niedziela, 25 lutego 2018

To, co dała mi woda. – Uratuj mnie (Anna Bellon)

Tytuł: Uratuj mnie

Cykl: The Last Regret (tom 1)

Autor: Anna Bellon

Liczba stron: 352

Wydawnictwo: OMGBooks

Rok wydania: 2016

Kategoria: literatura młodzieżowa

Ocena: 4/10 (ujdzie)

  Kiedyś sądziłam, że Wattpad jest dla amatorskiego pisarza ogromną szansą. W końcu dzięki niemu wydawnictwo może taką osobę zauważyć i wydać jej dzieło. Nie twierdzę, że moje poglądy jakoś bardzo się w tej kwestii zmieniły, ale z niewiadomych powodów odczuwam niejaki niesmak, gdy chcę kupić daną powieść, a połowę jej okładki zajmuje napis: ,,Numer #1 Wattpada". Takie hasło od razu mnie odstrasza, sama nie wiem z jakiego powodu, choć przyczyną może być tu fakt, że jestem do tego portalu nieco zrażona. 
Zdarza się jednak tak, że znajduję powieść, która stamtąd pochodzi i w gruncie rzeczy da się ją bez zażenowania przeczytać. 

 Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.
Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.
„A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.
W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić?
I czy to na pewno przyjaźń?

(lubimyczytac.pl)

  Od początku nie miałam w stosunku do tej książki zbyt dużych oczekiwań. Liczyłam na pozycję, która mnie odpręży i, ale zachowajmy to w sekrecie, z której najzwyczajniej w świecie się pośmieję. Okazało się, że nie było aż tak zabawnie, przynajmniej nie do samego końca, tak jak z góry sądziłam.

  Od początku współczułam Mai utraty ukochanego brata i mimo że ciężko było mi uwierzyć jej w żałobę, w jakimś stopniu z nią sympatyzowałam. Przechodziła ciężkie chwile, całkowicie to rozumiałam. Ciężej było mi jednak pojąć, dlaczego nastolatkowie w tej książce zachowują się jak dorośli, dlaczego zwracają się do rodziców bez szacunku i dlaczego jest w nich tyle agresji. O ile naprawdę polubiłam niektóre postacie (Kayden rządzi), to reszta z nich wydawała się całkowicie papierowa. 
Przez część powieści wręcz czułam żal Mai, to że obwinia się o śmierć Micaha, a potem Kayler okazał się ważniejszy i ten cały smutek gdzieś zniknął. Ot tak. Od czapy. Przecież ta dziewczyna odcięła się od społeczeństwa na trzy lata, nie odzywała się niemal do nikogo, a gdy rozwinął się wątek romantyczny, to wszystko gdzieś znikło. Można tłumaczyć to tym, że Kaylerowi udało się uleczyć naszą bohaterkę, ale... nie da się z dnia na dzień uleczyć koszmarów. Nie da się z dnia na dzień przestać mieć ataków paniki, przestać rzucać się podczas snu... Przecież ta dziewczyna miała PTSD, przynajmniej z mojej perspektywy. Tego NIE DA SIĘ pozbyć. To zostaje, nieważne, jak bardzo człowiek będzie próbował się uzdrowić
Ba, powiem więcej. Maia ma siedemnaście lat, a zachowuje się, jak primadonna. Przecież, gdy zginął Micaha, miała czternaście. A ona, że nie, że nie pójdzie do psychologa. To tak lekkomyślne i puste... Ja po prostu nie umiem tego opisać jakimikolwiek słowami. W ogóle, to pozdrowienia dla rodziców za uszanowanie woli dziecka i za robienie kompletnie niczego w kwestii jej zdrowia psychicznego. Brawo, owacje dla tych państwa na stojąco. Maia była dzieckiem, niepełnoletnią. Teoretycznie rodzice mogli ją zagonić do psychologa, a ona by miała, za przeproszeniem, gówno do powiedzenia. A nie głaszczą ją na każdym kroku, mówiąc: ,,No, nam też go brakuje". Takie rzeczy SIĘ LECZY. 

  Naciągany był ten wątek ,,naprawienia Mai". Głównie z powodów, które wymieniłam wyżej, ale też dlatego, że ni z gruszki, ni z pietruszki postanowiła przyłączyć się do zespołu z ludźmi, z którymi nie rozmawiała od trzech lat. Nie, że coś, ale to wyglądało mniej więcej tak: ,,Maia, weź bądź naszym wiodącym wokalem./Nie, ja nie śpiewam./Maia, no weź./ No ok, w porządku."
Dziewczyna znała tych ludzi, ale się od nich odcięła. I tak nagle postanowiła sobie, że będzie z nimi śpiewać. No super.

  Bardzo spodobało mi się jednak to, że niemal do samego końca nie wiedzieliśmy, jak zginął Micaha. Mieliśmy świadomość, że był to wypadek, Maia miała flashbacki (Psst, PTSD), ale dopiero pod koniec dowiadujemy się całej historii. I w gruncie rzeczy scena śmierci Micaha mnie bardzo wzruszyła (nie płakałam, ale byłam poruszona). Czuję, że tego bohatera naprawdę bym polubiła, gdyby został nam trochę bardziej przybliżony. 
Muszę również dodać, że dzięki scenie wypadku zakochałam się we Florence and the Machine. Już wcześniej lubiłam ten zespół, ale What The Water Gave Me to arcydzieło. 

  Anna Bellon porusza niezwykle ważny wątek przemocy w rodzinie. Jego wplecenie spowodowało, że ta powieść naprawdę bardzo zyskała w moich oczach. Dość mało autorek decyduje się na poruszenie tego wątku, a jeśli ktoś już to robi, nie ma odpowiedniego przygotowania i robi to w dość oklepany sposób. Tutaj mieliśmy naprawdę świetnie przedstawiony fakt, że kobiety powinny walczyć o siebie z całych sił i nie dawać się damskim bokserom.

  Tym, co odstrasza od powieści jest również typowy dla Wattpada styl pisania. Uratuj mnie zawiera przeskoki w czasie (nierzadko tak mocne, że czytelnik nie jest w stanie zorientować się, co się wydarzyło i dlaczego akurat tak się stało). Sam sposób układania zdań również nie jest imponujący. Tym, co mnie rozdrażniło, było to, że autorka normalnie stosowała przekleństwa, a potem nagle wkradało się ,,fuck". I to nie u jednego bohatera. Jeśli ciągiem piszemy (i tutaj teraz najmocniej Was przepraszam) ,,cholera", ,,pierdolić" itp. to nie wiem, dlaczego zamiast ,,kurwa" mamy pisać ,,fuck".
Zirytować może również wplatanie znaków typu ,,XD" do wiadomości głównych bohaterów. Ja rozumiem, że tego się w dzisiejszych czasach używa (czasem wręcz nadużywa), ale niezbyt pochwalam wplatania tego do książki. 

  Myślę, że ta pozycja może spodobać się fanom twórczości pani Hoover, ale tylko, gdy podejdą do niej z dystansem. Widać, że właśnie tą pisarką inspiruje się Anna Bellon, ponieważ mamy liczne nawiązania do jej książek oraz, podobnie jak w Maybe Someday, teksty piosenek, które naprawdę do mnie trafiły. Szkoda, że nie ma ich tłumaczenia i osoba, nieznająca języka, może kompletnie nic z tego nie zrozumieć, ale mimo wszystko pochwalam wplecenie czegoś nietypowego.

  Uratuj mnie to naprawdę ciekawa pozycja. Możemy się przy niej rozluźnić, odprężyć. Nie powiem jednak, że nie jest to książka, która niejednego czytelnika może zirytować. Jest w niej dużo nielogicznych błędów, a Wattpadowy styl wręcz się z niej wylewa. Ale wiecie co? Spodziewałam się czegoś o wiele gorszego i zostałam dość miło zaskoczona.

Muzycznie

Gdy życie daje nam drugą szansę, nie możemy jeszcze raz przeżyć przeszłości i naprawić swoich błędów. Możemy za to przeżyć resztę życia tak, jak tego chcemy. Tak, by już niczego nie żałować.

8 komentarzy:

  1. Przez długi czas przechodziłam obok tej książki obojętnie, ale ostatnio po przeczytaniu jednej z recenzji postanowiłam, że ją przeczytam. I póki co nie zmieniam zdania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko bardzo dobrze napisałaś. Właśnie dlatego nie będę czytać tej książki. Miałam ochotę ją nawet kupić ale dobrze, że tego nie zrobiłam. Po prostu uwielbiam czytać książki, do których jestem pewna i dlatego rzadko się rozczarowuję, więc dlatego po tę książkę nie sięgnę.

    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że natrafiłam na Twoją recenzje, bo kiedyś się zastanawiałam nad tą książką, ale teraz przynajmniej wiem, by sobie odpuścić :)

    Pozdrawiam,
    books-hoolic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem szczerze, że mnie też jakoś tekst "Wattpad" odrzuca od przeczytania danej książki. Więc po tę też nie sięgnę ;) Szczególnie, że tego typu młodzieżówki nie są w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tę powieśc i była ok, nic specjalnego. Masz rację, jest naciągana, ale to debiut autorki, a ja ponieważ sama jestem debiutującą autorką, daję szansę. Cieszyłam się tylko, że akcja nie dzieje się w Polsce, bo nie lubię takich powieści. Z ciekawości przeczytam drugą część, może nie będzie najgorsza.
    pozdrawiam,
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem ciekawa, co ja odkryję we wnętrzu tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam druga część i nawet mi się podobała, ale do pierwszej mnie jakoś nie ciągnie ;P

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń