piątek, 5 maja 2017

Czy życie bez połowy serca naprawdę jest niemożliwe? - Gus (Kim Holden)

Tytuł: Gus

Cykl: Promyczek

Autor: Kim Holden

Liczba stron: 500

Wydawnictwo: Filia

Rok wydania: 2016

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Ocena: ★★★★★★★★☆☆ (bardzo dobra)


  Odejście drugiej osoby jest ciosem, który każdy z nas znosi na inny sposób. Jeden człowiek pozostanie zdruzgotany tym faktem do końca życia, drugi szybko się pozbiera, a kolejny będzie próbował poskładać swoje serce niczym najtrudniejszą na świecie układankę. A jak z utratą radzi sobie Gus? 
Oto historia Gusa.
Opowiada o zagubieniu.
O odnalezieniu.
I o stopniowym procesie uzdrawiania.

Szczerze mówiąc, nie wiem już jak żyć.
Promyczek nie była tylko moją najlepszą przyjaciółką,
była moją drugą połówką.
Drugą połową mojego umysłu,
mojego sumienia, mojego poczucia humoru,
mojej kreatywności…
Była drugą połową mojego serca.
W jaki sposób człowiek może wrócić
do swoich zajęć, jeśli na zawsze stracił połowę siebie? 


  
  Jeszcze w wakacje nie mogłam zebrać słów, by napisać recenzję Promyczka. Koniec końców wyszło mi to całkiem nieźle (<Promyczek>). Teraz zmieniłabym tam parę rzeczy (pewnie nawet ocenę końcową), ale przecież to nie o to mi chodzi w recenzowaniu. Najważniejsze są emocje, jakie targały nami w momencie ukończenia danej pozycji. 

  Teraz jestem już po lekturze Gusa. I szczerze? Zarówno cieszyłam się, że w końcu będę mogła się za nią zabrać, a równocześnie trzęsłam portkami, że mi się nie spodoba, bo, uwaga, nie lubię Gusa. Nie bijcie mnie, po prostu w Promyczku ogromnie nie pasowała mi jego obecność, ciągle tylko mnie drażnił. Widziałam, że Kate go kocha, ale ja nie potrafiłam zapałać do niego sympatią, po prostu nie. Czy zmieniłam swoje podejście?

  Gus na pewno bardzo się zmienił, a ostatnie wydarzenia porządnie się nad nim odcisnęły. Jego postać pokazuje nam, że z odejściem bliskiej osoby wcale nie tak łatwo jest się uporać i że wszystko pozostawia na nas piętno. Przyznam, że polubienie tej postaci było dość trudne, ponieważ podeszłam do niej ze zbyt małą wyrozumiałością. Denerwowało mnie to, że przez całą powieść jest taką męczydupą (przepraszam, musiałam). Męczydupa męczydupą pozostała, jednak udało mi się zaakceptować jego nieustanne (dość nużące) wywody o cierpieniu, w końcu cała książka to swoisty... pamiętnik, w którym zapisał swój ból. Takie miała przeznaczenie, powstając. 
  Co innego sądzę o Scout, którą w myślach nazywam po prostu ,,Skautką". Scout również przeszła przez niejedno piekło, ale jej blizny ją tylko wzmocniły. Musiała jedynie uświadomić sobie, jak piękną jest kobietą. 
  Ogromnie podobała mi się postać Paxtona! Ten chłopak jest naprawdę świetny! 
  No i Franco! Nie mogę nie wspomnieć o Franco, bo jego chyba kocham najbardziej. Okazał się naprawdę świetnym przyjacielem i swoistą kotwicą Gusa. 

  Romans, rozgrywający się na kartach tej powieści... opiera się głównie na zrozumieniu. Na przejęciu części bólu drugiej osoby na siebie. I... hm... rozwija się naprawdę powoli. Głównie przez to, że Gus ciągle myśli o Kate, ale jednak. Zarówno Gustov, jak i Scout mają ze sobą ogromny bagaż doświadczeń, a w ich relacji chodziło o to, by nauczyć się tym bagażem dzielić. 

  W Gusie były dokładnie trzy momenty, w których się uśmiechnęłam. Nie zdradzę Wam, jakie to były momenty, ale... powiem tylko tyle, że Gus łamał pewne bariery. I gdy mu się udawało... Nie potrafiłam się nie uśmiechnąć. 

  Styl autorki jest lekki, więc książkę czyta się bez problemu. Szczerze? Skończyłam ją w kilka, może kilkanaście godzin, a czytałam naprawdę wolno, więc Wam również nie powinno nic w tej kwestii przeszkadzać. Do tego dochodzi fakt, że akcja toczy się dość powoli, ale nie ZBYT wolno, dzięki czemu książka wciąga czytelnika i go nie zanudza. 

  Kocham okładki do książek Kim Holden. Są dość minimalistyczne, co sprawia, że powieści przepięknie prezentują się na półce. Po prostu cudo!

  Gusa poleciłabym każdemu.
  Na pewno powinni przeczytać go ludzie, którzy nie mogą poradzić sobie ze swoimi bliznami. Ma je każdy z nas i z doświadczenia powiem Wam, że przypudrowanie ich nic nie daje. Powstały, by nosić je z dumą.
  Mówię właśnie do Ciebie, mój czytelniku (Krzysztof, odsuń się. Torujesz mi drogę. Pamiętacie Krzyśka, prawda? Jeśli nie, odsyłam do recenzji Promyczka.).
  A teraz całkiem na poważnie. Po prostu przeczytajcie to i stwórzcie legendę.

Muzycznie

Każdy dzień to okazja, by tworzyć legendę. Kluczem jest włożony w to wysiłek.

23 komentarze:

  1. Patrz, a ja ją odebrałam zupełnie inaczej (no dobra, może nie całkiem, bo jednak mi się podobała :D ). W każdym razie - moim zdaniem akcja toczyła się za szybko, a Gus niemal w trymiga zapomniał o Kate, na jej miejsce upychając w swoim sercu Scout :< No i tak jak szalałam za Gusem w "Promyczku", tak tutaj mnie irytował :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi wydaje się, że rok to dużo czasu, by pogodzić się z żałobą. :)
      Z Gusem, jako postacią, miałam odwrotnie. :D

      Usuń
  2. Ja się właśnie zastanawiam, czy ją przeczytać od dłuższego czasu. Chyba jednak po Gusa sięgnę. Promyczek nie był jakiś bardzo cudowny dla mnie, z fabułą szału nie było, ale na żadnej książce tak nie ryczałam... hah
    ściskam :* Latające książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie nie ryczałam, z fabułą również w moim przypadku szału nie było, ale po prostu byłam ciekawa.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gusa mam w planach, ale najpierw musiałabym zdobyć Promyczka. Od bardzo dawna mam ochotę na tę serię, chociaż zwykle nie jestem fanką tego typu książek New Adult, ale mam wrażenie, że te akurat przypadłyby mi do gustu. No i samo wydanie całego cyklu jest prześliczne :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS
    PS. Jeśli masz ochotę, to zapraszam do siebie na recenzję ,,Szklanego tronu" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest prześliczne! ^^
      Zabierz się za ,,Promyczka", koniecznie. ^^

      Usuń
  5. Przeczytam na pewno, jeśli tylko spodoba mi się Promyczek, o czym niedługo się przekonam :D


    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś mnie takie historie nie fascynują, bardzo często się przy nich nudzę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha piona, powiem ci, że ja Promyczku też strasznie nie lubiłam Gusa, ale w tej książce był naprawdę fajny, jak poznałam go lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, dokładnie. :D
      Poza męczydupowymi momentami!

      Usuń
  8. Książki nie czytałam, ale może kiedyś nadrobię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cały czas gdzieś mi się pojawia tytuł Promyczka jak i Gusa, ale jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Dużo osób je zachwala, ale ja nie wiem, czy poszukuję czegoś takiego. Przynajmniej na razie. Ale kiedyś na pewno sięgnę po obie te książki.
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam ani tej ani poprzedniej. Boje sie ze jest zbyt w stylu Coleen Hoover a tego bym niestety nie zniosła :) jednak blog piękny, obserwuje i będę wpadać. Zapraszam tez do mnie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ogromnie, nawet nie wiesz, jak mi miło! Wpadnę z przyjemnością!

      Usuń
  11. Już jakiś czas temu dodałam tą pozycję do listy książek, które chcę przeczytać. Twoja ocena tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto :)
    PS. dołączyłam do grona obserwatorów! :)
    PS2. zapraszam też do mnie: aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, oj warto!
      Dziękuję ogromnie i wpadnę z przyjemnością!

      Usuń
  12. Uważam "Gusa" za udaną kontynuację, ale mojej miłości do "Promyczka" nie udało mu się podbić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś szczególnie ,,Promyczka" nie pokochałam, więc ,,Gus" był raczej na równi. :D

      Usuń