środa, 2 maja 2018

Strasznie tu duszno. – Jak powietrze (Agata Czykierda-Grabowska)

Tytuł: Jak powietrze

Cykl: 

Autor: Agata Czykierda-Grabowska 


Liczba stron: 480

Wydawnictwo: OMGBooks


Rok wydania: 2016

Kategoria: new adult, romans

Ocena: 2/10 (bardzo zła)

 Naprawdę uwielbiam sięgać po książki, które wyszły spod pióra polskich autorów. Jeśli taki pisarz dodatkowo łamie schemat lub tworzy coś nowego, jestem dodatkowo zaintrygowana i prawdopodobieństwo, że zapoznam się z taką pozycją, wychodzi poza wszelką skalę. Kiedy dotarła do mnie informacja, że pani Agata napisała pierwszą, polską powieść new adult, w mojej głowie zapaliła się lampka. Zanotowałam sobie w pamięci tytuł, mając nadzieję na świetną książkę. Szczerze powiedziawszy, na nadziejach się skończyło. 


  Niektórym może się wydawać, że Oliwii niczego nie brakuje – przystojny chłopak, świetne studia, wieczory spędzane w warszawskich klubach. Ale gdy los stawia na jej drodze Dominika, w jego bursztynowych oczach dziewczyna dostrzega coś, czego nie dał jej wcześniej nikt inny.
Dominik mieszka w obskurnej kamienicy na Pradze i musi zajmować się młodszym rodzeństwem. W jego życiu nie ma miejsca na rozrywki ani nawet na marzenia.
Choć pochodzą z dwóch różnych światów, wkrótce okazuje się, że nie mogą bez siebie żyć. On przynosi jej długo oczekiwany spokój, ona jest dla niego jak powietrze.
Ale czy taka miłość ma szanse przetrwać?
Czy Dominik potrafi odciąć się od bolesnej przeszłości?
Czy da się żyć bez powietrza?

(lubimyczytac.pl)

  Tym razem nietypowo zacznę swoją opinię od oceny bohaterów, wykreowanych przez autorkę. Jest to, w moim mniemaniu, dość dobre posunięcie, bo to właśnie od nich wszystko się zaczęło. Muszę Wam się z czegoś zwierzyć – naprawdę próbowałam każdego z nich polubić, przyrzekam. Chciałam się z nimi zżyć, starałam się puszczać w niepamięć ich niemądre posunięcia i irracjonalne zachowanie, ale wszyscy doskonale wiemy, że nie zawsze da się hamować poirytowanie. Moje ujawniło się w momencie, kiedy to Oliwia zastała u Dominika koleżankę i na jego wytłumaczenie, że to znajoma zareagowała: ,,Jasne, znajoma do ruchania."
Główny męski bohater również nie grzeszy mądrością, uwierzcie mi na słowo. W końcu rozjeżdża go jakaś dziewczyna, a on prosi ją, żeby odebrała jego rodzeństwo z przedszkola. Ja bym się trochę na jego miejscu bała? Co z tego, że dziewczyna wpadła mu w oko? Mogła te dzieciaki porwać i już nigdy by ich nie zobaczył. Ale nie, ufajmy nieznajomym, a świat będzie lepszy. Brawo! Owacje! 
Szczerze powiedziawszy najlepszym bohaterem tej książki jest Łysy, bo w sumie spoko z niego gość i chociaż główny ,,dramat" rozgrywał się między Dominikiem a Oliwią, bez ogródek wskażę miejscowego dresa jako najbardziej pokrzywdzonego, bo uważam, że przebywanie w towarzystwie tej dwójki, musiało być niezwykłym koszmarem. Gdybym mogła, dałabym mu order, naprawdę. 

  Zupełnie nie potrafiłam wczuć się w główny problem tej powieści. A wiecie czemu? Bo go nie ma. 
O ile nie trawię niemal wszystkiego, co wyszło spod pióra Hoover, o tyle jej książki mają fabułę. To prawda, trzy czwarte zwrotów akcji, które tworzy, wpada w jeden schemat i zakończenie większości jej powieści da się bez problemu przewidzieć, ale nic nie pojawia się nagle.
Jak powietrze jest o niczym, moi państwo. Brniemy przez niemal pięćset stron, by poczytać trochę o rzygach, pachwinach i obrażaniu się na siebie. Spróbuję Wam to jakoś ładnie nakreślić. Wyobraźcie sobie, że czytacie o czyimś normalnym życiu, a tutaj nagle wyskakuje plot twist. Taki, który nie ma sensu i nie macie pojęcia, skąd się wziął. 

  Jeśli mam być szczera, przed napisaniem tej recenzji oglądałam oraz czytałam parę innych, dzięki czemu doszłam do kolejnego wniosku. Jedyny zwrot akcji, który jakimś cudem mógłby mieć tu sens, nie pasuje do realiów Polski. Wyraźnie czuć, że ta książka miejscami stara się być stylizowana na zagraniczną, ale wszystko dzieje się w naszym kraju i co jakiś czas zostajemy o tym delikatnie upominani. Wydaje mi się, że nie tylko wydarzenie z przeszłości Dominika, które wychodzi na jaw, jest dość nierealne, biorąc pod uwagę czasy oraz realia, w jakich żyjemy, ale również niektóre aspekty samej fabuły. 

  Nie potrafię zliczyć, ile razy zasnęłam przy czytaniu. O ile new adult na ogół mnie nie nudzi, o tyle z tej powieści nie potrafiłam nic wyciągnąć. Nie jestem pewna, czy czytałam ją w złym okresie swojego życia, czy ona sama w sobie jest po prostu nieciekawa. Wydawało mi się, że rodzinne dramaty Oliwii i Dominika były stworzone na siłę, bo schemat książki new adult tego wymaga. Uwaga uwaga, jestem nawet gotowa przyznać, że bardziej ciekawiły mnie łóżkowe rozterki Feyry i Rhysanda z iście gównianej serii od Maas. 

  Ukłony natomiast należą się wydawnictwu, bo okładka oraz samo wydanie książki dosłownie odejmuje mi mowę – nie umiem przestać zachwycać się szatą graficzną. 

  Powieść Jak powietrze jest dość lekka i niezobowiązująca, ale bardziej przypomina fanfiction niż poważną książkę. Jeśli macie ochotę na poczytanie o ,,miłości" dwójki ludzi, którzy mają pstro w głowie, zapraszam na karuzelę śmiechu, miejsca jest wystarczająco. 

Muzycznie

4 komentarze:

  1. Ooo, raczej odpuszczę sobie tę książkę. Świetnie ją opisałaś - dzięki za szczerą recenzję!

    Pozdrawiam,
    Ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, świetna recenzja nieświetnej książki! Raczej spasuję...
    I jeszcze piosenka Margaret, haha!
    Pozdrawiam! włóczykijka z Imponderabiliów literackich

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko i córko, będę unikać od dzisiaj tego tworu jak ognia! Bohaterowie wydają się być lekko bezmózgowi, a czytanie o niczym tak naprawdę nie brzmi ani trochę zachęcająco. Podejrzewam, że bardzo irytowałoby mnie to, że autorka próbowała wcisnąć wydarzenia w zagraniczną rzeczywistość, podczas gdy wydarzenia z książki są do bólu polskie. To ja chyba podziękuję...

    Pozdrawiam cieplutko!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu i już zdążyłam o niej niemal całkowicie zapomnieć :P Pamiętam, jednak jak bardzo denerwowała mnie niedojrzałość głównych bohaterów i to, że nawet nie próbowali ze sobą rozmawiać, tylko wciąż się "rozstawali"...

    biblioteka-wspomnien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń