środa, 11 października 2017

Zaskoczenie! – Królowa Cieni (Sarah J. Maas)

Tytuł: Królowa Cieni

Cykl: Szklany Tron (tom 4)

Autor: Sarah J. Maas

Liczba stron: 848

Wydawnictwo: Uroboros

Rok wydania: 2016

Kategoria: fantastyka

Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆ (ujdzie)

  Och, zaskoczyłam się. Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo. A zresztą, zaraz się przekonacie. Tylko błagam, nie zwracajcie uwagi na ,,nieładne słowa", które mogą mi się wymknąć. Ta ocena jest w pełni subiektywna, w końcu przeczytałam tę książkę w dzień.


Powraca, by podpalić świat. 
Nadszedł czas walki o wszystko, co ważne. Aelin wraca do Adarlanu, by pomścić bliskich, odzyskać tron i stanąć twarzą w twarz z cieniami przeszłości. A przede wszystkim po to, by chronić tych, którzy jej pozostali. Mroczne bestie, magiczne moce, namiętność i pragnienie zemsty…
Celaena Sardothien do tej pory traciła wszystkich, których kochała. Zamordowano jej rodziców, ukochany Sam także zginął w męczarniach. Przyjaciółka Nehemia poświęciła życie, by Celaena mogła odkryć swoje dziedzictwo... Ale dość tego. Nadszedł czas zemsty. Zabójczyni Adarlanu zniknęła - narodziła się Aelin Ogniste Serce, królowa podbitego przez Adarłan Terrasenu. Aelin wraca do Adarlanu, by zemścić się na tych, którzy skrzywdzili jej bliskich, odzyskać tron i stanąć twarzą w twarz z cieniami przeszłości. A przede wszystkim po to, by chronić tych, którzy jej pozostali.
W Adarlanie Aelin pozbawiona jest magii, która pozwala jej władać ogniem. Może jednak liczyć na swoich towarzyszy - kuzyna Aediona, Chaola, Lysandrę i przede wszystkim na Rowana. Rowana - walecznego księcia wojownika Fae, jej bratnią duszę - do którego zaczyna żywić coraz bardziej płomienne uczucia...

(lubimyczytac.pl)

  Aż sama zdziwiłam się, że skończyłam tę książkę w dzień. Była tak okropnie nudna. Tak strasznie, strasznie nudna. I mimo że od strony sześćsetnej coś zaczęło się dziać, ba, było to coś niezwykle fajnego, to moja recenzja pozostaje taka, a nie inna.

  Zaskoczyłam się. Zaskoczyłam się, że można tak zniszczyć świetne postaci. Że można stworzyć tak nudną książkę. Że można nudę przerodzić w jeszcze większą nudę. Naprawdę, nie spodziewałam się tego, autorce należą się owacje na stojąco za zniszczenie magii, która była najbardziej fascynującym aspektem tej książki. Jasne, magia jest dalej, ale w formie, jakby była krzesana na siłę. Coś strasznego, naprawdę. 

  Celaena. A właściwie Aelin. To z nią miałam tutaj największy problem. Dziewczyna zaczęła się ogromnie wywyższać, traktować każdego jak coś bezwartościowego. Ona była najlepsza i każdy miał się jej słuchać, bo oczywiście jest władczynią, bo oczywiście ma rację, bo oczywiście nikt nie będzie wydawał jej rozkazów. Podobnie było w pierwszym tomie (z tym, że to właśnie ona jest najlepszą Zabójczynią), tylko teraz to się ogromnie nasiliło. Miała w dupie swoich przyjaciół, bo liczy się tylko to, co ona mówi i robi. Na dodatek na siłę próbowała wmówić nam, że to właśnie bliskie jej osoby są najważniejsze. Tej kobiecie całkowicie rozwalił się system wartości. Błagam Was, to było okropne. Dopiero pod koniec zaczęła odzyskiwać rozum. Brawo, brawo, owacje dla tej pani na stojąco.  
  Chaol stał się jeszcze bardziej miękką kluseczką niż w poprzednich tomach, ale tutaj muszę ogromnie pochwalić jego zaangażowanie w relację z Dorianem. Tutaj dostrzegłam pozytyw, bo ogromnie mi się to spodobało.
  O Dorianie właściwie dużo powiedzieć nie mogę, Rowan to w dalszym ciągu moje serduszko, Aediona lubię, a Manon jest tragiczna i wszyscy, którzy mówili, że jej postać się tak strasznie rozwinie, kłamali. 

  Wiecie w jakim aspekcie również kłamali? W sprawie wątku wiedźm. 
  Miałam nadzieję na rozwinięcie tej sprawy, a tu co? A no jajeczko. Bo było jeszcze gorzej niż w pierwszym tomie i praktycznie nic się u wiedźmiątek nie działo. Co jakiś czas kogoś porywali, czy zabijali. I weź się, człowieku, nie zanudź na śmierć. 

  Końcówka była ekstra, naprawdę. I ogromnie chcę przeczytać Imperium Burz, ale nie macie pojęcia, ile nerwów mnie kosztowało przebrnięcie przez tego klocka. Bo, nie ukrywajmy, jest to klocek. W dodatku nic się tutaj nie dzieje. Myślałam, że skończyliśmy z nudą, myślałam, że po Dziedzictwie Ognia będzie tylko lepiej. Zaskoczenie? Owszem, takie, że ta seria się stacza coraz bardziej. Ale. Mimo wszystko chcę ją skończyć. 

  Wychodziliśmy na lepszy tor? Może i tak, ale skończyło się jak zwykle. 

Muzycznie
(z dedykacją dla Quidpotravii)

8 komentarzy:

  1. Jestem po lekturze opowiadań, czyli na samym starcie przygód Celaeny i już jestem bardzo pozytywnie nastawiona :)
    Ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też muszę kiedyś sięgnąć po nowelki!

      Usuń
  2. Ja tam w 4 tomie polubiłam wątek Manon, co nie znaczy, że kłamałam, tylko wyraziłam własne zdanie. Odmiennie od Twojego, co nie znaczy, że mniej prawdziwe. Dla mnie "Królowa cieni", to zapewne najlepsza część cyklu. Najlepiej mi się ją czytało, nie mogłam się oderwać. A co do Chaola i Doriana, nigdy szczególnie ich nie lubiłam (dla mnie obywaj to miękkie kluchy), więc cieszę się, że pojawił się Rowan ;) Ja jestem na etapie czekania na 6 tom.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też "Królowa cieni" nie przypadła jakoś bardzo do gustu i trochę mi zeszło jej czytanie. Mimo wszystko darzę książki Maas wielką miłością i sama oceniłam tę książkę lepiej. Mogę cię jednak zapewnić, że kolejny tom zwali cię kompletnie z nóg! :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie!
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2017/10/motylek.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytelnicy tej serii dzielą się chyba na tych, którzy naprawdę nie potrafią znieść Aelin, oraz tych, którzy zwykle nie mają nic przeciwko jej zachowaniu. Ja należę do drugiej grupy, ale wierzę, że gdy czyta się już czwartą cegłę z tą samą bohaterką, która tak działa na nerwy, można mieć dosyć. Mimo wszystko cieszę się, że masz zamiar dokończyć tę serię, bo Imperium burz bardzo mi się podobało :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń