czwartek, 24 maja 2018

Emocjonalna torpeda! – Tam dokąd zmierzamy (B.N.Toler)

Tytuł: Tam dokąd zmierzamy

Cykl: –

Autor: B.N. Toler

Liczba stron: 331

Wydawnictwo: NieZwykłe

Rok wydania: 2018

Kategoria: romans

Ocena: 8/10 (bardzo dobra)

  Niektóre książki są naprawdę fenomenalne, a do serca czytelnika trafiają, najzwyczajniej w świecie, prostotą. Znaleźć taką powieść to nie lada wyczyn, ale gdy się już to zrobi, dochodzi się do wniosku, że przeszłoby się przez cały proces szukania jeszcze raz, tylko dlatego, by móc się ponownie zakochać w czymś tak dobrym i poruszającym.

  Pewne wydarzenie spowodowało, że Charlotte posiada dar widzenia duchów. Ma już jednak serdecznie dość życia, bo nie ma w nim nic swojego, wszystko stanowią problemy tych, którzy nie mogą przejść na drugą stronę. Dziewczyna postanawia popełnić samobójstwo, jednak zapobiega temu Ike. Chłopak zginął na wojnie w Afganistanie i ma swoje niedokończone sprawy. Gwarantuje Char, że pomoże znaleźć jej pracę i lokum, a ona ma pomóc mu dotrzeć do brata, który po jego śmierci zaczął brać narkotyki. Dziewczyna przystaje na układ, nie mając pojęcia, że nie wyjdzie z niego bez blizn oraz złamanego serca.


  Ta książka jest przepiękna i tyle.
Na początku myślałam, że przez nią nie przebrnę, bo pojawiały się wzmianki o erekcji na widok damskiego tyłeczka i tym podobnych rzeczach, ale mniej więcej w połowie powieści zaczęłam rozumieć, że to nie jest kolejny romans z trójkątem miłosnym i głupiutką bohaterką w tle. Sprawy zaczęły nabierać tempa i w fabułę zostało wplątanych mnóstwo wątków (ten dotyczący miłości spadł na ostatni tor, uwierzcie mi). O wiele bardziej zostają rozwinięte wartości takie jak przyjaźń, czy rodzina. Autorka na wiele sposobów pokazuje nam, jak radzić sobie ze śmiercią bliskiej osoby, a jednocześnie dostarcza nam przy tym niemałych wrażeń.
Tam dokąd zmierzamy to powieść, która pod względem konstrukcji jest arcydziełem.

  Charlotte nie jest kolejną idiotką, która ma pstro w głowie. Ta dziewczyna została rzucona na głęboką wodę w bardzo młodym wieku i musiała zupełnie sama zmierzyć się z przeciwnościami losu. Naprawdę podziwiam tę dziewczynę. Nie jest jedną z tych, której jest mokro w majtkach na widok umięśnionego faceta, tylko przede wszystkim skupia się na tym, by upewnić się, że zbłąkana dusza przejdzie na drugą stronę.
Reszta bohaterów jest równie nietuzinkowa i bez problemu można ich pokochać.
Podziwiam autorkę za przedstawienie George'a, bo wydaje mi się, że nie było to łatwe zadanie. Chłopak jest w żałobie, gubi się we własnym życiu i... ucieka w nałóg. A potem, dzięki naszej bohaterce, powoli się z niego leczy. Ich relacja to złoto, naprawdę.
Na największe oklaski zasługuje jednak postać Camerona. Oluju, on ma najlepsze teksty! Można płakać ze śmiechu, kiedy zawstydza swoją matkę; dzieciak ma łeb na karku, no po prostu go uwielbiam!

  Ta powieść to kopalnia świetnych cytatów i, uwaga, nie sprawiają one, że staje się pompatyczna. Mamy mnóstwo złotych myśli, ale są one wstrzelone w punkt i widząc je gdzieś na lustrze, codziennie, można dostać zastrzyk motywacji.

  Sama powieść jest dość krótka i odczuwałam niejaki niedosyt po jej skończeniu, ale wszystko ma swój koniec w punkcie, którego nie można było lepiej obrać. Teraz muszę przyznać, że jestem w pełni usatysfakcjonowana tym, jak wszystko zostało poprowadzone.
Niektórzy ludzie zarzucają jej przesyt wulgaryzmów, ale myślę, że zostały one użyte w odpowiednich momentach. Halo, nie można zapominać o tym, że nie mamy tu do czynienia z dziećmi, tylko z dorosłymi ludźmi, którzy, nie oszukujmy się, klną. Nie można wymagać od każdej książki, by była przesadnie grzeczna.

  Największym minusem tej książki jest sposób, w jaki została zredagowana i nie wierzę, po prostu nie wierzę, że ktoś wpuścił powieść na rynek w takim stanie. Nie do końca wiem, w jaki sposób działają wydawnictwa, ale wydaje mi się, że znajdują się w nim osoby odpowiedzialne za korektę. 
Nie chcę, żeby ktoś zrozumiał mnie źle, ale to jest moja subiektywna ocena, którą jestem w stanie poprzeć solidnymi przykładami i... to wydanie ma błędy. 
Ktoś się zdecydowanie do tej książki nie przyłożył. Rozumiem, że to wydawnictwo jest nowe i że każdy ma prawo popełniać błędy, ale jestem na takie rzeczy bardzo wyczulona i wydaje mi się, że właśnie od tego jest mnóstwo osób w ekipie wydawniczej. W końcu wydawnictwo nie składa się z jednego człowieka, który nie jest w stanie dopilnować każdego szczegółu. Mówimy o powieści, której mamy solidny nakład i nad którą pracuje określona ilość osób.
Nie sądzicie, że pauzy od akapitu to drobna przesada? Na więcej niż jednej stronie tekst jest dosłownie rozstrzelany. Do wszystkiego dochodzą randomowe wyrazy, które zostały napisane pochyłą czcionką. Jedno ze zdań w moim egzemplarzu wyglądało następująco: ,,Wpatruje się we mnie z zaciśniętą szczęką". Dodatkowo dwa razy występuje zestawienie imienia George z czasownikiem w formie żeńskiej. 
Czy wydawcy sugerują nam, że nasz George co jakiś czas zmienia płeć?
Jest mi ogromnie przykro, bo ta pozycja zasługuje na dziesiątkę, ale niestety jej nie dostanie, a przynajmniej nie dostanie jej te wydanie. Nie spodziewałam się takiego niedopatrzenia po tym wydawnictwie.

  Ta książka to istne arcydzieło pod względem fabuły oraz bohaterów, ale niestety niewypał, jeśli chodzi o sposób, w jaki została wydana (propsy jedynie dla grafika, bo wykonał(a) nieziemską robotę). Nie mam zamiaru nikogo urazić, ale, w mojej opinii, nie powinno się dopuszczać książki do wydruku, dopóki nie została dobrze sprawdzona.
Ja swój egzemplarz oddałam, mam nadzieję, że będzie dobrze służył pewnej zapalonej czytelniczce i nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć, że jeśli znacie język, powinniście raczej zaopatrzyć się w wydanie anglojęzyczne. Właśnie tak robię ja, zwłaszcza, że Where One Goes dostało wczoraj niezwykłą okładkę, jest przepiękna. 


Muzycznie

Za książkę do recenzji oraz zaufanie dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu

21 komentarzy:

  1. Nieziemsko chciałam ją przeczytać, czaiłam się nawet na zakup własnego egzemplarza, ale tak jak Ciebie rażą mnie błędy w wydaniu. Także ten, odpuszczę ją sobie. Albo o! Odwiedzę bookdepository, może ma dla mnie jakąś fajną ofertę :D


    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy za recenzję. Jesteśmy zaskoczeni tak brutalnym osądem odnośnie naszego wydania. Przejrzeliśmy nawet jeszcze raz książkę, żeby znaleźć "rozstrzelany" tekst, przy dużej czcionce wyrazy nie dzielą się tak swobodnie jak przy małej (coś za coś), ale za bardzo nie wiemy o co tak naprawdę chodzi (można prosić o przykłady).
    "Do wszystkiego dochodzą randomowe wyrazy, które zostały napisane pochyłą czcionką" - tutaj staraliśmy się uszanować wolę autorki i zastosować kursywę tam gdzie ona też to zrobiła.
    "Dodatkowo dwa razy występuje zestawienie imienia George z czasownikiem w formie żeńskiej" - tutaj trudno powiedzieć, można prosić o te przykłady, błędy się zdarzają każdemu (zwłaszcza przy kilkuset stronach tekstu), ale czasem błędu nie ma a jest błędne zrozumienie Czytelnika (nikt nie jest nieomylny).
    Krytyka jest częścią naszej pracy, ale tutaj kilka rzeczy kompletnie jest nietrafionych, a pisanie, że "nie wierzę, po prostu nie wierzę, że ktoś wpuścił powieść na rynek w takim stanie" jest dla nas krzywdzące.
    Wydawnictwo NieZwykłe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotychczasowo nie spotkałam się z takimi błędami w Państwa książkach, więc byłam nimi zaskoczona. Jestem w stanie przytoczyć konkretne numery stron, na których pauzy są od akapitu (przykładowo strona 86), a posiadając egzemplarz w oryginale wiem, że pochyłej czcionki w pewnych miejscach tam nie ma. Odwoływać można się do przytoczonego przykładu, w oryginale nie ma tam tego błędu.
      Jak wspominałam, błędy zdarzają się każdemu, ale ich ilość w moim egzemplarzu była dość rażąca, a sama jestem okropnie wyczulona na ich punkcie: wszystko zależy od subiektywnego spojrzenia czytelnika; mnie pauzy od akapitu denerwowały. Kilkaset stron tekstu do przeredagowania to jedno, a dokładne sprawdzenie go, to kompletnie inna sprawa. Doceniam ciężką pracę i rozumiem wkład każdego z osobna w tę książkę, ale istnieją wydawnictwa, które wydają ponad 500 czy 800 stronicowe powieści, a jakoś radzą sobie z tekstem.
      Według mnie, moje przykłady są trafione, w dodatku dosadnie. Jeśli ktoś nienawidzi błędów, będzie sobie rwał włosy z głowy. Moim zadaniem jest ocena zarówno powieści, jak i wydania, a w przypadku tego drugiego niestety bardzo się zawiodłam. Nie ukrywam również, że każdemu, kto zna język, będę polecać anglojęzyczną wersję, bo jest naprawdę świetnie zredagowana. :)
      W tym przypadku zwróciłam uwagę na błędy, bo w powieściach, które dotychczasowo czytałam, zdarzały się jedynie literówki i gdyby o literówki chodziło, puściłabym to mimo uszu.
      Czytelnik to również konsument i ma prawo cieszyć się dobrej jakości produktem.

      Usuń
    2. Dziwna postawa wydawnictwa...
      Rozumiem, że tłumaczycie się Państwo np. wolą autorki i to jest w porządku, ale tak na dobrą sprawę, to czytelnik tego nie wie i nie rozumie, więc ma prawo mu sie to nie podobać, proste.
      Nie rozumiem, jak można pisać, że argumenty Isabelle są nietrafione, to jej opinia, więc jak może być trafiona lub nie? :D
      Heloł :D

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że w opinii tej Pani moje spostrzeżenia odnośnie błędów są nietrafione.
      Na dobrą sprawę, czytelnik bloga zaufa albo mi, albo wydawnictwu. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że powinnam dodać zdjęcia, wtedy opinia byłaby uargumentowana. I wydaje mi się, że jeśli ktoś z załogi będzie się próbował kłócić, zdjęcia wstawię i to czytelnik sam oceni, czy chce czytać książkę, czy nie.
      Na dzisiejszą chwilę ktoś próbuje wmówić mi, że przez to, że nie mam doświadczenia, a jestem jedynie szarym recenzentem, moje argumenty są nietrafione.
      Nie byłam zaangażowania w powstawanie tej książki, ale wstydziłabym się podać konsumentowi na tacy produkt z błędami. Tyle.
      Jak mówi koleżanka wyżej, to tylko moja opinia i mam nadzieję, że ta śmieszna dyskusja o to, kto ma rację, zostanie zakończona, bo nie jest to ani profesjonalne, ani do niczego nie prowadzi.

      Usuń
  3. Oczywiście może mieć Pani własne zdanie, ale wydaje mi się to wszystko na siłę. "Pauz" oczywiście nie ma i niestety wprowadza Pani czytelników swojego bloga w błąd (tutaj informacja czym jest pauza: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pauza_(znak_typograficzny)). Od Akapitu są wcięcia i jest to dosyć często stosowany zabieg (patrz Bonda, Pochłaniacz). Rozumiem, że może się coś Pani nie podobać, każdy ma do tego prawo, ale pisanie, że nie poradziliśmy sobie z tekstem to bardzo mocne słowa, a przykłady które Pani podaje wcale o tym nie świadczą. Jesteśmy nowi i wiemy, że każdy będzie patrzył nam dwa razy na ręce, ale z książkami mamy do czynienia od wielu lat i nabraliśmy do słowa pisanego dużej pokory bo to ciężki kawałek chleba, skreślany przez niektórych z powodu wcięć w akapicie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam powodu, by oczerniać tę powieść na siłę.
      Proszę dokładniej sprawdzić stronę, o której wspominam, tekst powinien mieć równe wcięcia, w książkach Pani Bondy się nikt z czymś takim nie spotka. Jeśli tak, proszę o dokładne przykłady.
      Nie napisałam również, że skreślam Państwa pokorę do słowa pisanego, sądzę, iż jest to nadinterpretacja. Pozostałe Państwa książki są jak najbardziej w porządku i jeszcze nigdy się z czymś takim u Państwa nie spotkałam.
      Moje słowa to tylko i wyłącznie konstruktywna krytyka, a jeśli Państwo sobie tego życzą, mogę edytować recenzję i wstawić konkretne zdjęcia tekstu, by pokazać zarówno Państwu, jak i czytelnikom, że moja ocena wyssana z palca nie jest.

      Usuń
    2. Ponadto, zawsze sądziłam, że wypowiedzi bohaterów są wprowadzane pauzami dialogowymi. :)

      Usuń
    3. Dziękuje, rzeczywiście jest zbyt duże wcięcie w tym miejscu, błąd redaktora technicznego. Aż tak to Pani zepsuło lekturę, żeby skreślić całą książkę? Pracę tłumacza, redaktora i korektora? Bardzo dużo czytam książek innych bardziej renomowanych wydawnictw i jakbym miała skreślać z takich powodów książki to praktycznie żadna by nie została.

      Usuń
    4. Mnie po prostu błędy rażą. A tych ,,za dużych" wcięć jest więcej. Nie jestem bez serca, puszczam drobne błędy mimo uszu, powtarzam.
      Nie skreślam również pracy korektora oraz redaktora (o tłumaczu nie było od początku mowy), ale książka to produkt. To jest recenzja, a czytelnik to konsument, który ma prawo wiedzieć o jakichkolwiek błędach.
      Tę powieść czytało się bardzo przyjemnie, ale z autopsji wiem, że błędy rażą, mimo wszystko. Dlatego polecam wydanie oryginalne.
      Z niecierpliwością czekam na przykłady innych książek, w których znalazły się błędy, wykluczając pojedyncze literówki. I chodzi mi o błędy, które się powtórzyły. Z przyjemnością dodam zdjęcie tekstu z tej książki dla porównania.
      I pamiętajmy, że mówimy o spojrzeniu na czytelnika jako na świadomego klienta, bo, o ile książki służą do celów rozrywkowych, o tyle szacunek do kupującego musi pozostać.
      Jeśli ktoś wydaje okładkowe trzydzieści parę z groszami, wypada dostarczyć mu produkt, który jest dobry jakościowo.

      Usuń
    5. Oczywiście, że tak, tylko strzela Pani z armaty do muchy :)
      Żadna książka nie jest wolna od wad, nawet tak chwalone przez Panią angielskie wydania mają błędy :), które wychodzą w czasie głębszej analizy tekstu.
      Dziękujemy za zwrócenie uwagi na błędy, przykro nam, że popsuły Pani lekturę, życzę spokojnej nocy.

      Usuń
    6. Nie ma co zasłaniać się ,,angielskimi wydaniami", bo mówię tylko o jednym z nich, konkretnym. :)
      Wydaje mi się, że dysponuję argumentami, których kaliber jest odpowiedni do kalibru błędów w tekście.
      Gdyby takie błędy pojawiły się w książkach bardziej rozwiniętych wydawnictw, nie omieszkałabym również o nich wspomnieć, bo mnie to po prostu razi. Mogę dodać linki do postów, w których czepiam się nawet o masę literówek.
      Pamiętać należy również o tym, że nie wyrwę swoim czytelnikom Państwa książki z rąk i nie wyrzucę jej do kosza. Każdy czyta to, na co ma ochotę i to już tylko, i wyłącznie decyzja konsumenta, czy sięgnie po produkt. Jakby nie patrzeć, jeśli ktoś nie zna języka, a ma ochotę na książkę, i tak po nią sięgnie. Z rąk wyrywać nie będę, każdy powinien być świadom tego, co czyta.
      Nie ma więc co robić z igły widły i dyskutować o tym, czy podchodzę do tematu zbyt poważnie. Wyraziłam tylko i wyłącznie swoje zdanie.
      Dziękuję za poświęcenie uwagi wątkowi i mam nadzieję, że podobne błędy nie spotkają mnie już w żadnej Państwa książce.
      Również życzę spokojnej nocy.

      Usuń
    7. O, czyli jednak dyskusja się skończyła xD

      Usuń
  4. Nie czuję się zbyt pewnie ze swoim angielskim, ale może ta książka będzie dobrą pozycją na początek? A może po prostu sięgnę po polski przekład nawet jeśli nie jest idealny? Nie jestem pewna, którą wersję językową przeczytam ale z pewnością sięgnę po tę pozycję, bo zapowiada się arcydobrze! :))

    biblioteka-wspomnien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest przepiękna, a jeśli nie przeszkadzają Ci błędy, śmiało sięgaj po przekład. :)
      Tłumaczenie jest akurat bardzo dobre.

      Usuń
  5. Bardzo dobrze napisana recenzja. Historia ta bardzo mi się spodobała i przyznaje się, że płakałam na końcu jak bóbr. Ale przyznam się też, że szczerze mówiąc ja nie zwróciłam uwagi na błędy o których wspominasz :D Może tak się wkręciłam w tekst, że nie wyłapałam ich po prostu :D

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta książka od razu wpadła mi w oko, gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach. Dobrze słyszeć, że wzbudza emocje, bo dla mnie jest to szalenie ważne. Z chęcią po nią sięgnę, jak tylko nadarzy się okazja. Co do błędów redakcyjnych, również ich nie lubię. Chociaż może bardziej kłują mnie w oczy literówki niż jakieś tam spacje w akapitach czy pochyłe czcionki. Jednak zgadzam się z Tobą w tym, że - przynajmniej w moim mniemaniu zwykłego czytelnika - książka przed wydaniem przechodzi przez tyle rąk, że wyłapanie błędów powinno być naturalne. Kiedy jest ich za dużo, następuje mały zgrzyt, nawet jeśli pozycja jest niesamowita ;)

    Pozdrawiam cieplutko!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem jedną z osób, które błędy rażą po oczach. Oczywiście drobne literówki się zdarzają, nikt nie jest nieomylny, jednak wielokrotnie też spotkałam się z książkami, w których błędy były okropne - nie mówię tu o wydawnictwie Niezwykłym, bo ich książek jeszcze nie czytałam - więc rozumiem Twoje podejście. Utrudnia to nieco czytanie i przede wszystkim książka przez to traci na przyjemności.
    Choć myślę, że najlepsze mi się zdarzyło w pewnej dwutomowej serii. W I części brat głównego bohatera miał na imię inaczej niż w II Myślałam, że to błąd drugiego tomu, a to jednak pierwszego :D
    A co do samej książki z recenzji, jestem jej naprawdę ciekawa i kiedyś bym chciała ją przeczytać, ale stos do przeczytania nie jest wcale taki malutki, więc jeszcze trochę pewnie poczekam :)

    Pozdrawiam,
    books-hoolic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, romanse to zdecydowanie nie moja bajka, nawet jeśli są wspaniale napisane. Ale jeśli chodzi o wydanie książki to niestety jest to ważne, a często się o tym zapomina... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka cudowna :-) może faktycznie było kilka błędów, ale ja wolę skupiać się na treści :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Treść jest ważna, oczywiście, ale wydanie niestety również, choćby z szacunku do odbiorcy. :)

      Usuń