środa, 1 listopada 2017

Tylko jeden dzień w roku. – November 9 (Colleen Hoover)

Tytuł: November 9

Cykl:

Autor: Colleen Hoover

Liczba stron: 320

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2016

Kategoria: romans

Ocena: ★★★★★☆ (niezła)

  To już czwarta książka tej autorki, którą udało mi się przeczytać. Podsumowując: są za mną dwie słabe pozycje; jedna, którą kocham i jedna... No właśnie – jaka?


  9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…
(lubimyczytac.pl)

  Niedawno wypożyczyłam całą masę książek Colleen Hoover z miejskiej biblioteki (chyba wzięłam każdą możliwą, której jeszcze nie czytałam). Co zadecydowało, że po przeczytaniu Ugly Love sięgnęłam akurat po November 9? W końcu zostały mi jeszcze trzy książki, a wybrałam akurat tę i nie była to decyzja przypadkowa. Od mojego kochanego Krzyśka dowiedziałam się, że w tej pozycji pojawiają się bohaterowie z mojego ukochanego Ugly Love. Nie mogłam przepuścić takiej okazji! 

  Przyznam, że spodziewałam się po tej książce nieco więcej, choć ostrzegano mnie, bym tego nie robiła. Jednak. Zabrakło mi tutaj nieco dramatyzmu (zresztą ogromnie dla tej autorki typowego) i przyznam, że nie spodziewałam się, że powieść ta okaże się dość nudna i przewidywalna. Pod względem ułożenia fabuły czy tempa akcji porównałabym ją do Maybe Someday, które, co prawda, najgorsze nie było, ale na oklaski nie zasłużyło. 

  Ogromnie przywiązałam się do bohaterów tej historii, a zwłaszcza do Bena, który, moim skromnym zdaniem, postacią jest genialną. Może mówię tak dlatego, że po części rozumiem jego motywy i rozterki, ale ten facet po prostu podbił moje serce i przez długi, długi czas z niego nie wyjdzie. Nie mniejsze brawa należą się pisarce za wykreowanie Fallon. Tutaj ogromnie wczułam się w jej problemy i przeszłość...Po prostu nie mam słów. 
I wreszcie... Wiedziałam, że w November 9 pojawia się i Tate, i Miles, jednak, gdy zobaczyłam ich imiona, o mały włos nie dostałam zawału. Tak, nadal pragnę mieć Ugly Love na swojej półce, tak, nadal kocham tę powieść i nie, nie przestanę się ekscytować.

  Wątek 9 listopada jest czymś ogromnie uroczym, czymś, co niezaprzeczalnie przyciąga uwagę i sprawia, że czytelnik zapamiętuje tę powieść na długo, nawet jeśli nie była genialna. Myślę, że ona ma wręcz odwrotne przeznaczenie – oderwanie czytającego od rzeczywistości na jeden, jesienny wieczór. Bo właśnie taki jesienny wieczór to najlepszy czas na przeczytanie tej pozycji. 

  Niewątpliwie nie uda mi się zapomnieć żartów Bena. Ten człowiek miał tak niesamowite poczucie humoru, że w pewnych momentach po prostu wybuchałam śmiechem. I powiem Wam, że to okazuje się tutaj najpiękniejsze. Fakt, że Hoover nie jest jedynie królową dramatów, a również kobietą, która ma niesamowity talent do łączenia komizmu ze łzami wzruszenia. 

  Uwielbiam polskie okładki do każdej pozycji, którą napisała ta autorka. W paru przypadkach wolę wydania zagraniczne, ale nadal uważam, że wydawnictwo Otwarte wykonuje kawał dobrej roboty i że naprawdę warto docenić ich pracę. 

  November 9 jest powieścią idealną na jesień – lekką, niezobowiązującą, jednak równocześnie taką, do której wrócimy z wielką przyjemnością (choćby dla niesamowitych bohaterów). Efektu zaskoczenia nie doświadczyłam, ale nie mogę powiedzieć, że będę wspominać tę lekturę jako najgorsze dzieło tej autorki. 

Muzycznie

,,Kochała mnie" w cudzysłowie
Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
Zostawiła mnie z wielokropkiem...

2 komentarze:

  1. Uwielbiam Coleen, jednak "November 9" nie należy do moich ulubionych powieści tej autorki. Podobnie jak Ty uwielbiam "Ugly Love", ale od niedawna moim numerem jeden jest "It Ends with Us" <3

    Pozdrawiam :)
    roksa_reads

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o Colleen Hoover, to czytałam jej Ugly Love i Hopeless i naprawdę je lubię. Nie są one niczym ambitnym, ale to takie moje małe Guilty Pleasure ;) November 9 mam na swojej liście must read, ale zamierzam nie robić sobie żadnych wielkich oczekiwań :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń