sobota, 28 października 2017

Stała się ukojeniem. – Ugly Love (Colleen Hoover)

Tytuł: Ugly Love

Cykl:

Autor: Colleen Hoover 

Liczba stron: 344

Wydawnictwo: Otwarte 

Rok wydania: 2016

Kategoria: romans

Ocena: ★★★★★★★★★★ (doskonała)


  Pamiętacie, jak mówiłam Wam, że wisi nade mną klątwa książek od Colleen Hoover? Jak bardzo nie podobało mi się Maybe Someday i jak zdenerwowało mnie na siłę udziwnione Hopeless
Klątwa chyba zniknęła, przynajmniej przy tej pozycji. 


  Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera.
Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia. Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać.
Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.

(lubimyczytac.pl)

  Na początku nie byłam do tej powieści przekonana. Denerwowały mnie wszystkie westchnienia, fakt, że Miles zakochał się w sekundę z wzajemnością, znając na początku jedynie imię dziewczyny, czy sceny seksu, które były dla mnie nazbyt... ostre. Wiedziałam, że jest to erotyk i to dość brudny, że bohaterowie nie będą uprawiać miłości, a po prostu wzajemnie się rżnąć. Nie spodziewałam się jednak, że mimo tego wszystkiego, uda mi się zakochać w tej powieści i zapragnąć jej wydania na swojej półce

  Do przeczytania Ugly Love przekonał mnie Krzysiek (którego zresztą kojarzycie z recenzji książek od Kim Holden). Stwierdził, że jeśli dwie poprzednie powieści mi się nie spodobały, tylko ta może przypaść mi do gustu. No więc zaczęłam czytać. I skończyłam w dwie, maksymalnie trzy godziny. 

  Chciałabym, żeby była to zwykła recenzja, żebym przedstawiła bohaterów, ich początkowe motywy oraz moje subiektywne odczucia. Ale chyba po prostu nie będę w stanie tego tak poprowadzić. Powiem Wam więc o tym, co ta pozycja sobą przekazuje (a jest tego dość sporo, uwierzcie mi).
Na początku – ból. Pokłady bólu. Tak strasznego żalu, tęsknoty i pokładania całej winy w sobie. Czytałam jedynie parę powieści, w których ból jest tak dobrze odzwierciedlony. To bohater cierpi, to on to przeżył, on chce zapomnieć. A jednocześnie to my dostajemy w twarz pokładami jego agonii, autorka rzuca w nas wszystkim, co dana postać przeżyła, wszystkim, co ją gnębi, każdą pojedynczą emocją, która znajduje się w jego sercu. 
Jeszcze nigdy aż tak bardzo nie wczułam się w odczucia bohaterów. Ba, ja jeszcze nigdy nie wczułam się tak w książkę.

  Colleen Hoover łączy ten ból z miłością. Miłością, która jest okraszona obawą i niesamowitym brudem. Z miłością, która smakuje jak łzy. 

  A zakończenie... autorka kończy tę książkę w sposób... 
  Po przeczytaniu ostatniej strony, nie potrafiłam robić nic innego niż leżeć i wpatrywać się w sufit. Była druga w nocy, a ja zastanawiałam się nad swoim życiem. Zastanawiałam się, czy potrafiłabym być silna jak Miles. Czy potrafiłabym kochać jak Tate. Czy umiałabym być opiekuńcza jak Corbin, szczera jak Kapitan i zdeterminowana jak Rachel. 

  Po prostu przepadłam dla tej książki i jestem pewna, że znajdzie się w zestawieniu najlepszych powieści tego roku. Nie było dla mnie pozycji, która rzuciłaby mną o ścianę równie mocno, co Promyczek. Okazuje się jednak, że do czasu. 

  Na pewno wrócę do Ugly Love, pewnie czytając ją po angielsku. A Krzyśkowi jeszcze raz dziękuję za polecenie tej pozycji. Moje serce pękło nie raz w trakcie lektury. 

Muzycznie

Czasami dopiero w momencie spotkania zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo ci kogoś brakowało.

4 komentarze:

  1. Zgadzam się co do "Hopeless", ale "Maybe someday" już nie - baaaardzo je lubię ;)
    Jeśli chodzi o "Ugly love" - czytałam, podobała mi się, ale nie ruszyła mnie tak jak Ciebie i w moim odczuciu na pewno nie przebiła "Promyczka". Największym moim zarzutem jest... nie wiem, jak to ująć, by nie zabrzmiało zbyt brutalnie, ale Miles i jego reakcja na to, co się stało? Sorry, ale nie wierzę, że jakikolwiek 18-latek (!) tak by to przeżywał. Jasne, że spotkała go tragedia, że to było straszne, ale przypuszczam,że większość nastolatków na jego miejscu po prostu odetchnęłaby z ulgi. Nie mówię, że to dobrze, absolutnie, ale sądzę, że tak by to wyglądało :/
    Niemniej jednak książkę lubię i uważam, że warto ją poznać ;)

    Pozdrawia ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. "Maybe someday" to moja ulubiona powieść Hoover :P A właśnie na drugim miejscu jest "Ugly love". Do niedawna sądziłam, że może "It ends with us" coś namiesza w tym zestawieniu, ale nie. A wracając do "Ugly love", początek też mnie nie zachwycił. Dla mnie był bardzo... zwyczajny, trochę nijaki. Takie typowe NA. Jednak później... to było wielkie wow. Świetna, bardzo emocjonująca książka.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jeszcze nie znam tej Autorki, ale tyle się słyszy o tych książkach, że sama muszę sprawdzić czy przypadnie mi do gustu!

    OdpowiedzUsuń
  4. To zaskakujące, że, choć tak bardzo nie podobały Ci się dwie inne książki Hoover, właśnie Ugly Love tak przypadła Ci do gustu. Czytałam tą powieść gdzieś w czasie wakacji i naprawdę mi się podobała. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to lektura ambitna, ale książki Colleen Hoover są moim Guilty Pleasure i nic na to nie poradzę ;) Chociaż naprawdę nie lubię i nigdy nie sięgam po takie romanse, jedynie dla tej autorki robię wyjątek...

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń