środa, 13 września 2017

Marvel? Strata? Miłość? – Drugie bicie serca (Tamsyn Murray)

Tytuł: Drugie bicie serca

Cykl:

Autor: Tamsyn Murray

Liczba stron: 405

Wydawnictwo: Zielona Sowa

Rok wydania: 2017

Kategoria: Literatura młodzieżowa

Ocena: ★★★★★★★★★★ (doskonała)

  Moja miłość do Marvela jest nieśmiertelna. Kocham Iron Mana, Kapitana Amerykę, Hawkeye'a, Czarną Wdowę, Thora, Hulka... Jakbym mogła, to poobklejałabym pokój ich zdjęciami, a półki zamieniła w ołtarzyki, wychwalające każdą z tych postaci. Niestety nie mogę. Muszę zadowolić się tą książką i dzisiejszą opinią na jej temat.  

Jonny nie zwykłym nastolatkiem. Każdego dnia budzi się w szpitalu, podtrzymywany przy życiu przez aparaturę.
Każdego dnia zastanawia się, czy dziś uda się znaleźć dawcę serca.
Każdego dnia zastanawia się, czy dziś umrze.
Każdego dnia Niamh kłóci się ze swoim „idealnym” bratem Leo.
Każdego dnia Leo wygrywa.
Każdego dnia Niamh marzy o życiu bez Leo.
To wszystko zmieni się po wypadku: w dniu, kiedy zawali się cały świat.

(lubimyczytac.pl)

  Ta opinia będzie w zupełności subiektywna, bo ostatnio dostałam wręcz świra na punkcie ponownego oglądania wszystkich produkcji Marvela. Dopadło mnie również załamanie, bo w momencie, gdy to piszę, zostało 251 dni do najnowszej części Avengersów. Jeśli czytacie ten post w dniu, w którym powinien wpłynąć, jest ich już 225. Widzicie więc, mam chorą obsesję. 
Wiedziałam, że w tej młodzieżówce autorka będzie nawiązywała do Marvela, bo natknęłam się na całe mnóstwo recenzji, ale nie miałam pojęcia, że tego będzie aż tyle. Nie martwcie się, bo to nie jest jakaś główna oś książki, ale te odniesienia są jednocześnie tak subtelne i świetne, że brak mi słów. Jako fanka uniwersum, zostałam mile zaskoczona.

  Spotykam się z nielicznymi młodzieżówkami, które naprawdę potrafią mną wstrząsnąć. Zakochałam się w Indeksie szczęścia Juniper Lemon i otwarcie mogę powiedzieć, że Drugie bicie serca tę pozycję przewyższa na głowę. A nawet dwie. Albo trzy. 
Nie dość, że bawi, to dodatkowo stanowi istny rollercoaster uczuć. Porusza ważne tematy i rozkochuje w sobie jednocześnie. 
Wiem, że w dzisiejszych czasach jest ogrom książek, które pokazują, jak radzić sobie ze stratą bliskiej osoby. I oczywiście nic do tego nie mam, ba, cieszę się, że takie powieści powstają i pomagają ludziom. Wielu czytelników jednak sądzi, że pozycja, w której poruszana jest kwestia straty bliskiej osoby, jest czymś niewartym uwagi, bo ten motyw się przejadł. Ja natomiast uwielbiam utarte schematy (choć nie te, które są po prostu utarte i nie powinno się z nich korzystać), bo każdy autor może spojrzeć na pewien problem ze swojej perspektywy. I to jest ogromnie ciekawe. W końcu jesteśmy różnorodni i niejedno siedzi nam w głowie.

  Bohaterów nie da się nie kochać. Chyba po raz pierwszy od x czasu polubiłam główną postać męską. Ale tak polubiłam, że całym serduszkiem i na amen. Jonny jest uroczym chłopakiem, a te wszystkie nawiązania do Marvela, które układa w swojej głowie, to istna petarda. Przyznam, że związałam się z nim bardziej niż z Niahm (która została przedstawiona równie przekonująco). Tamsyn Murray wykreowała ją na silną dziewczynę, która jednak nie ukrywała ona uczuć, jakie tkwiły w niej po śmierci brata.
Muszę dodać jeszcze, że za każdym razem, gdy bohaterowie wspominali Nirvanę lub Cobaina, moje serduszko rosło. Ubóstwiam ten zespół, uwielbiam. 

  Podziwiam pisarkę za przebycie tak długiej drogi. Dopracowała każdy element, najbardziej jak mogła. Kontaktowała się z lekarzami i innymi osobami, które pomagały jej przyswajać pewne informacje. Dane, które przedstawia nam w swojej powieści, nie są czymś, co wyssano z palca, to po prostu twarde fakty.
Ogromnie interesuje mnie tematyka transplantacji serca i ta książka była dla mnie istną gratką. Skończyłam ją w parę godzin. Traktuje o czymś niesamowicie ważnym, ale czyta się ją niezwykle lekko. Ale ta lekkość nie jest nam dozowana non stop. Ostatnie rozdziały sprawiły, że w moim sercu pojawiło się maleńkie pęknięcie i choć spodziewałam się, że ta rzecz się stanie, nie zmienia to faktu, że było mi naprawdę przykro.

  Dodatkowym plusem jest ta okładka. I wnętrze książki. Ja nie mam słów, po prostu nie mam słów.

  Marvel. Strata. Miłość. To trzy rzeczy, które dostajemy, czytając Drugie bicie serca. Pokochałam każdy wątek w tej powieści, a przede wszystkim – zakończenie. A zwłaszcza ostatnie zdanie. Po raz kolejny tego dnia mówię, że nie mam słów. I to nie dlatego, że książka szczególnie mną wstrząsnęła. Ona mnie po prostu w sobie rozkochała. 


Muzycznie

6 komentarzy:

  1. Dziewczyno, bardzo mnie zachęciłaś. Nie słyszałam o tej książce, ale teraz już będę o niej pamiętała, tym bardziej, że to tematyka, w której się lubuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Narobiłaś mi ogromnej ochoty na tę książkę. Marvel, kurczę ja go uwielbiam, a w książkach tak rzadko jest wspominany. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ recenzja! Już zaczynam rozglądać się za tą książką!!!

    OdpowiedzUsuń