środa, 30 sierpnia 2017

Jak recenzowanie zamienia ludzi w potwory?

Może nie do końca potrafię sformułować puentę tego postu, ale powiem Wam jedynie tyle, że ponownie nieco się zdenerwowałam. Ta notka zainspirowana jest paroma postami oraz komentarzami, na jakie natknęłam się w sieci.
Zastanówcie się poważnie nad jedną kwestią i po przeczytaniu tego wpisu, po prostu przez chwilę nad tym pomyślcie. Wiem, że nie wszyscy są tacy, jak osoby, które tutaj opiszę, ale naprawdę warto jest zapytać siebie samego, czy się aby do pewnej granicy nie zbliżamy.

Ostatnio zauważam, że blogowanie sprawia ludziom coraz mniej przyjemności. Biorą książki od kogo popadnie, recenzują je tym samym, suchym językiem i odkładają na półkę. Naprawdę nie chcę, żeby kiedyś wyglądało tak coś, co kiedyś było u mnie pasją.
Znalazłam się tutaj, bo bardzo lubię czytać i chciałam podzielić się z kimś tym, co myślę na temat niektórych pozycji. Na pewno nie chciałam jakiejś głupiej popularności.

Coraz więcej jest wśród nas ludzi, którzy przestali traktować czytanie jako pasję. Nie chodzi mi tutaj już nawet o blogowanie, ale o czytanie. O coś, od czego to wszystko się tak naprawdę zaczęło.
Dzieje się coś niedobrego. I pewnie nic mi do tego, bo każdy ma prawo mieć na swojej półce, co chce i jeśli na to zapracował, to ma do swoich zbiorów nawet większe prawo.
Ale to mnie autentycznie przeraża.

Współprace z wydawnictwami uderzają niektórym do głowy do tego stopnia, że to po prostu nie mieści się w moim maleńkim móżdżku. Jak można brać od kogoś książkę, wertować ją jak robot, wyrażać swoją automatyczną opinię, a potem odkładać ją na półkę i nawet zapomnieć, że w ogóle się ją posiada?
Niektórzy nawet przestają kupować książki, bo w sumie po co, skoro zgarnęli większość za darmo.

To mnie po prostu przerasta. Wizja tego, w co zamienia się nasza społeczność. Rozumiem osoby, które współpracują z wydawnictwami i to naprawdę przynosi im przyjemność, a na książki od nich czekają z niecierpliwością. Ale żeby nawet nie wiedzieć, że zawarło się z kimś współpracę (bo to w sumie pewnie przez sen, racja), a potem czytać powieści jak maszyna...

Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Jeśli mam coś z głową albo nie wiem, do jasnej anielki, powiedzcie mi, że przedawkowałam koperek. Bo to, co się wyprawia, w pewnym momencie po prostu boli.

Kiedyś, parę lat temu, jeszcze w podstawówce, brałam książki do szkoły, do plecaka. Im więcej, tym lepiej. Czytałam na przerwach, na lekcjach, na siedząco, na stojąco... Po prostu to uwielbiałam i bez względu na wszystko chciałam, żeby moja pasja się rozwijała. Nic nie było w stanie mi przeszkodzić. Ani tata, który wydzierał się, kiedy wracałam z biblioteki, bo, cytując: ,,Zepsuję sobie oczy przed dwudziestką"; ani kolega, który próbując wyrwać mi jedną z powieści, otrzymał solidnego kopa nie powiem gdzie.
Coś się zmieniło, wiecie? Dalej czytam z ogromną przyjemnością i nie wstydzę się robić tego w miejscach publicznych, ale momentami mam wrażenie, że straciłam werwę. Zapał, który kiedyś we mnie uparcie siedział.  Ile ja bym oddała, żeby równie wielka chęć do czytania wróciła. Żeby nie pojawiała się od czasu do czasu (przeważnie wtedy, gdy go akurat nie posiadam). Chciałabym po prostu zanurzyć się w lekturze, jakby cały świat nie istniał.
A inni, tak po prostu, mają wszystko, za przeproszeniem, w dupie i kolekcjonują książki jak walone znaczki. Żeby jeszcze chociaż zaglądali do nich od czasu do czasu. Ale nie, oni nawet zapominają, że je mają. Rozumiem, że ktoś może mieć pokaźne zbiory, że nikomu nie zabronię, ale nie to mam na myśli. Chodzi mi o pozycje, które czytelnik i tak olewa, nie wczuwa się, a do każdego błędu podchodzi z lupą. Nosz, kurde!

Wiele osób zarzuca ostatnio blogerom oraz booktuberom, że się sprzedają, że recenzują książki tak, jak chce wydawnictwo. I nie, oczywiście nie jestem takiego zdania, ale niektórym ludziom naprawdę odp***dala (przepraszam, będę się za to słowo smażyć w piekielnym ogniu, wiem).

Fajnie jest być odbieranym przez jak najbardziej liczne grono, ale może wypadałoby pamiętać, po co się w danym miejscu znalazło, hm? Chyba nie dla wyświetleń, które i tak gówno, ponownie przepraszam, dają. Wiele osób jęczy, że brakuje im osób, które by je odbierały. Ale wiecie co? Wystarczy się jedynie odbić od dna, potem wszystko leci samoistnie, ale pod warunkiem, że jesteś charyzmatyczny/ciężko pracujesz.
A potem rodzą się narzekania, że dana osoba nie czuje już tego, co robi. Błagam Was. Odrobina wiary i empatii. To tak dużo?

Wiem, w tym poście pada dużo nieprzyjemnych słów, ale musiałam to z siebie wyrzucić.
Po prostu prawdopodobnie przegapiłam moment, w którym zaczęły liczyć się subskrybcje, obserwacje i wyświetlenia, a nie sama przyjemność z czytania. Kajam się ogromnie, naprawdę nie wiedziałam, że taka era nastała. Chyba nie zorientowałam się, że coś takiego się pojawiło, bo stałam wtedy w kolejce po mózg.

Kurtyna.

12 komentarzy:

  1. Ten uczuć, gdy jesteś takim przegrywem, ze z nikim nie wspolpracujesz. :")
    Ale tu się zgodzę - ludzie biorą coraz więcej darmowek (Nie tylko ksiazkowych), a dają coraz mniej od siebie. (Bo na blogach modowych warto recenzować tran. Tak.)
    A mnozy się tych blogów, dwoi i troi, a jakoś nie ma co czytać. :/

    OdpowiedzUsuń
  2. W blogosferze dopiero raczkuję, więc pewnie nie powinnam się wypowiadać, bo co ja tam wiem, ale nie lubię milczeć. Pamiętam, że gdy byłam młodsza to czytałam z wielką pasją i zaangażowaniem, i potrafiłam pochłaniać kilkanaście książek miesięcznie. Teraz to się zmieniło, ale nie dlatego, że przestałam kochać książki, po prostu zmieniłam się ja i książki, które czytam. Mam mniej czasu niż kiedyś, więc dokonuję większej selekcji, zmieniły się też moje czytelnicze upodobania - szukam nie tylko rozrywki, ale też bodźców do przemyśleń. Siedzę głównie w literaturze pięknej, w klasyce i różnych starociach, które potrafią wciągnąć bez reszty, ale czasami wyczerpują.:)

    A egzemplarze recenzenckie i współprace to temat rzeka, który mnie nie dotyczy, bo rzadko czytam nowości. :) Lubię bibliotekę - jestem tam stałym bywalcem, a jeśli czegoś bardzo chcę, to sobie to kupuję. Chyba bym umarła z nudów, gdybym miała czytać tylko to, co właśnie pojawia się na rynku wydawniczym.

    Jeśli chodzi o sam odbiór pisanych tekstów to zawsze jest trochę przykro, gdy ktoś się opisze, a potem jest ignorowany, bo nie pisze o nowościach. Naprawdę nie lubię tłumaczenia, że ktoś nie komentuje wpisów o starszej książce, bo jej nie czytał. To śmieszne, bo komentarze pod nowościami to z reguły informacje o tym, że jeszcze się jej nie czytało, ale jest w planach. Ach, no i zachwyt nad wydaniem. To aż woła o pomstę do nieba. Skoro czytamy książki, to powinniśmy o nich dyskutować, a siłą rzeczy łatwiej jest dyskutować o starszych tekstach, bo więcej osób miało szansę je przeczytać.

    To chyba tyle, mam nadzieję, że nie przesadziłam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się co do każdego Twojego słowa dotyczącego komentarzy pod postami z nowościami. Niby często czytam nowsze książki, jednak wybieram tylko te, które mnie interesują, nie biorę wszystkich egzemplarzy, które autorzy bądź wydawnictwa mi proponują, ponieważ to mijałoby się z celem - nie chcę czytać i recenzować czegoś, co wiem od samego początku, że mi się nie spodoba. Wolę kupić lub wypożyczyć z biblioteki jakąś starszą książkę, którą chcę przeczytać, niż czytać coś, na co nie mam ochoty. Choć muszę przyznać, że na blogu nie recenzuję wszystkich starszych pozycji, które czytam (nie czuję takiego obowiązku), za to z nowościami otrzymanymi od wydawnictwa jest inaczej, przez co u mnie znajdzie się więcej niedawno wydanych książek, niż tych na przykład sprzed kilkunastu lat :)

      Usuń
    2. O tak, zgadzam się co do nowości!
      Sama rzadko czytam te świeżo wydane pozycje, bo nie mam jak tego wszystkiego kupować, więc czytam starsze pozycje, które znajdę w bibliotece czy na jakiejś taniej książce. To smutne jest właśnie to, że spotkam się z mniejszym odbiorem mojej recenzji, bo "stare", "kto to jeszcze czyta?", "coś takiego w ogóle istnieje?". :/

      Usuń
  3. Ja sama obecnie nie współpracuje z żadnym wydawnictwem, bo chyba się do tego nie nadaję. Do tej pory współpracowałam tylko z dwoma i w przypadku jednego sprawa wyglądała tak, że w większości proponowali mi książki, które średnio mnie interesowały i zwyczajnie odmawiałam ich przyjęcia, bo po co? Nie zamierzam czytać na siłę. A drugie wydawnictwo miało dziwne warunki i po prostu podziękowałam, bo nie odpowiadała mi taka współpraca. Tragedii nie ma. Przecież są biblioteki. W przypadku, w którym nie stać mnie na ebooki czy papierowe egzemplarze, to biorę torbę, robię listę powieści do wypożyczenia i wybieram się na małą wycieczkę po wrocławskich bibliotekach ;) A ilość książek, które chcę przeczytać ciągnie się w nieskończoność i bez lektury z pewnością nie zostanę. Nie mam zamiaru przyjmować wszystkiego jak leci, bo skończyłoby się to fuszerką i w ostateczności pewnie moim zniechęceniem, a uwielbiam czytać - to z pewnością moja największa pasja i nie chcę tego zniszczyć.
    Co do kolekcjonowania książek, to nie mam nic przeciwko temu w sytuacji, kiedy książki nie stanowią tylko tła i ozdoby. Powiększająca się biblioteczka na pewno cieszy oko, ale ja jestem zdania, że po co trzymać książki, które na przykład ci się nie podobają? Ja takich książek się pozbywam. Nich znajdą lepszy dom, gdzie ktoś je doceni. Zostawiam tylko te, które mi się podobały, do których wracam, czytam zaznaczone cytaty.
    Dla mnie blogowanie dla statystyk czy egzemplarzy recenzenckich mija się z celem, no ale wiadomo każdy ma inne priorytety. Ja jestem zdania, niech każdy robi co chcę, ale mam nadzieję, że ja nigdy nie doprowadzę do takiego stanu, bo chcę czerpać z blogowania i czytania przyjemność i satysfakcję.
    Trochę namotałam i zamarudziłam ;) W każdym razie super, że się zdecydowałaś na taki post, bo na pewno daje do myślenia.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam, że Twój post jest bardzo ciekawy! Prowadzę sporadycznego bloga tak dla siebie i szczerze - niezbyt zdawałam sobie sprawę, że istnieją takie sytuacje i są osoby, które tak postępują! Piszę czasem o książkach i czytam to, co piszą inni, bo fascynuje mnie wymienianie opinii i poznawanie nowych, ciekawych lektur. Na niczym innym mi nie zależy w sumie. Nie wyobrażam sobie, by coś takiego jak czytanie mogło być przykrym obowiązkiem dla kogoś, kto stworzył w internecie miejsce, by podzielić się swoją pasją, ale też po Twoim poście zrozumiałam, że może wcześniej nie zwracałam na takie rzeczy uwagi?
    Dziękuję, że trochę o tym opowiedziałaś. Pozdrawiam Intha

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu znalazła się jakaś odważna osoba, która nie onieśmieliła się tego powiedzieć (ja lepiej bym tego nie ujęła). Jednakże z tym problemem walczyć będzie zdecydowanie ciężko i nie wiem czy będziemy w stanie (a raczej jest to zupełnie nie możliwe) się z nim uporać. Książka tak jak napisałaś powinna sprawiać przyjemność, w zimowe ciepłe wieczory powinno się do niej wracać, przeglądać - jeśli takowe ma - oglądać rysunki. A nie gonić z 83478123728 (randomowa liczba) recenzjami na miesiąc, k=z których 3/4 to współprace z wydawnictwami

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja wiem skąd w ludziach się wzięła potrzeba recenzowania byle czego. Ponieważ sama chęć posiadania książki za którą nie musieliśmy dać ani grosza jest satysfakcjonująca i uszczęśliwia nas, bo posiadamy coś za co ktoś inny musiałby wydać zarobione pieniądze. Przykro to mówić, ale w niektórych przypadkach tak jest, oczywiście nie we wszystkich. Druga sprawa to chęć bycia ,, na topie". Dostaje się propozycję zrecenzowania nowości, która nie weszła na półki księgarni, a człowiek nawet nie zastanawia się, nie czyta opisu tylko bierze w ciemno, bo to przecież swiezynka na rynku i nie można jej przegapić. Rozumiem chęć gromadzenia, ale sama ostatnio wprowadziłam zasadę, że biblioteka jest odtąd moim priorytetem oraz wyczytuje książki zaległe na mojej biblioteczce. Mój portfel nie płacze, a ja mogę spokojnie nadrobić książki na których najbardziej mi zależy, a nie uganiac się za nowościami. Bo przecież czytanie jest naszym znakiem rozpoznawczym i warto siebie nawzajem nim zarazac. A wyznacznikiem nie jest wcale ilość posiadanych książek, które pojawiły się u nas za darmo, a sama świadomość, że patrzymy na nasze półki z książkami i przypominamy sobie momenty kiedy dana pozycje czytalismy i jakie wrażenia były zaraz po lekturze. Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się, że napisałaś, co myślisz, szczerze, konkretnie i na temat. Ja wciąż chętnie kupuję książki, choć coraz więcej przyjemności sprawiają mi książkowe wymiany, które pozwalają pozyskać wymarzone tytuły i dać drugie życie tym, które nie przypadły nam do gustu. Współpracuję z wydawnictwami, ale nie wydaje mi się, żeby uderzyło mi to do głowy. Czuję się dumna, że ktoś mi ufa i ma chęć taką powieść mi podesłać, ale nie mam zamiaru z tego powodu gwiazdorzyć i zachowywać się jakby wszystko mi się należało, bo wiem, że tak nie jest, a blogerów takich jak ja są setki (a może i tysiące). Uwielbiam przeglądać moje książki (wciąż od nowa i wciąż te same), staram się o nie dbać, nie wstydzę się czytania. A blogowanie? Chyba mnie trochę rozwinęło, pozwoliło się czegoś nauczyć i jeszcze bardziej zaangażować w świat książek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonale rozumiem Twój punkt widzenia, ba, podpisuję się pod nim rękami i nogami. Sama w ciągu tych dwóch lat nie raz byłam przerażona tym, co się w tym naszym małym światku dzieje i na czym tak naprawdę niektórym zależy. Liczą się obserwacje, komentarze, liczniki, są osoby, które nawet nie czytają cudzych tekstów, tylko zostawiają krótki, uniwersalny komentarz tylko po to, by zajrzeć na jego bloga. A jak już się zajrzy - same puste teksty, niewiele refleksji, pisane maszynowo. To nie tak powinno wyglądać. I gdy już sama tworzysz w stu procentach prawdziwe teksty, których każde słowo było przepełnione emocjami towarzyszącymi zakończonej lekturze, nagle okazuje się, że albo nikt tego nie czyta, albo, gorzej, zostawia jeszcze po sobie "super recka, wpadnij do mnie".
    Nie mam nic przeciwko nawiązywania współprac, sama także miałam kilka okazji recenzować książki dla wydawnictw, ale to nie znaczy, że powinno się brać wszystko, co dają, czytać po łebkach, skrobnąć coś na szybko i obserwować licznik. Książka to książka, nieważne, czy wydana sto lat temu czy wczoraj - może jestem staroświecka, ale należy się jej jakiś szacunek, chwila zatrzymania, pogłaskania po grzbiecie, powąchania kartek. Książka to podróż. Nie kilkaset kartek zszytych razem i to jeszcze otrzymanych za darmo. W głowie mi się to nie mieści...

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie ta zmiana z "czytania wszędzie" do "czytam, bo muszę" zaszła w rok. Widać do choćby poprzez podsumowanie z sierpnia 2016 i 2017.
    To smutne, że masz rację. Sama bardzo dużo książek wypożyczam, kupuję najczęściej w antykwariatach. Jasne, fajnie jak dostanę książkę od wydawnictwa, ale nie muszę mieć każdej nowości. Wolę przeczytać je trochę później i nie robić tego pod presją czasu.
    W tym wszystkim czytanie w końcu jest najważniejsze, a nie posiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja się tutaj nie zgodzę, i to w każdym calu :D Nie mam najmniejszego zamiaru udawadniać Ci jak to Ty bardzo nie masz racji i w ogóle a tfu, powiem tylko, o co mi chodzi.
    Darmówki z wydawnictwa? Super i idealnie! Nie dość, że masz książkę za darmo, te jeszcze może trafisz na pozycję, której sama z siebie byś nie przeczytała. A też pamiętajmy, że to tak bardzo "za darmo" nie jest - wydawnictwa nie współpracują z blogami na którym pojawia się jeden oklepany post miesięcznie, z czego połowa tekstu to opis z okładki. Żeby zasłużyć na taką nagrodę trzeba pracy, pasji i pomysłu. Dla mnie wydawnictwa pytające o współpracę (lub oczywiście ich zgoda, gdy to ja odzywam się pierwsza :D) to symbol tego, że mój blog się rozwija (zwłaszcza, że w przeszłości odmówiono mi kilka razy).
    Dalej, to "byle co". Nie ma książki, która jest byle czym. Po prostu nie istnieje pozycja, której nie lubi choć jedna osoba. Oczywiście, że są powieści wybitniejsze i...ekhm, mniej, ale każda lektura jest warta przeczytania i spędzonego nad nią czasu.
    To moje zdanie, nie chcę nikogo obrażać. Przekonać - może, ale wiem, że każdy ma - i powinien mieć - własną opinię.
    Pozdrawiam (i zapraszam, oddaję wszystkie szczere komentarze ^^)
    Czytam, piszę, recenzuję, polecam

    OdpowiedzUsuń