niedziela, 20 maja 2018

Dlaczego gardzę Gerwazym i mam bekę z Wokulskiego? Czy warto czytać lektury?

Dokładnie czternastego maja bieżącego roku przystąpiłam do ostatniego egzaminu maturalnego, którym, w moim przypadku, był ustny polski. Do tego czasu jak głupia nadrabiałam lektury z gwiazdką, bo, musicie to o mnie wiedzieć, nie mam szczególnego zapału, jeśli chodzi o czytanie tego, co mi ktoś narzuca. Ba, ja nienawidzę, kiedy ktoś zmusza mnie do czytania jakiegokolwiek streszczenia, a co dopiero wielgachnej powieści. Jeśli wiem, że czegoś nie chcę robić, mój mózg za wolno trybi i nie przyswaja tego, co widzą oczy.
Jednak.
Koniec końców, zbliżała się matura, więc postanowiłam nadrobić teksty z gwiazdką. Nie stawiałam sobie poprzeczki wyżej, bo wiedziałam, że to nie ma najmniejszego sensu. Jako że w trzeciej klasie dziwnym trafem przebrnęłam dobrowolnie przez Ferdydurke, a lektury gimnazjalne jako tako znałam, zostały mi: Dziady, Pan Tadeusz, Lalka, Sklepy cynamonowe oraz Wesele

Postanowiłam, że dzisiaj opowiem Wam, jak czytało mi się te przewspaniałe teksty literackie. Gwarantuję dobrą zabawę. 



Cofnijmy się do pierwszego maja. 
Zostały trzy dni do podstawy oraz rozszerzenia z języka polskiego, a ja wiedziałam tyle co nic. Wszyscy wyrokowali Mickiewicza, więc starałam się czytać Dziady, ale po prostu przez nie nie przebrnęłam. Odłożyłam je na rzecz Lalki. Podsumować Wam tu tą przepiękną oraz cudowną lekturę? Proszę bardzo.
Typ pod pięćdziesiątkę wraca sobie z wojny, na której był, żeby wzmocnić swój status majątkowy i by dzięki temu zakochała się w nim dziołcha, którą sobie upatrzył. Oczywiście, ona przez całą powieść z nim pogrywa, a on jej naiwnym frajerem, który daje się na to nabrać. 1:0 dla Izabeli, bum. Facet uczy się dla niej nawet języka, dzięki czemu podsłuchuje rozmowę z jej fagasem i dowiaduje się, jaką zdzirą jest. Z rozczarowania własną postawą idzie się zabić, ale w sumie mu się nie udaje (ups, szkoda). Potem w sumie to podejrzewają go o wysadzenie się w ruinach zamku, więc nie wiadomo, jak skończył, a Izabela idzie do zakonu.
Skończyłam czytać trzeciego maja i dokładnie tego też dnia zabrałam się znowu za Dziady.
Wiecie co było na maturze?
LALKA
I'm just prophet, nothing special. 




Już ósmego maja pisemne egzaminy były za mną, a pisało mi się je całkiem przyzwoicie, więc raczej nie będę miała problemu ze zdaniem. 
Zbliżały się jednak ustne. 
Bez problemu zabrałam się za Wesele (to dopiero książka bez sensu) i opornie, acz sukcesywnie zakończyłam przygodę z Dziadami (Mickiewicz miał dobry towar, jak to pisał, mówię Wam). 

Jesteśmy przy trzynastym maja. Czternastego mam ustny egzamin, więc w końcu biorę się za gwóźdź programu (ta, chyba do trumny), czyli Pana Tadeusza.
Jest to niezwykle emocjonująca opowieść o facecie, który napalił się na czternastoletnią dziewczynkę i jest ślepym debilem, bo na wstępie pomylił ją ze starą babą (pozdro, Telimena). I jeszcze przeżyłabym to, że ta książka jest o niczym. BO JEST O NICZYM. Ale. Coraz częściej zaczął pojawiać się niejaki Jebazy Gerwazy. Kim jest ta świetna postać? Otóż musicie wiedzieć tyle, że jest to człowieczek, który wszędzie się wwala. Dosłownie wszędzie. Każdemu wsadzi kij w dupę, na każdego nakabluje, ale sam jest święty jak dziewica. Przyczynia się między innymi do śmierci Bogusława Lindy Jacka Soplicy. Dlaczego? A no bo postanawia się wpieprzyć na pole walki. I TO NIE RAZ. Na koniec okazuje się, że wie, gdzie schowany jest skarb, który należy do rodziny tego czternastoletniego dziecka. I że w sumie sam ma dużo kasy, a chciałby pilnować kiedyś dzieci jej i Tadeusza.
AHA?



Czternastego nieźle się zdenerwowałam, bo ludzie przede mną dostawali straszne tematy. Mimo wszystko, postarałam się jakoś opanować i weszłam na salę egzaminacyjną. Temat?
Rola pieniądza w literaturze.
Lalka mnie prześladuje.
Ale dobra, temat w miarę okej. Odwołałam się do obrazu, Lalki, Opowieści wigilijnej oraz Forresta Gumpa. Przy okazji pomyliłam Wojskiego z Wysockim (fuck you, Mickiewicz). Po wyniki weszłam do sali z pietrem, bo bałam się, że podciągnęli to pod kardynała. Co się okazuje?
Pozamiatałam na 90%. 

Aaa, zapomniałabym.
Sklepów cynamonowych nie czytałam. I prawdopodobnie nigdy nie przeczytam.

Rozwodzę się i rozwodzę, ale chciałabym przejść do setna całej sprawy. Czy warto czytać te lektury czy w sumie nie warto?
Nie da się ukryć, że wiele powieści przekazuje naprawdę ważne wartości i jestem świadoma, że Mickiewicz również chciał je przekazać (ups, nie wyszło), i że to właśnie dlatego szkolnictwo katuje nas lekturami. 
Nie widzę sensu w takim ,,wymuszaniu czytania", bo co z tego, że nauczycielka wytłumaczy takiemu uczniowi X sens Dziadów, skoro i tak ten człowiek potem będzie miał na to wywalone. To brzmi okropnie, zdaję sobie z tego sprawę i rozumiem również to, że powinno się szanować patriotyczne wartości, ale sorry, na siłę to nie działa. Ludzie w liceum mają większą samoświadomość niż w gimnazjum, ale i tak rzadko interesują się takimi sprawami. 
Broń Boże nie namawiam Wam do tego, żebyście przestali czytać lektury, ale jak Wam się coś nie podoba, czasem naprawdę lepiej jest przeczytać streszczenie (ze szczegółowych wyciągnięcie to samo, co z lektury, naprawdę). O ile pozycje, które są z gwiazdką, powinno się przeczytać, o tyle te bez... no przepraszam, nie ma sensu, chyba że dla wyższych stopni czy samo satysfakcji. 

Jeśli jesteście ciekawi jakiejś lektury, sięgnijcie po nią, ale nie dawajcie sobie wepchnąć niczego na siłę, bo jeśli czytacie coś sami dla siebie, maturę z polskiego zdacie bez żadnego problemu. Ludzie odwołują się do reklam Żubra, Biedronki, Lidla, Visira, a i tak zdają. Bardziej niż Chłopi przyda Wam się analiza twarzy Chajzera, podczas zachwalania proszku, serio. 
Oczywiście, zdarzają się wyjątki typu ,,Obraz wsi w literaturze", ale pod to też da się naciągnąć wszystko. Naprawdę. 
Mój kolega dostał temat związany z przedmiotami codziennego użytku. Opisał tekst, odwołał się do Szybkich i wściekłych i jego wypowiedź oceniono na 70%. 
Matura to bzdura, kochani, zwłaszcza ustna. 

W całym życiu przeczytałam jedną, jedyną lekturę z przyjemnością. Zrobiłam to z własnej woli, długo po omawianiu jej między sobą w klasie. Była to Dżuma Alberta Camusa. 
Od tamtego czasu jest to moja ulubiona książka i wiem, że będę do niej wracać wielokrotnie.

Czasem naprawdę warto jest czytać lektury i naprawdę Wam tego nie bronię, ale jak widzę powagę niektórych uczniów, przygotowujących się do ustnej, chce mi się śmiać. Niech robią co chcą, naprawdę im nie bronię, ale wielu z nich tak się męczy, że aż żal ściska człowiekowi serce. Nie dajcie się zwariować, moi drodzy. 
Czy czytacie lektury, czy nie, róbcie to z głową i przyjemnością. Nic na siłę.

Czasem trzeba trochę wyluzować, naprawdę. 
Ale róbta, co chceta, najwyżej zacznie Was nawiedzać Gerwazy. 
Kurtyna. 

12 komentarzy:

  1. Również zdawałam w tym roku maturę i to, że przeczytałam "Lalkę" uratowało mi dupę, bo też nie czytałam zbytnio lektur, ale ja ich nie czytałam przez presję czasu 2 tygodnie i książka na ponad 300 stron plus masa innych lekcji tak, bo ja nic nie robię tylko czytam.
    Uważam, że lektury powinny być mocno odświeżone, bo niestety, ale te już do nas nie przemawiają.
    Buziaki :*
    Fantastic books

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie lubiłam lektury do 1 klasy liceum. Były logiczne, przyjemne i naprawdę dobrze mi się je czytało. Ale potem pojawiły się te wszystkie dziwadła, które zakrawały na absurd i dałam sobie spokój. Moja przygoda skończyła się na "Lalce", gdzie po prostu miałan ochotę rzucać czytnikiem o ścianę. Tak tępych i irytujących bohaterów jeszcze nie spotkała. Potem były coraz bardziej dziwne książki, aż w końcu dobiliśmy do Ferdydurke. Czytając streszczenie zastanawialam się, czy ono na pewno jest prawdziwe a nie pisane przez jakieś trolla dla beki. Naprawdę... coś takiego wstawić jako lekturę z gwiazdką? Dopiero potem pojawiły się książki takie jak powiść Krall czy "Inny świat" i dopiero wtedy wrociła mi wiara w system edukacji w tym kraju.

    Pozdrawiam i zapraszam:
    Biblioteka Feniksa

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem osobą, która będąc na polskim rozszerzonym przeczytała z ok. 40 lektur... trzy. Tristana i Izoldę. Kocham tę książkę całym serduszkiem. Czytałam Tadzika... i mi się podobało! Serio, nawet pamiętam, że się śmiałam z niektórych rzeczy. I Wesele. Z którego nic nie jarzyłam, czyli zmarnowałam czas. Uważam, że jak już ktoś chce czytać lektury to Wesele spokojnie można ominąć, bo nie da się z niego wyciągnąć niczego, chyba że się to omówi. Jestem też przykładem osoby, która ze streszczeń dała sobie radę naprawdę nieźle. No, ale dużo tych streszczeń czytałam nie da się ukryć. Ale cały ten polski to taka strata czasu. I tak naprawdę można się odwoływać do każdej książki jaką przeczytaliśmy... a my, czytamy sporo. :D Poza tym dlaczego też nie widzę sensu czytania lektur? Bo się je zapomina. Gdybym przeczytała Lalkę w tej drugiej klasie, na 100% nie pamiętałabym niczego na maturze bez streszczenia. Jak ja moje zwykłe, ulubione książki, które kocham zapominam. Nie da się pamiętać po tak długim czasie i wychodzi na to samo, jakby się lektury nie czytało, bo streszczenia i tak trzeba ogarniać. :)
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. "Lalka" bardzo mi się podobała, ale przyznam że Twoje streszczenie tej lektury mnie urzekło <3 Ja wszystkich lektur w technikum nie czytałam. W sumie to większości nie przeczytałam hahah xd Dawałam sobie świetnie radę ze streszczeniami i moją wyobraźnią. Czego nie wiedziałam to zmyśliłam, ale tak, żeby było prawdopodobne, że takie coś w książce było.
    Aaaa i jak coś, maturę pisałam w ubiegłym roku.
    Na pisemnym polskim odwołałam się w rozprawce do "Lśnienia" Stephena Kinga, "Znachora" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, "Ani z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery i "Lalki" Bolesława Prusa. Zapełniłam prawie całe możliwe miejsce i udało się mi napisać na maksa:D
    Natomiast na ustnym miałam temat związany z neologizmami i poległam xd Nie mogłam wymyślić nic ambitnego, więc odwołałam się do Harry'ego Pottera i do czegoś jeszcze, tylko zapomniałam :D Udało się na 63%, więc tragedii nie było.
    Według mnie na pewno trzeba znać "Lalkę" w całości. To jedyna lektura ze szkoły średniej, którą przeczytałam od początku do końca. A tak to jeśli jest się zapalonym czytelnikiem i czyta się wszystko tylko nie lektury, to maturę można zdać bez problemu. Można odwołać się do wszystkiego. Gdzieś nawet widziałam jak jakiś chłopak pytał się o motywy w książkach Mroza :D
    Matura to bzdura. Dziękuję za uwagę! :* Dolina Książek ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. JA Dziady lubiłam były ciekawe XD
    A co do matury chwała miałam starą maturę i wybrałam "Granicę" , "Nie boską komedię", "Makbeta" także te mi się podobały :D Lalka to dla mnie nuda, a Ferdydurke, to porażka sama w sobie xD No i jeszcze cudowne Tango, z którego do tej pory śmieje xDD

    Buziaki,
    coraciemnosci.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. No witaj bratnia duszo! :D
    Mam DOKŁADNIE TAKIE SAMO zdanie odnośnie lektur jak ty.
    W sumie w liceum w całości przeczytałam tylko Kamizelkę (bo krótka i napisana w miarę okej językiem)i Cierpienia młodego Wertera (ale to pod koniec kwietnia jak przygotowywałam się do matur - i nawet użyłam go w rozprawce jako przykład tęsknoty Wertera do Loty, także opłaciło się czytanie xD). Więcej przeczytanych lektur nie pamiętam. :D
    Bliżej matur (czytaj pod koniec kwietnia) stwierdziłam, że czas zabrać się za streszczenia lektur. No i byłam stałym bywalcem na ostatnim dzwonku gdzie leciałam ze szczegółowymi streszczeniami i o dziwo wszystkie lektury rozumiałam i wiedziałam o co w nich chodzi. Na przykład taki Pan Tadeusz kurde kijem bym tego nie tknęła - już sama inwokacja była nudna jak flaki z olejem, a dzięki tej stronie zrozumiałam mniej więcej o co chodzi w tej przeklętej książce.
    Lalka to juz w ogóle jakieś nieporozumienie - taka wielka cegła, która opowiada dokładnie o tym co streściłaś w tych kilku słowach w swoim poście. :D
    No i Dżuma - przeczytałam połowę książki, dalej już mi się nie chciało, bo język i styl autora były dla mnie dość męczące, ale jak czytałam streszczenie na ostatnim dzwonku to strasznie mi się spodobała ta historia i liczę na to, że użyję jej dzisiaj na ustnym polskim (mam za 2,5 h, ale nie chce mi się uczyć, więc siedzę w czeluściach internetu xD). W ogóle matury ustne to bzdura totalna - znów się z tobą zgadzam. :D
    Osobiście uważam, że lektury tylko zniechęcają młodych ludzi do czytania, przez to jak ułożony jest kanon lektur - no błagam czy jest tu ktoś kto lubi Pana Tadeusza, czy Lalkę? Uważam, że pozycje, które wpisane są w kanon lektur nie wnoszą nic do naszego życia i czytanie ich na siłę nie ma kompletnie sensu - to po prostu męczy, zjada energię i czas *nawet jakiś czas temu pisałam post o lekturach :D).
    Mam nadzieję, że moja wypowiedź nie wyszła zbyt chaotyczna, ale miałam natłok myśli w głowie i starałam się napisać tutaj wszystko to co mi po tej głowie chodziło, więc powstał w tym moim komentarzu mały bajzel, ale przynajmniej czuję że wyczerpałam temat i wyraziłam swoje zdanie na ten temat (przynajmiej częściowo). :D
    Pozdrawiam serdecznie!
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Gerwazy-Jebazy, kupiłaś mnie tym, przeczytałem cały tekst i aż skomentuję. Choć Twój wpis jest mocno ironiczny, to dużo prawdy w tym co napisałaś. Zgadzam się, że nic na siłę. Żaden uczeń nie zacznie czytać z przyjemnością, gdy stoi nad nim nauczyciel i grozi złą oceną z kartkówki, czy innego sprawdzianu. Po drugie uważam, że te lektury są źle dobrane do wieku uczniów. Zestawiając wiek ucznia i daną lekturą, to ile taki młody umysł jest w stanie wyciągnąć z archaicznego tekstu, naładowanego podtekstami, które tylko polonista dostrzega, przez co wydaje się być niespełna rozumu. Powiem jak było ze mną: lektury obrzydziły mi czytanie i nie czytałem ŻADNYCH książek do 16-17 roku życia, bo myślałem, że wszystkie książki są takie głupie i niezrozumiałe, jak lektury. Szkoła wpoiła mi złe wzorce, odwrotne względem pożądanych i żałuję, że tak się stało. Wciąż mam trochę ból dupy do moich nauczycieli, że mi to zrobili. Teraz, kiedy kończę studia magisterskie widzę, jak głupie było gimnazjum i liceum, jak skretyniali byli ci nauczyciele, prowadząc taką krucjatę przeciwko nieczytającym lektur i wykładając ich treść, tak by pasowała pod klucz. Nie liczyła się własna interpretacja, płynąca z lektury, wrażenia estetyczne, to co zostawało w głowie po przeczytaniu. Poloniści uczyli odpowiadania na konkretne pytania w sposób taki, jaki oni sobie życzyli, narzucali swoje interpretacje, a jak się miało inną to dostawało się szmatę. Wspomnianą przez Ciebie "Dżumę" przeczytałem na pierwszym roku studiów, w ramach zajęć z literatury powszechnej. Nasz wykładowca od literatury co tydzień zadawał inną książkę, ale zadawał książki naprawdę ciekawe i wiele osób je czytało, mimo, że przeczytać jedną książkę na tydzień, to pewne wyzwanie. Niektórzy nie czytali do końca, bo nie nadążali, ale nie byli za to karani złą oceną. Każdy na zajęciach miał prawo przedstawić swoje wrażenia, swoją interpretacje, te interpretacje były dyskutowane, wszystko przebiegało po ludzku i w fajnej atmosferze, nikt nikomu niczego nie narzucał. Podstawówka, gimnazjum i liceum ssą pod tym względem.

    Prowadzę bloga na temat literatury fantastyczno naukowej. Jeśli ten gatunek Cię interesuje, to zapraszam serdecznie.

    http://sfera-dysona.blogspot.com/
    https://www.facebook.com/Sfera-Dysona-181550752566550/

    Paweł

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja akurat byłam typem, który przez całą podstawówkę, gimnazjum i liceum czytał lektury - i to dosłownie każdą, nieważne jak bardzo nudna by nie była. A niestety, tych nudnych było x razy więcej niż ciekawych :D Taką "Lalkę" np. czytałam dwa razy, pierwszy w wakacje (!!! :D ) przed klasą maturalną. I powiem Ci, że gdy czytałam ją ot tak, tylko dla siebie, to nie była taka zła. Naprawdę ;) Później sięgnęłam po nią po kilku miesiącach, gdy omawialiśmy ją na lekcjach. I cóż. Czytanie jej było KOSZMAREM.
    Co do lektur, które są dobre - KOCHAM "Anię z Zielonego Wzgórza", tak bardzo, że przeczytałam całą serię i - pomimo że nie cierpię Henryka S. - "Quo Vadis". Jeśli więc nie znasz to wiesz... Ja polecam ;)

    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie warto czytać lektur! :)
    Przez całą edukację szkolną tylko wybrane przeczytałam i je do dziś mam w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Sądząc po komentarzach wyżej - wzbudziłaś przypływ negatywnych wspomnień u wszystkich którzy amturę mają juz za dobą :D Ja nie będę odosobniona...

    LALKA... Nie dość, że *przepraszam wszystkich fanów* ale jest książką wybitnie GÓWNIANĄ to mam wrażenie, że jest na maturach ROK w ROK. Ja zdawałam maturę 10 lat temu i też mnie spotkała. Żeby było zabawniej rok wcześniej też była. I dwa lata wcześniej TEŻ. Po jaką cholerę każą czytać te wszystkie nudne i dla większości niezrozumiałe tomiszcza skoro wiadomo, że na maturze i tak spotka Cię "Lalka"?

    Jebazy <3 Pewnie wiele osób się obruszy bo przecież "Pan Tadeusz" to nasza epopeja narodowa! No cóż mogę powiedzieć? Szkoda, że tak się nam trafiło no. Też uważam, że jest to książka o niczym a mój ból dupy wywodzi się z prostej przyczyny - moja polonistka była zakochana w Mickiewiczu. Te cholerne "Dziady" przerabialiśmy BITY semestr. S-E-M-E-S-T-R. Potem sami musieliśmy nadrabiać inne lektury do matury... Polonistka była taka stara, że nawet bardzo możliwe że coś ja z Adasiem bliższego łączyło, może wiedziała coś o czym nam nie powiedziała.
    Z "Wesela" i "Chłopów" miałam poprawkę w polskiego. Tego się NIE DA CZYTAĆ. Nosz kuwa! Zasypiałam z książką z ręce, już pominę fakt, że w "Chłopach" rozumiałam co 3 zdanie.

    Koniec końców - jedną z BARDZO nielicznych lektur które faktycznie przeczytałam z przyjemnością była podobnie jak u Ciebie "Dżuma". Zakochałam się też w "Mistrzu i Malgorzacie"
    Zastanawiające bo żadna z tych książek nie była omawiana W SZKOLE. Do tego zauważyłaś, że obie książki nie są dziełami polskich autorów? Coincidence? I don't think so.
    Także tego... I feel you girl. Dobrze, że juz po wszystkim co?
    A! I gratuluje świetnego wyniku z ustnej!

    Dodaje do obserwowanych bo ja tu muszę koniecznie wrócić! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze lubiłam lektury, niemal wszystkie przeczytałam z przyjemnością (oczywiście były i takie, które czytałam, zgrzytając zębami, ale to raczej wyjątki, np. Werter). Omawianie bywało bolesne, bo np. lubię Izabelę, a nauczyciel forsował interpretację, według której jest to postać skrajnie negatywna i jednowymiarowa. (Ale Wokulskiego nie znosiłam). Dziady są piękne, niektórych fragmentów nauczyłam się na pamięć, tyle razy je czytałam :) A do Sklepów cynamonowych warto zajrzeć ze względu na niepowtarzalny język, jakim posługuje się autor. Ogólnie nie sądzę, by chodziło (tylko) o przekazywanie wartości, zwłaszcza że niektóre historie strasznie się pod tym względem zestarzały. Czytamy te powieści, by lepiej poznać historię literatury (i kultury).
    Oczywiście nie sądzę przy tym, że należy się przejmować samą maturą. Tyle że niektórych nie sposób uspokoić i przekonać, że to nie koniec świata ;)

    OdpowiedzUsuń