środa, 6 września 2017

Oddam Ci słońce (Jandy Nelson)

Tytuł: Oddam Ci słońce

Cykl:

Autor: Jandy Nelson

Liczba stron: 374

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2015 

Kategoria: literatura młodzieżowa

Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆ (ujdzie)

  Ja nie spodziewałam się czegoś wielkiego. Ba, oczekiwałam jedynie leciutkiej młodzieżówki na lato. Czegoś, dzięki czemu będę mogła poczuć się przyjemnie. Co dostałam?




JUDE
Czasem nawet najpiękniejszy świat, w którym wschody słońca trwają cały czas, nie może wynagrodzić doznanych krzywd.
Pełna energii buntowniczka zabiegająca o uwagę matki. Samotna i skrycie romantyczna. Podjęła wiele złych decyzji, których skutki musi ponieść.
Kiedyś brat bliźniak był jej najlepszym przyjacielem...
NOAH
Czasem pragniesz czegoś tak bardzo, że jesteś gotów oddać za to cały świat. Nawet słońce.
Noah jest nieśmiały i delikatny. Skonfliktowany z ojcem, silnie związany z matką. Zakochany w sztuce. Marzy o tym, żeby zostać artystą. Jednak staje się kimś, kim nigdy nie chciał być.
Kiedyś on i Jude, jego siostra bliźniaczka, byli nierozłączni…
(lubimyczytac.pl)

  Jeden wątek sprawił, że ta książka ogromnie straciła w moich oczach i to od minusów zacznę tę recenzję. Nie dość, że powieść okazała się nudna jak flaki z olejem i ciągnęła mi się tak, że nie mogłam zmęczyć jej w trzy dni, to jeszcze stało się w niej coś, przez co trafił mnie jasny szlag.

  Powieści młodzieżowe czytają przeważnie nastolatkowie. I to głównie młodsi. Wiecie, ja mam na przykład osiemnaście lat i je czytam, ale zaczęłam interesować się takimi pozycjami w wieku dwunastu, może trzynastu lat. I pomyślcie. Co taka nastolatka pomyśli, kiedy przeczyta w takiej książce o tabliczce, która odpowiada na wszystkie pytania?
Nie, w tym momencie nie zacznie się typowa gadka o wierze, bo to, w co kto wierzy, to jego osobista sprawa.
Po prostu wszystko się we mnie przewraca, kiedy czytam powieść, którą za parę lat mogłaby przeczytać moja młodsza siostra, a tam dwójka bohaterów jakby nigdy nic bawi się tabliczką Ouija. Nie zmuszam nikogo do wiary, zapamiętajcie, że ta recenzja to moje subiektywne uczucia, ale nie pojmuję, jak można przedstawiać coś, co jest niebezpieczne i po prostu chore jako zabawę. W dodatku zabawę, z której ktoś robi sobie jaja, pytając ,,duchy" o rzeczy, którymi normalny człowiek mógłby się podetrzeć.
I przy okazji widać, że pani Nelson jest niedoinformowana. Bo tabliczką Ouija nie wywołuje się duchów. Tylko demony. A to jest różnica, kosmiczna na dodatek. Ja wiem, że nie każdy wierzy w takie rzeczy i że można to po prostu olać, ale nawet jak wierzycie w latającego potwora spaghetti, to ta tabliczka dalej pozostaje czymś, co sprowadza nieszczęścia. I raczej nikt o zdrowych zmysłach, by się do tego nie zbliżał. Ale nie, oczywiście, zawsze znajdzie się frajer, który potraktuje to jako zabawę.
No nie wiem, może jestem starej daty, bo się takimi rzeczami przejmuję, ale, do jasnej anielki, powiedzcie mi coś. Jak myślicie. Co zrobi dwunastolatka po przeczytaniu czegoś takiego? Nigdy nie wiadomo jakie rzeczy... Nie macie pojęcia, jak wkurzona jestem w tej chwili. Nie sądziłam, że tak zachwalana książka może mieć w sobie coś takiego. Chyba trzeba nie mieć rozumu, żeby coś takiego napisać, serio, w dodatku tak nieumiejętnie.
I wiem, że nikt nie każe mi od razu wywoływać demonów z piekielnych czeluści, ale chodzi o to, że ta książka jest, przepraszam, cholernie szkodliwa. Jeśli pisze się o takich rzeczach, trzeba wiedzieć, z czym to się je, a nie bezmyślnie wypisywać głupoty. Nawet osoby niewierzące szanują takie rzeczy. A przynajmniej starają się szanować. A tu dwójka czternastolatków bawi się tabliczką Ouija, przy okazji przekomarzając się jakby mieli tych lat osiem.

  Dodatkowo, ta powieść była dosyć nudna. Ot, przedstawiono życie dwójki bliźniąt, nic specjalnego. Może autorka posłużyła się obrazowymi epitetami, ale przy okazji napisała coś naprawdę nudnego. Pod koniec zaczęło robić się ciekawiej, ale sama końcówka nie jest w stanie zrehabilitować tego, co przechodziłam, podczas czytania.

  Nie mogę przyczepić się, jednak do wykreowania głównych bohaterów. Zostali przedstawieni w nieco irytujący, jednak specyficzny sposób. Jude przy końcu okazała się totalną szują, ale właśnie tego brakowało mi w powieściach młodzieżowych. Tego, że ludzie jednak robią sobie te świństwa i nie ma idealnych ludzi. A Noah... Noah i jego próby akceptowania siebie oraz próby pogodzenia się z tym, że ma inne poglądy od innych. Cóż, była to naprawdę urocza postać.

  Okładka tej książki jest super. Świetna, tylko tyle mogę powiedzieć. A na pewno bardzo magiczna. Brawa dla wydawnictwa.

  Muszę przyznać, że wisi nade mną klątwa wydawnictwa Otwartego. Jeszcze nie było książki, którą wydali i by mi się spodobała. Tutaj naprawdę zirytowała mnie ta kwestia z tabliczką i to ona zepsuła mi lekturę, jednak Wam książka może się spodobać. Mimo tej całej nudy, w jaką opiewa, ma w sobie trochę mądrości.


Muzycznie 

8 komentarzy:

  1. Chyba podaruje sobie tą książkę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czytałam ją już bardzo dawno, ale dla mnie była właśnie bardzo dobrą młodzieżówką, inną niż wszystkie. Ale wiadomo - wszystko zależy od gustu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi książka się podobała, była jedną z lepszych przeczytanych w 2015 roku. Zdecydowanie podszedł mi styl autorki i nawiązania do sztuki. Nie było tego dużo, ale zawsze to cenie. Jeśli chodzi o tabliczkę Ouija, to już nawet nie pamiętam tej sceny (aż z ciekawości zaraz sobie jej poszukam). Ja do takich rzeczy podchodzę neutralnie, ale wiadomo, wszystko zależy od podejścia i osobistych poglądów.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ten wątek zirytował mnie najbardziej. Ale cała książka to dla mnie ogólnie jeden, wielki poetycki bełkot. :)

      Usuń
  4. Kurczę, klątwa Wydawnictwa Otwartego? Ja WIĘKSZOŚĆ książek bardzo lubię, chociaż może jest to sprawa tego, że jestem od Ciebie dwa lata młodsza, no i chyba bardziej gustuję w młodzieżówkach. Oddam Ci Słońce czytałam jakiś czas temu i na pewno nie była to książka idealna - nie była nawet świetna ani wybitna. Określiłabym ją słowem "dobra". Podobała mi się postać Noah i wątek jego poszukiwania siebie i miłości homoseksualnej. A Jude faktycznie okazała się małą zdzirą, ale jej postać też oceniam na plus. Było jednak kilka rzeczy, które mnie irytowały, więc ogólne wrażenie jest tylko "dobre". :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń