poniedziałek, 29 stycznia 2018

O tym jak odkryłam w sobie masochistkę. – Dwór cierni i róż (Sarah J. Maas)

Tytuł: Dwór cierni i róż

Cykl: Dwór cierni i róż (tom 1)

Autor: Sarah J. Maas

Liczba stron: 524

Wydawnictwo: Uroboros

Rok wydania: 2016

Kategoria: fantastyka/romans

Ocena: 3/10 (słaba)

  Sarah J. Maas to autorka dwóch fenomenalnych cyklów, które w niezwykle szybkim tempie podbiły serca wielu czytelników na całym świecie. Oceny na portalach czytelniczych oraz ogromy gadżetów i fanartów mówią same za siebie. Ja jestem jednak w mniejszości, której jej twórczość zupełnie nie przypadła do gustu. Czytałam już mizerny (acz lekki) Szklany Tron, a po wyjściu trzeciego tomu Dworów postanowiłam zabrać się i za tę serię (celowo mówię ,,serię", bo autorka ujawniła, że nie będzie to jednak trylogia). Sądziłam, że przypadnie mi do gustu, bo przede mną czytała ją moja mama i bardzo jej się podobała. Niestety, czasem bywa tak, że oczekiwania nie do końca równają się rzeczywistości.


  Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
(lubimyczytac.pl)

  Powiem Wam tak: pierwszy rozdział naprawdę mi się podobał, ale im więcej stron przeczytałam, tym niżej spadało moje mniemanie o tej książce i każda... prawie każda scena powodowała, że miałam ochotę wydłubać sobie oczy tępym nożem. Mało brakowało, a po prostu bym tą powieścią rzucała. Mam szczęście, iż w porę przypomniałam sobie, że w im gorszym stanie będzie, tym mniej będę mogła na niej zarobić w przyszłości, chcąc ją sprzedać.

  Zawiodłam się. Naprawdę, głęboko się zawiodłam. Oczekiwałam powieści fantasy, która zwali mnie z nóg. Co dostałam? Romans. Nie mam nic przeciwko romansom, ale nie gdy coś jest reklamowane jako fantastyka, a okazuje się romantyczną papką. Chciałabym powiedzieć, że ta pozycja mnie poirytowała, ale po prostu sprawiła mi niemałą przykrość. Nigdy nie byłam szczególną fanką Pięknej i Bestii (i bardzo dobrze, bo w takim wypadku po przeczytaniu tej książki pękłoby mi chyba serce). Sarah J. Maas mogłaby wpaść na znacznie lepszy pomysł, inspirując się tą baśnią. Co wybrała? Powiastkę, w której wszystko, dosłownie wszystko opiera się na miłości, seksie i pożądaniu.

  Sprawa kolejna: jeszcze nigdy, w całej swojej karierze czytelniczej, nie spotkałam się z tak skonstruowanymi bohaterami. Najpierw byli całkiem w porządku, potem okazywało się, że tak naprawdę tylko irytują, na co zapewne wpłynęło to, że każdemu z nich choć raz przez myśl przeszło, by po prostu zaruchać. Ja przepraszam, ale dokładnie tak przedstawia się cała sytuacja. Wszyscy chcą jednego.
Feyra ocieka pożądaniem do Tamlina (przywołując jedną ze scen: zastanawia się, jak to jest mieć go między nogami). Swoją drogą, jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam się z tak irytującą postacią jak ona: dokonuje wyborów, które są po prostu śmiechu warte i nie zliczę momentów, w których miałam ochotę nią potrząsnąć.
To, co robi Tamlin jest równie śmieszne. Na początku było mi go żal – w końcu stracił bliską sobie osobę (jeśli mogę to tak nazwać). Dopiero potem okazało się, jak wielkim jest skurczybykiem i jak bardzo jest zapatrzony w siebie. Rozbawiła mnie jego główna motywacja, która miała być chyba ,,największym plot-twistem". Kiedy wyszło na jaw, co jest główną osią książki, miałam wrażenie, że padnę ze śmiechu, przyrzekam.
Mam wrażenie, że jedyną normalną postacią w tej książce jest Lucien, bo choć sam popełnił wiele niedorzecznych błędów, to właśnie on najbardziej się starał, to jego świat nie kręcił się wokół seksu, to on tak naprawdę chciał dobrze. Ale i tak dostawał po dupie, bo czemu nie.
Nawet ten cały Rhysand był jakiś taki... nijaki. Mimo że rozumiałam jego motywacje i całkiem go polubiłam, to w pewnych momentach jego zachowania mówiły same za siebie: Mam ochotę przelecieć Feyrę.
Mam wrażenie, że to byłby idealny tytuł dla tej książki – ,,Przelecieć Feyrę". Tak naprawdę tylko jej rodzina nie myślała o tym, jak by się jej tutaj dobrać do majtek. Chociaż czort jeden wie, co im po głowach chodziło.

  Dodam również, że niezwykle bawią mnie zachowania bohaterów. To, że w obliczu śmiertelnego zagrożenia są w stanie prowadzić swoje monologi oraz bardzo często zachciewa im się wymiotować lub rzeczywiście wymiotują, to zależy od sytuacji (widocznie muszą mieć niezwykle delikatne żołądki). Zabawne z czasem robią się również dialogi (przykładowo, jak Tamlin rozmawia z Lucieniem, a potem mówi mu coś, co całkowicie zaprzecza poprzedniej wypowiedzi). Rozbroiło mnie też to, jak szybko Feyra zapomina o swojej rodzince. W którejś scenie mówi nawet z sarkazmem, że no tak, ona tutaj tylko je i się kąpie. I wiecie co? Ona w rzeczywistości tylko je i się myje. 
No i czasem maluje, zwracam honor.

  Przyznam, że niezwykle zdenerwowało mnie wydanie tej książki. Nie macie pojęcia, jak bardzo starałam się uważać na swój egzemplarz, jednak jego tył i tak jest opalcowany jak nie wiadomo co. Okładki do tej serii są śliczne, owszem, ale ktoś zdecydowanie nie przemyślał ani sprawy grzbietów (które przy kolejnych częściach podobno niezwykle się gną), ani tylnej okładki, która wygląda teraz, jakby ktoś ją namiętnie macał.

  Nie mogę powiedzieć, że ta książka była zła do cna, bo w końcu polubiłam paru bohaterów, a że mam wyjątkowo dobry humor, wszystkie zgrzyty doprowadziły mnie jedynie do niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Ta książka to jedna, wielka niedorzeczność, przynajmniej dla mnie. Ci, którzy oczekują emocjonującej powieści fantasy, zdecydowanie powinni ją sobie odpuścić, bo mogą sobie jedynie zszargać nerwy.


Muzycznie: 

Bonus (no spoilers):
  
Kiedy Feyra zabija wilka:


Kiedy z czasem orientujesz się, jak arogancką dziewczyną jest: 


Kiedy Feyra chce, żeby Tamlin ją przeleciał: 

 Kiedy ignoruje wszelkie jego polecenia i naraża się na niebezpieczeństwo: 

 Kiedy pojawia się Rhys:

 Feyra ,,pękająca" pod Tamlinem:

Kiedy Feyra wymiotuje: 

Kiedy Tamlin wymiotuje:

 Amarantha i jej ,,tajemnicze", ,,mroczne" knowania:

Rhys i jego ,,podstępny" układ:
Zakończenie: 

 Kiedy pierwszy rozdział kolejnego tomu zaczyna się od ,,zwymiotowałam":

16 komentarzy:

  1. Hahaha te gify <3

    Cóż, masz sporo racji, ale i tak "Dwór..." uwielbiam XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj skoro taka słaba ocena to nie zamierzam czytać... Fantastyka to nie moja bajka.
    Swoją drogą świetna recenzja - i te pomysły z gifami! Świetne! Dołączam do grona obserwatorów bloga.
    Pozdrawiam, Daria z book-night

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogólnie na pewno uważam tę serię za gorszą niż "Szklany tron". Co więcej - pierwszy tom uważam za najgorszy ze wszystkich. Pozostałe dwa jakoś odchodzą bezpośrednio od tej wizji "Pięknej i bestii", ale dalej pozostają tam wątki, które mogą irytować. Ja najmocniej byłam rozczarowana zakończeniem trzeciego tomu, ponieważ nie lubię, gdy zbyt często wskrzesza się postacie w imię żodyn nie może zginąć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha świetna recenzja. Ja oczywiście jestem fanka i uwielbiam, ale fajnie poznać trochę inny punkt widzenia. :D Pierwsza część to faktycznie bardziej romans, aniżeli coś innego. :D
    świetny pomysł z gifami! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam twórczość Maas, "Dwór cierni i róż" to jedna z moich ulubionych serii, jednak twoja recenzja strasznie mnie rozbawiła...już nie mówiąc o końcowym dodatku! Dziękuję za poprawienie mi humoru! :D

    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję!
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2018/01/stracona.amygentry-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Gify są genialne. Mnie pierwszy tom też rozczarował. Zastanawiałam się o co tyle krzyku, ale drugi uwielbiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahha, jakie genialne gify :D Co prawda ja się z nimi zgadzam tylko połowicznie, bo jednak ja bardzo lubię tę książkę. Dla mnie ST jest o wiele lepszy, ale Dwory również uwielbiam! Drugi tom jest dużo lepszy i Rhys nabiera tam więcej charakteru. Ale zgadzam się w 100% z tym, co najbardziej mnie tam denerwowało, czyli "przelecieć Feyrę" xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciągle się zbieram, by w końcu przeczytać "Dwory..." i jakoś się nie udaje. Chociaż może to dobrze, teraz dzięki Tobie nie będę miała zbyt wygórowanych oczekiwań :D


    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. ja tam uwielbiam tę serię, a pierwszy tom był dla mnie baśniowy :) Chociaż z tymi wymiotami to masz rację :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje serduszko w tym momencie boli, bo naprawdę lubię tą serię. I to właśnie pierwszy tom podobał mi się najbardziej. Nie odczuwałam tych wszystkich wydarzeń w książce w taki sposób, jak Ty - może zwyczajnie mnie oczarowała. MIMO WSZYSTKO będę zachęcać Cię, abyś jednak zdecydowała się sięgnąć po drugi tom - zdecydowanej większości osób, które nie akceptowały ,,Dworu cierni i róż", przypadł on do gustu :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze coraz wiecej słyszę o tym, że książka nie jest tak dobra :(
    Bardzo chcę ją przeczytać i pewnie to zrobię, by wyrobić sobie własne zdanie :D


    Buziaki,
    coraciemnosci.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, szczerze dziwię się, że dałaś tak kiepską ocenę tej książce. Ja już jej tak dokładnie nie pamiętam, ale pierwszą część od razu pochłonęłam. Druga część już mnie tak nie zaciekawiła, denerwowała mnie. Cały świat głównej bohaterki się zmienił, ona nie wiedziała czego chce. Trzeciej części już nawet nie kupiłam i chyba nie będę czytać, słyszałam, że jest najgosza z tych wszystkich trzech.

    Zapraszam do siebie: http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham wszystkie książki MAAS mimo ich wad, ale Twoje gify rozwalają system :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię jej książki,super gify :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta galeria gifów jest genialna XD
    Ja się muszę sama zabrać za tę serię, bo ciągle słyszę o niej skrajnie różne opinie. Już nie wiem, co mam o niej sądzić.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Pierwszy tom jest przynajmniej głupiutkim romansem, który nie próbuje udawać powieści high fantasy. Kontynuacja próbuje i traktuje siebie samą na serio, przy czym Maas kompletnie nie umie w world building i psychologię postaci xD

    OdpowiedzUsuń