poniedziałek, 18 czerwca 2018

Ktoś powinien zmienić tytuł tej książki na ,,Facepalm". – The Foxhole Court (Nora Sakavic)

W końcu się tego doczekaliśmy! Wydano u nas książkę, która jest naprawdę mocno zachwalana za granicą i na przeczytanie której czekało naprawdę wiele osób. Ba, w naszym kraju również tę książkę wynoszono nad niebiosa! Opowiadało o niej parę booktuberek oraz blogerek.
Nie macie pojęcia, jak bardzo cieszyłam się, kiedy okazało się, że załapałam się na egzemplarz recenzencki. Uwierzcie mi, naprawdę bardzo. A teraz lecimy w przyszłość – wyobraźcie sobie, jak wysoko skakałam ze szczęścia, gdy przeczytałam tę książkę i odetchnęłam z ulgą, bo nie musiałam wydawać na to gówno pieniędzy.



Neil Josten jest synem niebezpiecznego przestępcy o pseudonimie Rzeźnik. Ze względu na swoją przeszłość, musi nieustannie zmieniać tożsamość i uciekać, by nie ukarano go za zbrodnie jego ojca. Chłopak podpisuje jednak kontrakt z drużyną Lisów, grającą Exy, jego ukochany sport. Robi to, mimo że to niebezpieczne posunięcie, które skazuje go na bycie w nieustannym świetle reflektorów. Co więcej, zawodnicy Lisów to wyrzutki społeczne, a jeden z nich to osoba, która może rozpoznać Neila i mu poważnie zagrozić.

Opis brzmi genialnie, prawda?
Wieczna ucieczka, mafia, kryminalne zagadki, wyrzutki społeczne...
Nie, nie, nie i nie. To wcale nie jest tak, jak nam się wydaje. Ale zacznijmy od początku.

Kiedy dowiedziałam się, o czym jest ta powieść, ogromnie chciałam ją przeczytać. Miałam nadzieję, że okaże się fenomenalna: w końcu mieliśmy dostać krwawą intrygę, a Neil miał żyć na krawędzi, w obawie o swoje życie.
Nic takiego się nie dzieje.
Ta powieść to najzwyczajniejsza w świecie obyczajówka i mam wrażenie, że ta cała intryga z mafią została do niej wciśnięta na siłę, bo jest to pseudowątek. Jedyne, co grozi naszemu bohaterowi, to Alzheimer. Nie rozumiem, dlaczego przez całą książkę powtarza, w jakim to jest wielkim niebezpieczeństwie i że musi się ukrywać, i że wyjeżdża z miasta, i że rezygnuje z drużyny, bo on nie powinien w ogóle do niej wstąpić. Cóż, na wielokrotnym powtarzaniu tego samego się kończy.

 

Bohaterowie to istny koszmar, naprawdę, w życiu nie czytałam o takich bezmózgich kreaturach. Podejrzewam, że postacie z 50 twarzy Greya miały w sobie więcej empatii, a przynajmniej kierowały się jakimkolwiek tokiem myślenia. 
Wieczne przeklinanie? Tak dosadne, że to się robi obrzydliwe? The Foxhole Court.
LGBT wciśnięte na siłę, żeby było, że tolerancja górą? The Foxhole Court.
Bicie, zmuszanie do pocałunków, narkomania, seksualne podteksty, brak szacunku do dorosłych? THE FOXHOLE COURT
Plus, tak w ogóle, podejrzewam, że Neil ma jakieś rozdwojenie jaźni. Wstępuje do drużyny, mimo że będzie go widać w telewizji (co WIELOKROTNIE sam podkreśla), mówi, jak to kocha Exy i jak mu się super gra, a potem się za to gani, bo czemu nie. 

 

Irytują mnie książki, które są szkodliwe, naprawdę.
Mamy bohaterów w nastoletnim wieku, którzy ćpają, piją do nieprzytomności, rzucają kurwami co zdanie, a niemal każde zdanie, które padnie z ich ust, jest pełne seksualnych podtekstów. Bo, hehe, ruchanie takie śmieszne.
Rozumiem zachowania dzisiejszej młodzieży, bo jestem niemalże w wieku, w którym są nasi bohaterowie, ale błagam, bez przesady. Jeśli chcecie wiedzieć, nastolatkowie naprawdę piją, biorą narkotyki i uprawiają seks, ale nie robią tego w sposób, rodem z burdelu, opanujmy się, proszę.
Przybliżę Wam jedną sytuację, jest to dość nieznaczny spoiler, jeśli w ogóle: Nasz bohater zostaje zostawiony przez ,,kolegów" na pastwę losu. Wraca do miasta autostopem. I są takie heheszki, bo on sobie tam został i w sumie fajnie było go zostawić.

 

Nie potrafię zrozumieć licznych zachwytów, nie umiem. 
Nie dość, że książka jest o niczym i wlecze się ze czterysta stron tylko po to, żeby przedstawić pseudoniebezpieczne życie Neila i jego straszne obawy, związane z czymś, co wydarzyło się lata temu, to jeszcze robi to w taki sposób, że krwawiły mi oczy. Ale nie, napiszmy powieść, w której przez dwieście stron pośmiejemy się z lamusów, którzy się prawiczkami, z ludzi, którzy nie są/są gejami i ogólnie z pieprzenia się, żeby było śmiesznie. Do wszystkiego dorzućmy ekstra zabawnego trenera, który ma te dzieciaki w dupie (na przykład pozwala im używać narkotyków, czemu nie, spoko ziomek) i tłumaczmy ich problemy tym, że są chorzy, a wszystko zakończmy piękną metaforą o tym, że witaj w domu, Neil, bo w sumie tu jest Twoje miejsce. Co z tego, że chcieliśmy Cię parę razy zabić, zmuszaliśmy Cię do picia, kiedy nie chciałeś, próbowaliśmy Cię przelecieć? Rodzina matters. Always. Jakbym miała taką rodzinę, to chyba bym się, do cholery, zabiła.
Dokładnie to jest streszczenie książki.
A nie, czekajcie, fakt, sport, jest też sport, który Neil kocha nad życie i w sumie to kolejny wątek do chrzanu, bo nic z niego nie wynika, a miłość naszego bohatera to tego sportu to kpina. Widziałam różne rodzaje zapaleńców, ale to jest chyba porządnie naciągane. 
Plus nasi kochani zawodnicy rozgrywają jeden mecz. Na całą książkę.
Serio. 

Jeśli ktokolwiek będzie chciał to w ogóle czytać, a zna angielski, polecam zagraniczną wersję (którą skrzętnie porównałam z polską), bo na amazonie macie darmowego ebooka. Wprawdzie mój poziom znajomości tego języka to jedynie B2, więc nie mam co mierzyć się z profesjonalnymi tłumaczami, ale ,,rape" to w moim mniemaniu ,,gwałcić", a nie ,,przelecieć kogoś", taka mała dygresja.
Dodatkowo, brakuje masy kropek i często jest więcej niż jedna spacja między słowami. Ale wiecie, w końcu ja się podobno nie znam, może to celowy zabieg. 

Ta książka to żart i nie rozumiem zachwytów, które nad nią mamy. Występuje tu dużo wątków wyssanych z palca i mocno przesadzonych. Polecam tylko wytrwałym, lubiącym płomienie w oczach. 

Muzycznie

Za książkę oraz zaufanie dziękuję Wydawnictwu Niezwykłemu!

7 komentarzy:

  1. O, ale ostudziłaś mój zachwyt. Ogólnie bardzo lubię książki tego wydawnictwa 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle lukry i słodyczy już zostało wylane na ten tytuł, a tu jednak widać nie do końca jest tak pięknie. Ja chyba mimo wszystko przeczytam, bo ciekawi mnie ta książka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coconut Song <3
    (Czyli co słuchałam przed maturą XD)
    Wszyscy się zachwycają, a ja nawet nie wiem co to za książka. Powinnam się martwić? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że początkowo też padłam ofiarą iście entuzjastycznych recenzji zagranicznej wersji, ale tuż przed premierą polskiej mój zapał nieco ostygł. Czułam, że może to nie być tak dobre jak zapowiadają i cóż, jak widać WCALE się nie myliłam.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja właśnie jestem ostrożna. Nie lubię sugerować się zachwytami. Sam opis tej książki mnie nie zaciekawił, pomyślałam, "ot kolejna zwykła historia". Ale czytałam recenzje i te plusowe i te minusowe. Zważyłam je i pomyślałam, że sobie tę książkę odpuszczę. I chyba dobrze zrobiłam. :D
    potegaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo wszystko zapewne sięgne po tę pozycję, bo wychodzę z założenia, że dobrze jest wyrobić sobie własną opinię . Niemniej muszę przyznać, że po tych wszystkich entuzjastycznych recenzjach, zdecydowane ostudziłaś, mój zapał.

    Biblioteka-wspomnien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, a planowałam po nią sięgnąć... Ale może i dobrze, że trochę ostudziłaś mój zapał, bo jeszcze kupiłabym strasznego bubla. Myślę, że kiedyś wypożyczę tą książkę i przeczytam na luzie, nie oczekując niczego wielkiego, najwyżej tylko się pośmieję z jej głupoty ;)

    Pozdrawiam cieplutko!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń