czwartek, 29 marca 2018

Tutaj jesteś bliżej śmierci niż ja... – Dziesięć poniżej zera (Whitney Barbetti)

Tytuł: Dziesięć poniżej zera

Cykl:

Autor: Whitney Barbetti

Liczba stron: 303

Wydawnictwo: NieZwykłe

Data wydania: 28 marca 2018

Kategoria: romans

Ocena: 6/10 (niezła)

  Powiem to prosto z mostu. Nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, gdyby nie jej komiczna okładka. Zapytam prosto z mostu – co stało się tej pani w szyję? Nie mam pojęcia, ale podejrzewam, że nie nosiła szalika w zimie. Nie rozumiem takiego lekkomyślnego zachowania. Nie zachowała należytej profilaktyki, to teraz ma – żyrafa jak się patrzy. 
Aż mi się przypomina plakat do nowego filmu o Larze Croft, z którego ludzie się najzwyczajniej w świecie naśmiewali (zresztą gdzieś niżej Wam go pewnie wrzucę).
A tak całkiem poważnie – dziękuję tej głupiej okładce za to, że wpadła mi w oko i przyciągnęła mnie do tej historii, bo Dziesięć poniżej zera to kawał dobrej literatury.

  Nazywam się Parker. Moje ciało jest oszpecone bliznami, pamiątkami ataku, którego nie pamiętam. I nie chcę pamiętać. Wolę obserwować życie, niż go doświadczać.
Ludzie dookoła śmieją się, całują, rozmawiają – a ja jestem sama, w kącie, obserwując, jak żyją. Nie zależy mi na nikim i niczym. Czuję tylko jedną emocję. To irytacja. I czuję ją bardzo często.
   Jeden SMS wysłany pod niewłaściwy numer okazał się moją zgubą.
Ma na imię Everett i jest wrednym, natrętnym, aroganckim facetem, który narusza moją osobistą przestrzeń. A co najgorsze: sprawia, że znów coś czuję.
Zawsze jest ubrany na czarno, jak gdyby wybierał się na pogrzeb. Pewnie dlatego, że tak jest. Everett umiera. Z tego powodu chce spędzić ostatnie chwile swojego życia żyjąc, naprawdę żyjąc. I zmusza mnie do tego samego. Abym zmierzyła się z demonami, które zdusiłam głęboko w sobie. Rani mnie, pomaga mi, uzupełnia mnie. Umiera. 

(lubimyczytac.pl)

  Historia Parker i Everetta wciąga od pierwszej strony, choć nasza główna bohaterka to kawał idiotki i chamki. W końcu każdy idzie na spotkanie z nieznajomym kolesiem, nie? Zwłaszcza ktoś, komu nie tak dawno pocięto twarz. Bo w sumie nie ma się nic do stracenia, trzeba korzystać z życia. Uhm. Tak. Na pewno. Jak szukasz wrażeń, lepiej od razu wsadź tyłek do samochodu gwałciciela, skorzystacie na tym oboje. Dodatkowo, przecież każdy kradnie ubrania swoich współlokatorek. Wiecie jak się tłumaczy nasza Parker? Że skoro one są dla niej niemiła, to ona w sumie też będzie. 
Ba, dodam więcej, słuchajcie uważnie. Na koncie tej dziewczyny leży pokaźna sumka za odszkodowanie. Co z nią robi? Nic. Mogłyby wiązać się z tym bolesne wspomnienia, oczywiście, ale jakoś szczególnie się nie wiążą...? Poza tym, że Parker ma blizny i na każdym kroku dziwi się, gdy komuś to nie przeszkadza, to nie przeżywa tego, że prawie została pokrojona. 
A nie, stop, czekajcie, jest jedna scena pod koniec, kompletnie z dupy. 
I wiecie co? Historia blizn Parker, na którą tak bardzo czekałam, też jest odkrywcza jak cztery litery. Słowem jednym ujmując – wcale.


  Ale, ale! Mamy też inne postacie. A konkretnie jedną postać, bo tylko ona ma tutaj tak naprawdę sens. Everett. Okej, człowiek jest gburem, źle traktuje Parker, ale w przeciwieństwie do niej MYŚLI. Zdrowy rozsądek to coś, co ewidentnie posiada. Kiedy dziewczyna przychodzi na spotkanie, ma ją za wariatkę. Gdybym była na jego miejscu, pomyślałabym, że ta laska albo nie ma życia osobistego, albo mózgu, albo majtek pod spódnicą i ciągnie ją do jednego. 
W tym chłopaku jest jakiś magnetyzm, który przyciąga do niego czytelnika, który sprawia, że ta postać daje się lubić. Co do jego charakteru – niezwykła kreacja. O tym trzeba przeczytać, by to zrozumieć, więc nie będę się zbytnio rozwodzić, ale zapamiętajcie jego imię, bo to naprawdę genialny człowiek.

  Sama powieść krok po kroku pokazuje, w jaki sposób dochodzi do leczenia się blizn: zarówno tych widocznych, jak i tych, z którymi mierzymy się w samotności, tymi, którymi naznaczona jest nasza dusza. Jestem pewna, że ta historia przypadnie do gustu wielbicielkom romansów i że pokochają ją osoby, które od czasu do czasu lubią zastanawiać się nad swoim życiem i tym, jak można by je słusznie oraz w najlepszy sposób przeżyć. 

  W tej książce dzieje się naprawdę wiele. Powiedziałabym wręcz, że trochę zbyt wiele. Powieść jest cieniutka, ma nieco ponad trzysta stron, a dzieje się w niej naprawdę dużo. Wydaje mi się, że wszystko toczy się zbyt szybko, a czytelnik nawet nie ma czasu, by odetchnąć i właściwie nie zauważa, kiedy to wszystko minęło. Na swoim przykładzie powiem, że czytałam tę książkę przez dwie godziny z kawałkiem, dosłownie leciała mi przez palce, bo naprawdę się w nią wciągnęłam. Fabuła pochłania bez reszty, to trzeba przyznać, ale niestety została poprowadzona w kiepski sposób, a i zakończenie średnio mnie usatysfakcjonowało.

  Dziesięć poniżej zera to pozycja specyficzna. Jest pełna cytatów, naprawdę mądrych cytatów oraz świetnych motywów. W moich oczach potrzebuje jedynie czegoś, co by spajało te wszystkie genialne fragmenty ze sobą. Puzzle same się nie ułożą, a tutaj dostajemy na tacę garść rozsypanych elementów. Naprawdę pięknych, niemal genialnych, ale wciąż elementów.

  Wydawnictwo Niezwykłe zrobiło kawał dobrej roboty, bo mimo żyrafiej szyi na okładce, książka jest dość miła dla oka oraz wygodna. Czcionka jest przejrzysta, a sama powieść leciutka, więc bez problemu można ją zabrać niemal wszędzie.

  Nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić tej powieści. Nie uważam jej za złą, a do geniuszu brakowało jej zaledwie parę kroków, naprawdę. Ta książka jest prosta i tą dobitną prostotą słów przekazuje prawdę, niekiedy ciężką do przełknięcia. Ogromnie trafiła do mnie ta brutalność i naprawdę żałuję, że znalazło się tu tyle niedociągnięć, bo gdyby autorka dopracowała tę książkę, znalazłaby się na czele moich ulubionych autorek.

  Jeśli chcecie przeczytać coś niezobowiązującego, jednak jednocześnie coś, co zmiecie Was z nóg, powinniście zdecydować się na tę pozycję. Jestem dość wybrednym czytelnikiem, dlatego do mnie nie trafiła, ale sądzę, że powinniście przekonać się na własnej skórze, bo naprawdę warto, choćby dla genialnego Everetta. 


Muzycznie

Za egzemplarz recenzencki oraz zaufanie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłemu!



 Książkę możecie zakupić po niskiej cenie na moim kiermaszu: KLIK!

4 komentarze:

  1. "do geniuszu brakowało jej zaledwie parę kroków, naprawdę" - no ja akurat bym powiedziała, że brakowało jej kilku kilometrów :D
    Powoli ją kończę i kurczę, nie. Srogo się rozczarowałam, niestety :/


    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie akurat ta pozycja trafiła, a do zauroczenia mnie w sobie prostotą brakowało naprawdę, ale to naprawdę niewiele. Bardzo cenię sobie takie zwykłe, acz wartościowe pozycje. :)

      Usuń
  2. Widzę same pozytywnie opinie i jestem mega ciekawa, choć sama z siebie nigdy nie zwróciłabym na nią uwagi. Może przy najbliższej okazji po nią sięgnę :D
    Pozdrawiam!
    Niebieskie Iskry

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie byłam ciekawa tej pozycji, ale jakoś teraz mi trochę to minęło i raczej sobie lekturę odpuszczę, choć wiele osób się nad nią zachwyca.

    Pozdrawiam,
    books-hoolic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń