, czyli recenzja sagi ,,Wybrani" (C.J.Daugherty)

Na początku zaznaczam, że dzisiejsza recenzja (o ile to można nazwać recenzją) będzie bardzo chaotyczna, ponieważ nie jestem na tyle zorganizowana, by analizować każdy tom tego pięcioksięgu po kolei.
UWAGA: Opinia może zawierać elementy sarkastyczne, jeśli jesteś na nie wyczulony, zakończ czytanie notki w tym miejscu.

Dziękuję za uwagę, możemy przejść do właściwej części naszego spotkania.


O czym są Wybrani?
  Przyznam, że albo opisy, znajdujące się z tyłu każdej z tych książek to dno i wodorosty, albo ja się po prostu starzeję i nie ruszają mnie chwyty w stylu: ,,Walka. Śmierć. Zatracenie." Jej, to brzmi jak streszczenie jednej z powieści Lockharta. 

  Jeśli zdecydujecie się to czytać, pewnie i tak spojrzycie na tylną okładkę, chociaż naprawdę, naprawdę mocno Was przed tym przestrzegam (chyba że macie dwanaście lat i lubicie takie klimaty).
  Nie przedłużając - powieści opowiadają o losach Allie - buntowniczki, która nie może pogodzić się ze zniknięciem starszego brata i... zaczyna wpadać na coraz dziwniejsze pomysły, które ostatecznie nieprzyjemnie się kończą. Dziewczyna zostaje wysłana do specjalnej szkoły, gdzie ma się nauczyć, jak się przykładnie zachowywać. Poznaje tam Cartera i Sylvaina - dwóch chłopaków, którzy w jakiś sposób podbijają jej serce. Dowiaduje się również, że Akademia Cimmeria ma kłopoty, a Allie jest w nie bardziej zamieszana niż inni uczniowie. 



BOHATEROWIE

  Z postaciami mam ten problem, że większość ,,irytujących bohaterek" [wiecie, tych, które wszyscy uważają za wstrętne (czyt. te z 3/4 książek młodzieżowych)] zupełnie mnie nie obchodzą. Może są papierowe, może wiecznie płaczą w kącie, ale ja bardziej skupiam się na akcji, bo to właśnie w przypadku jej braku książka leży. Osądzam jedynie tych bohaterów, którzy naprawdę, ale to naprawdę zajdą mi za skórę, np. nie darzę zbytnią sympatią Katniss Everdeen. No, dobra, do pewnego czasu uważałam ją za najgorszą postać, z jaką kiedykolwiek się zetknęłam. Ale Allie... Katniss, wybacz, że Cię nienawidziłam, wybuduję Ci ołtarzyk, bo to, co odstawiała Alyson jest szczytem szczytów. 
Mam tej dziewczyny po dziurki w nosie - przypuszczam, że jeśli przeczytałabym o stronę więcej, wylądowałabym na psychotropach w pokoju bez klamek. Pięć książek. Zapamiętajcie moje słowa. PIĘĆ *stos przekleństw* KSIĄŻEK KRĘCI SIĘ WOKÓŁ JEJ PROBLEMÓW MIŁOSNYCH. Miałam ochotę wziąć nożyczki do ręki, żeby ułatwić jej całą sprawę i zabić jednego z tych biednych chłopców, żeby nie musiał już jej oglądać. 
  Co do pozostałych bohaterów - nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Nie zostali cudownie wykreowani, ale Allie nie przebije nikt. Dosłownie nikt. 


STYL

  Lepsze dialogi układa moja siostra, która ma osiem lat. Poważnie, razem z przyjaciółką czytałyśmy czwartą część na przerwie, na głos - mina faceta od wosu była bezcenna. Chyba zastanawiał się, czy zmienić pracę, czy strzelić sobie w łeb. 
Bohaterka często opowiadała osobom trzecim o tym, co zrobiła danego dnia. Wyobraźmy sobie taką sytuację (oczywiście, jest to czysto hipotetyczne): nasza cudowna, główna postać cały rozdział poświęca poszukiwaniu dobrej marchewki w warzywniaku, a następne pięć stron na (nie zgadniecie) opowiadanie swoim znajomym o marchewkowej przygodzie! 
Wkurzają mnie sytuacje, w których autor zamiast jednym, dwoma zdaniami podsumować dane wydarzenie, wraca do niego jeszcze raz i przedstawia je w całej okazałości.
Czekajcie, czekajcie...
Coś mi to przypomina... 
A, tak!



AKCJA

Dzisiaj tak naprawdę tylko akcja dostanie ode mnie zielone światło. Wszystko toczyło się ciekawym, często zróżnicowanym torem, co miejscami mi się podobało. Autorka umiała mnie zaskoczyć, całkiem dobrze odnalazła się w fabule (ta, jej połowa to płacz Allie, która nie wie, w jakim kierunku ma ulokować swoje uczucia). Przyznam, że dobrze się bawiłam. Niezliczoną ilość razy rzucałam książką, bo mój mózg się przegrzewał, ale miło spędziłam czas - całkiem nieźle się ubawiłam, nawet nabijając się z nieśmiesznych dialogów, które w odczuciu pisarki zapewne miały być śmieszne. 


PODSUMOWUJĄC

  Jeśli nie masz nic do roboty i chcesz odprężyć się przy książkach rodem z Violetty, ta seria na pewno jest dla Ciebie. Jednak jeśli nie interesują Cię mało ambitne ,,powieści", zajmij się w końcu własnym życiem (o ile je masz). 
  Przyznam, że przy tej serii całkiem dobrze się bawiłam. Więcej - jestem gotowa stwierdzić, że pierwszy tom był nawet okej. Potem działo się coraz gorzej... coraz gorzej... coraz gorzej... jesteśmy już na dnie?



Tytuł: Wybrani, Dziedzictwo, Zagrożeni, Zbuntowani, Niezłomni
Autor: C.J. Daugherty 
Liczba stron: 440+440+384+440+400=2104
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2013,2014,2015
Kategoria: Thriller/Literatura młodzieżowa
Ocena: ★★★☆☆☆☆☆☆☆ (słaba)


18 komentarzy:

  1. Ciekawiła mnie kiedyś ta seria, z czym to się je i w ogóle. Ale szczerze, okładki mnie odrzucały. I teraz wiem, że nie tylko okładki. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę ci przyznać rację - pierwszy tom wypada najlepiej na tle pozostałych części. Każda kolejna okazywała się coraz gorsza...
    Główna bohaterka irytowała mnie do tego stopnia, że miałam ochotę ją udusić. Znasz mnie doskonale - wątki miłosne muszą być subtelne, nie ukazujące trójkątów miłosnych i tak dalej. A tu co? Nasza Allie skacze z kwiatka na kwiatek, bo nie wie, którego z chłopaków wybrać. Chwila... jeżeli nie umiesz się zdecydować to złóż śluby czystości i zostań zakonnicą - problem rozwiązany! A tak nie musisz zadręczać życia czytelnikom swoją rozpaczą. To już naprawdę wolę czytać, jak ktoś płacze, bo mu się marchewka skończyła, a chciał gotować rosół. Wtedy jest większy dramatyzm, bo co ta osoba zrobi, jak nie da rady wykombinować obiadu?
    Przy pierwszej lepszej okazji pozbyłam się tych książek przy jednej z wymian na lubimyczytac. I jestem z tego dumna!
    Pozdrawiam. <3
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główna bohaterka była starsza, nawet gorsza od Katniss z IŚ...

      Usuń
  3. Akcja to jedna z niewielu zalet tej książki, może jeszcze dorzuciłabym mroczny klimat samej Akademii. Co do Allie... To właśnie ona znacząco obniżyła moja ocenę tej serii. A te jej wszystkie rozterki miłosne sprawiły, że teraz z daleka trzymam się od książek z trójkątami miłosnymi. Jedyną postacią, która w jakiś sposób wzbudziła moją sympatię był Carter, chociaż i on nie był ideałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to coś nie miało żadnego klimatu. Czuję, że nawet jakbym włączyła klimatyzację, to nie byłoby tam żadnego klimatu...

      Usuń
  4. O boże nie, to zdecydowanie nie dla mnie. Nienawidzę tego motywu - jedna laska, dwóch facetów i jej wielkie rozterki miłosne, przy czym zachowuje się jakby świat tylko wokół tego się kręcił. NIE, NIE, NIE. Poza tym, ja mam często problem z głównymi bohaterkami, bo są po prostu głupie i przeważnie mega tępe i już czuję, że z Allie jest tak samo. Tak więc nie, podziękuję.
    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam na nową recenzję u mnie, tym razem książki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" :)
    [planeta-recenzji.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten trójkąt miłosny jest jednym ze straszniejszych, jakie wystąpiły w dobie literatury młodzieżowej.

      Usuń
  5. Ciekawi mnie ta seria, ale jakoś mi z nią nie po drodze :D
    Może kiedyś się uda, ale jak nie to rozpaczać nie będę :D


    Buziaki
    coraciemnosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś miałam ochotę na tę serię, a przynajmniej na jedną część, aby zobaczyć. Teraz już raczej po książki nie sięgnę. Czytając o Allie w głowie pojawiła mi się Kiera z Bezmyślnej, która motała się pomiędzy dwoma bohaterami i również irytowała. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A którego byś zadźgała tymi nożyczkami? XD
    Biję ci wielkie brawa, bo ja wytrzymałam tylko dwa tomy!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupiłam "Wybranych" na Targach, jednak po Twojej recenzji, chyba nie przeczytam jej tak prędko. To znaczy, przeczytałam może pierwszą stronę i zaczęła się jakoś zwyczajnie. Buntowniczka robiąca grafitti na zachętę mnie zirytowała.
    Kiedy czytałam o tym trójkącie miłosnym, przypomniałam sobie Kylie z "Wodospadów cienia". Trzy czwarte książki składało się z jej miłosnych rozterek i przebrnęłam tylko przez trzy tomy. A powstało pięć, plus dodatkowa trylogia również z trójkątem w pakiecie i zbiór opowiadań.
    Podziwiam osoby, które są w stanie czytać tego typu serie.
    http://booksinshadow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydłubywałam sobie oczy, ale chciałam mieć w sobie satysfakcję i... udało się!

      Usuń
  9. ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ NIEMAL W STU PROCENTACH. Nie rozumiem, dlaczego ta seria była (jest?) tak lubiana i popularna, bo to po prostu w głowie się nie mieści! Pierwszy tom był jeszcze w porządku, a potem z każdą częścią było coraz gorzej, piąty tom to już w ogóle jakaś pomyłka, tam było zero akcji! Nasza wspaniała buntowniczka buntowała się przez jakieś sto stron, a potem stała się potulna niczym baranek, bo miałam problem z dwoma facetami. Jednak to, co najbardziej mnie boli w tej serii, to olbrzymie dziury logiczne w fabule! Czasami wytłumaczenia autorki były tak absurdalne, że właściwie mogłam tylko zacząć płakać.
    P. S. Kto w ogóle rozważa bycie w związku z chłopakiem, który omal cię nie zgwałcił? To ponad moje siły.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, nie spoileruj innym.
      Ale według mnie, Sylvain był lepszy niż Carter, mimo tego, że popełnił wiele błędów...

      Usuń