sobota, 24 czerwca 2017

Może ,,kiedyś" powinno nastąpić właśnie teraz? - Maybe Someday (Colleen Hoover)

Tytuł: Maybe Someday 

Cykl:

Autor: Colleen Hoover

Liczba stron: 440

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2015

Kategoria: romans

Ocena:★★★★★☆☆☆☆☆ (średnia)

  Po przeczytaniu Hopeless i dokładnym przeanalizowaniu sobie w głowie wszystkich ,,za" i ,,przeciw", stwierdziłam, że będę unikać Colleen Hoover jak ognia. Wiem, że na moim blogu widnieje jak najbardziej pozytywna recenzja tej książki, ale chyba upadłam na głowę ją tam wstawiając. Nie, nie podobało mi się. Krzysiek jednak (pozdrawiamy Krzyśka) stwierdził, że muszę zapoznać się z Maybe Someday. Że jest leciutkie i że może przekonać mnie do Hoover. Jak wyszło? Cóż. 


   On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin. 
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce. 
(opis wydawcy)

  Nie powiem, że ta powieść nie miała plusów, bo skłamałabym już na początku tej recenzji. Krzysiek, mówiąc, że Maybe Someday jest leciutkie, nie oszukał mnie ani trochę. Owszem, tę powieść czytało mi się niezwykle szybko (skończyłam ją po kilku godzinach), wydała mi się naprawdę przyjemna.
Ale.

  Może zacznijmy od minusów, bo chciałabym zakończyć nasze dzisiejsze spotkanie plusami. 
Wstępnie, ta książka nie posiadała tego ,,czegoś". Spodziewałam się swego rodzaju uroku, którego niestety nie dostałam. Historia przedstawiona przez Colleen Hoover wydała mi się po prostu nijaka. Brakowało jednego impulsu, który zmieniłby moje zdanie. Nie było go, chociaż otwarcie muszę powiedzieć, że pomysł na fabułę był. I to fajny, naprawdę fajny. Zabrakło mi jednak dobrego wykorzystania potencjału i głównie to mnie w tej powieści boli. Brak... rzeczy, która by mnie urzekła. Czegoś, co by sprawiło, bym pokazała Hoover w pozytywnym świetle. Nazywana ,,królową romansów", kochana przez wielu fanów... kolejny raz zawaliła. Mniej niż w Hopeless, ale wciąż ,,zawaliła". Przynajmniej w moim mniemaniu. 

  W pewnych momentach się nudziłam, mimo że, jak wspomniałam wcześniej, przez Maybe Someday dosłownie płynęłam. To chyba również te parę chwil, z których można by było wywalić opisy czy przemyślenia bohaterów, sprawiło, że moja opinia jest, jaka jest. Hoover naprawdę mogłaby poprowadzić to znacznie płynniej, bardziej jednostajnie. 

  Wydaje mi się również, że autorka na siłę wcisnęła do tej powieści dramat i właśnie to kuło mnie również w Hopeless. Z tym, że w tej drugiej był naprawdę przesyt tego dramatu i gdy to sobie uświadomiłam, naprawdę się wkurzyłam, i to nieźle. Tutaj... dostałam niezły zwrot akcji (którego w sumie się nie spodziewałam), ale według mnie zupełnie niepotrzebny. Bez niego ta książka również miałaby ręce i nogi.

  Plus niewątpliwie należy się autorce za pomysł (bo był naprawdę ciekawy) i bohaterów. Ale nie za Sydney i Ridge'a, bo ich, o dziwo, miałam gdzieś. Wiem, że to główne postacie, ale naprawdę, naprawdę mnie nie obchodzili, bo nie czułam, że jakoś mnie intrygują, nie czułam się również zżyta z żadnym z nich. Kocham natomiast Warrena i Bridgette. O kurczę, jak ja ich bardzo kocham. Nie mam pojęcia czemu (dobra, Warrena dlatego, że jest świetny, tryskający energią i jeszcze raz świetny), ale po prostu ich uwielbiam. 

  Podoba mi się również okładka tej książki. Ma w sobie jakiś czar. Wewnątrz powieść jest świetnie zredagowana, więc wydawnictwu należą się wielkie brawa: zarówno za stronę wizualną jak i treść. 

  Jeśli zabieracie się za Maybe Someday, czytajcie to przy oficjalnym soundtracku. Naprawdę warto. Nie zabija nudy, ale książkę czyta się przyjemniej, a ścieżka dźwiękowa to naprawdę fajny pomysł i kupa dobrej roboty. 
Plus, ogromnie podoba mi się fakt, że teksty piosenek zostały przetłumaczone na końcu książki. Nie trzeba znać angielskiego, by zrozumieć znaczenie słów. To na pewno ułatwi niektórym czytanie. 

  Słowem podsumowania, Maybe Someday jest lekką, przyjemną, jednak również przeciętną lekturą. Idealny romans na wakacje, mniej doskonały dla osób, które szybko nudzą się, podczas czytania nieambitnych historii. 

Muzycznie

Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki.  

14 komentarzy:

  1. Mam zamiar poznać twórczość Hoover, ale od roku nie mogę się zabrać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbuj, może podpasują Ci jej książki! :)

      Usuń
  2. Ja słyszałam nie jedno już o Hoover. Nie jedną już opinię przeczytałam. Jedne dobre, inne gorsza, a trzecia grupa to średniaki. Osobiście to nie mój typ książek, jakie serwuje Hoover, więc odpuszczę sobie tą panią. :)
    Pozdrawiam,
    Shaman z http://www.sekretny-trop.pl
    PS. Dzięki za wizytę na blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tę książkę jakiś czas temu i pamiętam, że byłam zachwycona. Cóż... każdy ma inny gust☺
    Pozdrawiam!
    zapoczytalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ile książek, tyle gustów.

      Usuń
  4. Zgadzam się z twoją opinią. Dobrze się przy niej bawiłam, ale tylko w trakcie czytania. Ostatecznie to nieco przedramatyzowana historia i zakończenie mi się nie podobało. Ucięłabym kilka rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, wreszcie ktoś, kto się ze mną zgadza! :D

      Usuń
  5. Kurczę, chociaż czytałam Hopeless i całkiem mi się podobało, to słyszałam, że to właśnie Maybe Someday jest lepszą z książek Hoover. Zwykle nie sięgam po powieści New Adult, bo takie romanse są zdecydowanie nie dla mnie, ale zdarzają się wyjątki, jak Hopeless, które naprawdę przypadają mi do gustu. Myślę, że mimo wszystko sięgnę po Maybe Someday, aby przekonać się, czy i tym razem Colleen Hoover wpisze się do mojego serca. :)

    Pozdrowienia i buziaki! (Jeśli masz ochotę, na moim blogu trwa konkurs!)
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są różne typy gustów, więc warto próbować. :D

      Usuń
  6. Wszyscy mówią mi, że Hoover jest świetna, ale mnie odpychają trochę te angielskie tytuły. "Hopeless" zamiast "Beznadziejny" jeszcze zrozumiem, ale dlaczego "Maybe Someday" a nie "Może kiedyś" ?

    https://holding-some-books.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat mi osobiście ,,Maybe Someday" pasuje. Myślę, że tytuły książek Hoover po prostu nie są tłumaczone i tyle. Wiele osób zna język angielski, więc nie jest to raczej wielki problem. :)

      Usuń
  7. Ja osobiście bardzo lubię tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń