sobota, 21 stycznia 2017

Ukryte Piękno (recenzja filmu)

Tytuł: Ukryte Piękno

Reżyseria: David Frankel

Produkcja: USA, 2016

Czas trwania: 1 godz. 37 min.

Gatunek: Dramat

Scenariusz: Allan Loeb

Obsada: Will Smith. Edward Norton, Kate Winslet i inni

Ocena: ★★★☆ (słaby)




Pierwszym rzutem oka
Film zapowiadał się nieźle, naprawdę. Gwiazdorska obsada, świetny zwiastun, obiecująca fabuła. No właśnie, miałam się genialnie bawić - ba! - czułam, że po raz pierwszy coś mnie wzruszy. Poszłam do kina, z uśmiechem na ustach, czekając na potężny kop oraz niesamowite przesłanie. Czekałam... Czekałam... Czekałam... 

Słuchając bajarza
Osobista tragedia sprawia, że pewien nowojorski specjalista od reklamy popada w głęboką depresję. Jego znajomi opracowują niekonwencjonalny plan, by wyleczyć go z choroby.

Wrażenia po filmie
Kierując się słowami osoby, która ładnie podsumowała tę produkcję - Tytuł filmu można uznać za adekwatny, ponieważ po 97 minutach katorgi napisy końcowe i świadomość, że można wyjść z sali to coś, co śmiało możemy nazwać ukrytym pięknem. 
To było tak płytkie... Wymęczyłam się okrutnie, zmarnowałam szesnaście złotych, a od siedzenia w niewygodnym fotelu niemiłosiernie bolał mnie tyłek. Ponadto, dopiero piętnaście minut temu ogarnęłam, że Śmierci nie grała Meryl Streep (tak, jestem dziwna). 

Plusy produkcji 
(wcale ich nie wymyśliłam, naprawdę istnieją)
Po pierwsze - zakończenie. Ładne, chociaż dla niektórych może okazać się przewidywalne, bo fakt, da się je przewidzieć, jeśli się choć trochę zastanowi. Pewnie sama bym do niego doszła, gdybym nie usiadła na fotelu, oczekując czegoś relaksującego po paru godzinach chodzenia po sklepach. 
Niemniej, to ono uratowało cały film, bez niego obcięłabym ocenę o połowę... 
Po drugie - muzyka. One Republic i ich Let's Hurt Tonight to miód na moje serce - w tej kwestii nie zmieniło się nic.
Po trzecie - usiłowanie (?) przekazania jakiegoś przesłania. Producenci chcieli pokazać nam, że każdy będzie musiał poradzić sobie z osobistą tragedią i choć będzie ciężko, nie można się poddawać słabościom. 
Po czwarte - pomysł. 
Przedstawienie Czasu, Miłości i Śmierci z tej konkretnej strony naprawdę mi się spodobało. Widać, że producenci mieli jakiś zamysł, że coś mądrego wpadło im do głowy. 



Minusy produkcji
Po pierwsze - fabuła miejscami nie miała sensu, a w połączeniu z akcją, która niezmiernie się wlokła, okazała się istnym złem. 
To głównie to spowodowało, że okropnie się wynudziłam i błagałam Niebiosa, żeby ten film jak najszybciej się skończył.
W którymś momencie po prostu patrzyłam w ekran i nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać, bo to było tak infantylne i tak przesadzone, że nie miałam siły na to patrzeć. Wiem, że są różni ludzie, wiem, że po stracie dziecka wszyscy wpadają w depresję, wiem, że tak, jak nasz główny bohater niektórzy mogą mieć gdzieś cały świat i patrzeć tylko na siebie, ale... to nie zmienia faktu, że wszystko wydało się naprawdę sztuczne. 
Po drugie - producenci okazali się niezwykle bezczelni.
Dlaczego?
Ach, otóż składają się na to dwie rzeczy! 
Wiecie co? Ja nawet wyobrażam sobie takich grubych, łysych gości przy wielkim, okrągłym stole, gdybających między sobą o tym filmie.
Zatrudniono dobrych aktorów do takiego ścierwa. Myślę, że osoby, które go tworzyły, były przekonane o tym, że ten gniot się nie sprzeda, jeśli nie zaaranżuje się w niego świetnych aktorów. Winslet. Smith. Norton. Mirren. Przecież to są światowej sławy nazwiska. Nazwiska, które znam nawet ja, chociaż od dwóch lat nie oglądałam telewizji, a do kina chodzę raz na miesiąc/dwa miesiące. Mam świadomość tego, że dobrze im zapłacono i że aktorzy wycisnęli z siebie wszystko (bo uznajmy, że próbowali, chociaż nie mieli tła do popisu), ale to i tak jest bezczelne. Wybieranie takiej obsady, żeby film się sprzedał - po prostu... 
Bo BYŁO WIDAĆ, że to jest film na sprzedaż. 
Wyraźne szycia tylko to udowodniły. Ten film KAZAŁ mi płakać. On nie mówił: Ej, jestem smutny, wzrusz się. Każda scena krzyczała: RYCZ, RYCZ, RYCZ.
Producenci zagrali na ludzkich emocjach, scenariusz stworzono tak, żeby ludzie PŁAKALI, a Basia, czy tam Kasia leciała do sąsiadki i chlipała jej to w ramię, jaki to ona piękny film obejrzała. 
To było tak bardzo nastawione na ludzkie uczucia. Łzy w oczach aktorów, łamiący się głos. Wiecie, coś podobnego jak ckliwe produkcje dla nastolatek. To nawet nie było smutne, to po prostu w pewnym momencie stało się żałosne.
Po trzecie - Nie masz jak zapchać fabuły? Wrzuć żart, który nie bawi.
W ogóle. Dziwiłam się, że ludzie się śmiali. Chociaż w sumie... Dużo miejsc było zajętych, a po sali nie roznosiła się salwa śmiechu, tylko jego niewyraźny cień.
Niektóre żarty były kompletnie bez sensu. Takie suchary, tylko gorsze. 
W którymś momencie nawet uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, bo po prostu nie mogłam się powstrzymać. 

Izzy podsumowuje
Ten film jest żałosny i tyle. 
Możecie go obejrzeć, jeśli się nudzicie, bo nie jest on zły do szpiku i niewymagającemu widzowi na pewno się spodoba. Możliwe, że to zależy od nastawienia, bo według koleżanki, która cały seans siedziała obok, film był okej. 
Dla mnie było to najzwyklejsze szarpanie po emocjach, głupie żarty, zero sensu i wepchnięcie Keiry Knightley (która ma w sobie tyle emocji, co zdechły ziemniak) w rolę Miłości. 






10 komentarzy:

  1. Nooo pojechałaś! ;) Byłam w kinie (na szczęście mamy z Darcym karty Unlimitted więc nie bolą nas koszty biletów ;D) i powiem Ci, że po rewelacyjnym zwiastunie (motyw jak Smith krzyczy do Keiry, że widział ją w oczach córki - wycisnął we mnie łzy) spodziewałam się faktycznie czegoś więcej... Nie powiem, film spoko, ale chyba nie tego oczekiwałam... Świetna obsada, głośne i sławne nazwiska, aktor grający Czas - wróżę mu mega przyszłość bo zdolniacha, pomysł, ale... Wykonanie chyba do końca nieprzemyślane... Nie wiem co myśleć generalnie, film wzbudził we mnie dużo sprzecznych emocji ;)). Muzyka oczywiście genialna! OneRepublic <3

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie w przeciwieństwie do Ciebie, film się bardzo podobał.
    Pomimo że zdecydowałam się pójść do kina na jego premierę tylko dlatego, że zachwyciła mnie obsada ;)
    Ogólnie bardzo lubię takie niebanalne, refleksyjne filmy, a ten jak najbardziej się do nich zalicza.
    Pozdrawiam
    Moment Of Dreams ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też zachwyciła obsada. No, cóż, jednak obsada to nie wszystko.

      Usuń
  3. Wow, tego się nie spodziewałam ;P Nie lubię takiego wymuszania płaczu i współczucia na widzach :/ Aczkolwiek film mnie bardzo interesuję i chyba mimo wszystko obejrzę i przekonam się na własnej skórze ;)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, ja w połowie miałam ochotę wyjść z kina i z perspektywy czasu oceniłabym go znacznie niżej.

      Usuń
  4. Zdecydowanie będę go unikać, szczególnie po twojej recenzji. Po za tym nawet gdybyś polecała, to chyba bym nie onejrzała bo nie lubię takich filmów :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Wymuszanie płaczu to najgorsza rzecz z jaką można się spotkać w filmie. Raczej go nie oglądnę.
    Pozdrawiam,
    Helena z ksiazkinocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń