środa, 18 października 2017

Marzenia są po to, by je spełniać. – Franco (Kim Holden)

Tytuł: Franco

Cykl: Promyczek (tom 3)

Autor: Kim Holden

Liczba stron: 320

Wydawnictwo: Filia

Rok wydania: 2017

Kategoria: romans

Ocena: ★★★★★★☆☆ (dobra)

  Książki Kim Holden kupuję w ciemno. Jestem kompletnie zakochana w jej twórczości, bo tylko ona umie pisać o zwykłych ludziach w niezwykły sposób (kiedyś powiedział to pewien bliski memu sercu człowiek i to stwierdzenie od tej pory nie chce mnie opuścić). W każdym razie – jestem ogromną fanką jej książek. Musiałam więc sięgnąć po Franco. Mimo że Promyczek powinien być jednotomówką, każda kolejna historia z tej trylogii jest dla mnie czymś nieziemskim. 


  Franco Genovese jest perkusistą w światowej sławy amerykańskim zespole Rook. Chłopak ma wszystko. Zabójczy uśmiech, tatuaże, talent, ostry dowcip. A przy tym wszystkim serce ze złota.
Wiedzie dobre, stabilne, nieskomplikowane życie.
Jednak wieczór spędzony w niepozornym barze w Los Angeles wszystko to zmienia.
Do jego świata wkracza Gemma Hendricks.
Pochodząca z północnej Anglii, odnosząca sukcesy młoda pani architekt. Właścicielka uroczego uśmiechu, ciętego języka i nad wyraz ufnego serca.
Natychmiast coś ich do siebie przyciąga.
Gemma i Franco z miejsca się zaprzyjaźniają.
Ich znajomość nie potrwa długo, ponieważ kiedy za kilka dni wrócą do domów, rozdzielą ich tysiące kilometrów.
A może coś się zmieni?
Gemma ma pewne bliskie sercu marzenie.
Gdy Franco postanowi pomóc dziewczynie w spełnieniu go, wszystko może wywrócić się do góry nogami.
Czy ich przyjaźń będzie miała szansę przerodzić się w miłość? A może wszystko pójdzie w zapomnienie? 

 (lubimyczytac.pl)

  Polubiłam Franco, gdy tylko się pojawił. Ucieszyłam się więc ogromnie, dowiedziawszy się, że on również dostanie swoją książkę. Nie mogłam doczekać się, aż dowiem się, jak dalej potoczyły się jego losy. Zamówiłam powieść niemal od razu po premierze i... od tamtego momentu czekała na mnie na półce. Jakoś nie mogłam się za nią zabrać, ale w końcu się przemogłam i po tę pozycję sięgnęłam. Oczywiście wypada nadmienić, że ostrzyłam sobie ząbki na kolejną ulubioną książkę autorstwa Kim Holden. Wyszło trochę inaczej, ale nie mogę powiedzieć, że się na niej ogromnie zawiodłam.

  Chciałabym zacząć od bohaterów, a (jak już wspominałam) o Franco nie trzeba mówić dużo, bo po prostu go pokochałam, więc powiem Wam trochę o Gemmie. To, co wybija się tutaj na pierwszy plan, a jednocześnie jest świetną cechą, to samozaparcie w dążeniu do spełniania marzeń. A konkretnie jednego marzenia. Ogromnie jej zazdroszczę takiej wiary w siebie i niesamowitego uporu. Plus, można powiedzieć, że dziewczyna jest podobna do Kate, bo bez względu na sytuację, w jakiej się znajduje, zachowuje pogodę ducha. Ogólnie rzecz biorąc kobiety, które kreuje Holden, są niesamowicie silne, zdeterminowane i (chyba przede wszystkim) pogodne. Zazdroszczę autorce tak świetnej umiejętności tworzenia bohaterów. Jej postacie można kochać, lubić i nienawidzić jednocześnie.

  Akcji tutaj nie ma, a fabuła zbyt ambitna nie jest. I to główny uszczerbek tej powieści, ale im więcej stron przeczytałam, tym lepiej cała sytuacja się prezentowała. Szkoda tylko, że najciekawiej wyglądało wszystko w Epilogu. Po prostu kocham, kocham i jeszcze raz kocham to zakończenie. Jest tak urocze i piękne, że z każdej strony targała mną chęć czytania tej książki od nowa tak, by nigdy nie dobrnąć do ostatniego zdania, do zdania, które zamyka całą trylogię. Możecie sobie mówić, co chcecie, ale ja tę końcówkę uwielbiam. 

  Bardzo rzadko zwracam uwagę na cytaty, które znajduję w książkach, ale tutaj aż pożałowałam, że nie mam przy sobie znaczników. Franco to pozycja, która została wypełniona cudownymi słowami. To naprawdę ciekawa sprawa. Z jednej strony słowa to coś, czym posługujemy się na co dzień, a z drugiej są w stanie stworzyć coś tak pięknego, że dech sam wyrywa nam się z piersi. 

  Naprawdę lubię książki od Kim Holden i muszę przyznać, że jest to moja ulubiona autorka romansów. Jestem wybredną osóbką, która naprawdę nie przepada za tym gatunkiem, bo uważa go za naprawdę przewidywalny. Nie trawię na przykład książek od Hoover. A Holden... jej powieści mają w sobie tę schematyczność, ale czytelnikowi i tak wydaje się, że napotyka coś świeżego, nowego, pięknego. Coś, czego jeszcze nigdy nie spotkał.

  Choć ta część jest słabsza niż poprzednie i powinna być traktowana jako leciutki dodatek do pozostałych, dla mnie okazała się czymś wyjątkowym. Zresztą jak każda książka od Holden. Jeśli ktoś lubi prozę tej autorki, na pewno się nie zawiedzie. 

Muzycznie

Uważam, że marzenia są paliwem życia. Żyjesz w pełni, kiedy starasz się je spełnić. Nie ma nagrody za bierne bezpieczeństwo.

4 komentarze:

  1. Mam dosłownie takie same wrażenia na temat książki co Ty. :D Niby jakaś wielce ambitna nie jest, ale kurczę, dalej ma w sobie coś. I miło się tę książkę po prostu czytało. <3
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. "Franco" też był dla mnie trochę gorszy od poprzednich części. Mi osobiście czegoś w niej zabrakło. Nie skradła mojego serca, chociaż czytało się bardzo dobrze.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń