środa, 31 maja 2017

LEPSZY NIŻ NIETYKALNI? - JUTRO BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWI (RECENZJA)

Tytuł: Jutro będziemy szczęśliwi

Tytuł oryginalny: Demain tout commence

Czas trwania: 118 minut

Premiera: 19.05.2017 (Polska)

Produkcja: Francja

Reżyseria: Hugo Gelin 

Obsada: Omar Sy, Clemence Poesy, Antoine Betrand

Ocena: ★★★★★★★★★★ (doskonały)


  Już od dawna czaiłam się, by pójść do kina na Jutro będziemy szczęśliwi. W końcu w tym filmie występować miał aktor, grający w moich ukochanych Nietykalnych. Nie mogłam przepuścić takiej okazji. Właśnie dlatego ogromnie ucieszyłam się, gdy znalazła się osoba, która zgodziła się ze mną na tę produkcję przejść. Po jej obejrzeniu obie byłyśmy ogromnie zaskoczone. Czy pozytywnie i dlaczego? Zapraszam na recenzję!

  Samuel bardzo lubi swoje beztroskie życie na francuskiej riwierze. Znakomicie odnajduje się w towarzystwie pięknych turystek i ani myśli o ustatkowaniu się. Los ma wobec niego jednak zupełnie inne plany. Pewnego dnia na plaży zjawia się Kristin, jedna z jego przelotnych przyjaciółek i wręcza mu bardzo szczególny prezent. "To twoja córka" - mówi i znika. Od tej chwili Samuel staje się pełnoetatowym samotnym tatą maleńkiej Glorii. O dzieciach nie ma pojęcia, wie tylko skąd się biorą. Z biegiem czasu jednak okazuje się kochającym, choć niekonwencjonalnym tatą, który nie wyobraża sobie życia bez ukochanej córeczki. Jednak gdy Gloria ma 8 lat, na horyzoncie niespodziewanie pojawia się Kristin, która postanawia odzyskać dziecko, a to oznacza, że szczęśliwy świat Samuela może runąć z dnia na dzień. 


  Parę minut temu przekonałam się, że film to remake produkcji Instrukcji nie załączono. Nie oglądałam pierwowzoru, ale przyznam, że jeśli jest to remake, to piekielnie dobry. Mówię tak zważywszy na to, że powstało wiele remaków, które się nie przyjęły i zostały potraktowane jak podgrzewany kotlet - zostały zjedzone niechętnie, z grymasem na ustach. Tutaj mamy inaczej, bo choć wielu ludzi (niedoinformowanych) oskarża producentów o plagiat, ich dzieło zostało stosunkowo dobrze przyjęte przez krytyków i co chwila zgarnia świetne oceny.

  Omar Sy po raz kolejny dał sobie radę. Zdecydowanie zatrudniono go dlatego, że wielu ludzi pokochało jego postać w Nietykalnych, ale muszę przyznać, że z powierzonego zadania wywiązał się znakomicie. Jego gra aktorska jest na tak wysokim poziomie, że mało który odtwórca jakiejkolwiek roli mu dorównuje, przynajmniej w kinematografii francuskiej. Muszę przyznać również, że całym serduszkiem pokochałam małą Glorię, którą Samuel musiał się zajmować. Aktorka jest jeszcze dzieckiem, ale była największym atutem tego filmu. Od razu widać, że to taka zawsze uśmiechnięta gwiazdeczka i po prostu nie da się oderwać od niej wzroku. 

  Na początku myślałam, że idę na komedię. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, tak, myślałam, że to będzie coś lekkiego. Dostałam dramat. Potężny, dobry dramat, który z całej siły kopnął mnie w twarz. Problemy Samuela wręcz uderzały w moje serce, chciałam, by jak najszybciej mógł być szczęśliwy z Glorią. 
I wiecie co? Zwykle nie oglądam dramatów. Nie lubię, są dla mnie ogromnie naciągane. Ale tutaj przedstawiono historię, która jest tak autentyczna, że człowiekowi zbiera się na płacz, bo wie, że równie dobrze coś takiego mogło spotkać jego. Dostajemy opowieść samotnego ojca, który musi walczyć o swoje dziecko, o każdą kolejną chwilę spędzoną z córką. Właśnie dlatego nawet najdrobniejsze elementy fabuły są tak realistyczne.

  Nie mogłoby się jednak obejść bez aspektu humorystycznego. 
  Dostajemy więc przyjaciela-geja. 
  Myślałam, że ten motyw jest tak oklepany, że ogromnie się zdenerwuję na producentów za to, że go w tym przepięknym filmie umieścili. Ale. Skończyło się na tym, że razem z koleżanką śmiałyśmy się z jego postępowania najgłośniej ze wszystkich na sali. Ta postać była tak kapitalna, tak dobrze przemyślana i tak humorystyczna, że podbiła moje serce w stu procentach. 
Swoją drogą właśnie to sprawia, że Jutro będziemy szczęśliwi nie jest filmem kompletnie dołującym człowieka. Humor jest idealnie wyważony z dramatyzmem. 

  Kadry są przecudowne. Oficjalnie je kocham. Zresztą zarówno kadry, jak i nieziemską muzykę, bo i ona wprawiła mnie w zachwyt. Nieziemskie River od dłuższego czasu leci z głośników w moim domu. Ogólnie cały soundtrack tego filmu to najczystsze złoto i długo o nim nie zapomnę. 

  No i przejdźmy do najbardziej nurtującej mnie kwestii. Do zakończenia. Nie obawiajcie się, nie będzie tu spoilerów. 
Po prostu nie wiem, co myśleć o tym zakończeniu. Wiem tyle, że ogromnie mi się podobało, było taką olbrzymią, platynową klamrą, która zamknęła każdą, nurtującą mnie kwestię. 
Z tego, co wiem, pierwowzór skończył się tak samo. Ogólnie wiem tyle, że jest on praktycznie kubek w kubek tym samym, co Jutro będziemy szczęśliwi, ale... Nie chcę go oglądać. Jak dla mnie, remake wygrywa. 
Czy takie zakończenie było konieczne? Nie mam pojęcia. Domyśliłam się tego, co się stanie, ale i tak mnie zabolało. Cóż, nie wszystko w życiu idzie tak, jak byśmy chcieli. 

  Film zdecydowanie jest wart polecenia, bo to perełka na miarę Nietykalnych. Jestem pewna, że nie zapomnę o nim przez dłuższy czas. Na koniec dodam, że przy oglądaniu filmu warto zastanowić się nad tytułem. Może faktycznie jutro będziemy szczęśliwi? 


Muzycznie

8 komentarzy:

  1. Kocham "Nietykalnych", co jakiś czas do nich wracam, a na ten film mam ogromną ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Nietykalni" są niepowtarzalną produkcją...

      Usuń
  2. Słyszałam o "Jutro będziemy szczęśliwi" praktycznie same pozytywy. Miałam zamiar wybrać się na to do jednego ze studyjnych kin w ten weekend, ale niestety - plany uległy zmianie. Może jeszcze się uda, zanim go ściągnąć z dużych ekranów :)

    Bardzo podoba mi się Twoje logo. Glany i książki - istne cudo, zachwyt, po prostu awww <3

    Pozdrawiam,
    ~Miłośniczka również mocnych brzmień :)
    jakaczuszka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. A właśnie ostatnio miałam iść na niego do kina, ale zrezygnowałam, bo bałam się banalnej komedii. Jednak okazuje się, że się myliłam, skoro to bardziej dramat. Omar Sy oczywiście zachęca, a do tego partneruje mu piękna Clemence (jestem fanką jej urody!). Chyba jeszcze nadrobię ten tytuł w kinie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój plan jest taki:
    KROK 1: Obejrzeć "Nietykalnych"
    KROK 2: Obejrzeć "Jutro będziemy szczęśliwy"

    OdpowiedzUsuń