sobota, 23 czerwca 2018

Możesz wylizać mi dupę – (nie)epopeja o braku szacunku i kompetencji.

Nie miałam szczególnie wymagających rodziców, ale od małego uczyli mnie paru rzeczy: nie korzystaj z toalet publicznych, nie jedz tak dużo słodyczy, nie wydawaj pieniędzy na głupoty i zawsze traktuj drugiego człowieka z szacunkiem. 
Prawdę powiedziawszy, do dzisiaj trzymam się tylko pierwszej oraz ostatniej reguły (no, chyba że muszę zapłacić babci klozetowej piątaka, żeby zrobić siku – w takich sytuacjach polecam ,,na Janusza" wbić się do jakiegokolwiek spożywczego, tam pozwolą Wam załatwić się za darmo, sprawdzona informacja). 
Ale, ale. Nie przedłużając. Post ma na celu wyłącznie zwrócić uwagę na niektóre rzeczy i jego humorystyczny wydźwięk nie ma na celu nikogo urazić.
Szacunek w relacji bloger-wydawnictwo. 
Dla niektórych wydawców to stwierdzenie brzmi jak nazwa nieprzyjemnej choroby wenerycznej albo dawno wymarłego dinozaura, który był tak nieważnym gatunkiem, że nawet nie stworzono jego miniaturowej podobizny, by mogły bawić się nią małe dzieci. 


 

Wspominałam już nieraz, że traktuję to, że tutaj piszę jako przyjemność, ale jest to również poniekąd moja praca. Tak, dostaję książki od wydawnictw, ale nie są one darmowe, bo poświęcam na ich przeczytanie swój czas. Nie zapominajmy, że po lekturze muszę również napisać recenzję na bloga. Pisze mi się ją równie przyjemnie, gdy polecam książkę i gdy ją odradzam. Zawsze staram się ubrać słowa w jakiś ciekawy sposób; bardzo dużo rzeczy obracam w żart. Nie zmienia to jednak faktu, że robię to w ramach wymiany na zasadzie ,,egzemplarz za opinię".
Krew zalewa mnie, gdy moja recenzja zostaje obrócona przeciwko mnie; gdy wydawnictwo wytyka mi błędy, ale nie potrafi zauważyć ich w swoim postępowaniu; gdy ludzie, którzy (przynajmniej teoretycznie) powinni zachowywać się jak na starsze i mądrzejsze osoby przystało, odstawiają szopkę rodem z gimnazjum


Zacznijmy od sytuacji, która spotkała nie mnie, a dziewczynę, którą bardzo lubię oglądać. Prowadzi ona swój kanał, na którym publikuje swoje opinie o różnych powieściach w formie filmików. 
Jakiś czas temu przeczytała powieść, która jej się nie podobała. Zapytała panią z wydawnictwa, z którą się kontaktowała, czy powinna wstawiać recenzję, bo nie ma nic miłego do powiedzenia. Ku swojemu zaskoczeniu, dostała jednoznaczną odpowiedź: ,,Proszę mówić wszystko, co Pani myśli."
Po opublikowaniu filmu otrzymała maila, od tej samej kobiety: ,,Co Pani sobie wyobraża?! Jak Pani może mówić w ten sposób o tej książce?! Przecież wcale nie była taka zła!" itp. 
Rozdwojenie jaźni? To jedyne, co przychodzi mi do głowy.  


Dla wyrównania opowiem Wam swoją historię, zresztą mogliście być jej świadkami. W którymś z postów ,,zaszłam za daleko" i omówiłam sposób, w jaki książka została wydana. To dla mnie logiczne, bo skoro mogę ocenić okładkę powieści, mogę również porównać tłumaczenie czy redakcję w wersji polskiej oraz zagranicznej. Nie zrozumcie mnie jakoś opatrznie: książka to produkt. Wydawnictwo ma obowiązek dostarczyć konsumentowi coś, na co on wyda te okładkowe trzydzieści osiem złotych i nie będzie miał ku zakupowi żadnych wątpliwości.
W komentarzach pod recenzją wywiązała się dyskusja z panią z wydawnictwa. Kobita postawiła sobie za cel udowodnienie mi, że nie mam racji, za wszelką cenę: używała argumentów, które tylko ją pogrążały; ,,delikatnie sugerowała", że skoro nie mam doświadczenia, nie powinnam się wypowiadać, itp. Podsumowując: równie dobrze mogłaby napisać ,,Dziękujemy za recenzję, ale pierdol się." i na końcu postawić uśmiechniętą buźkę, o tak: :).  



Albo nie, nie.
Lepiej gdyby postawiła ,,XD". Bo uwaga, uwaga. 
Minął miesiąc od całego zajścia, a koło zakręciło się ponownie, tym razem w komentarzach na youtube (profesjonalnie, nie?). Do walki wkroczył mężczyzna, wiecie, dla wyrównania.
Pomyliłam się w jednej kwestii, a on sprytnie to wykorzystał i mi to wytknął. Ale to nie wszystko. Zwrócił się do mnie na ,,ty", a wszystko okrasił przepięknym, okrąglutkim niczym Snorlax ,,XD". 

 

Na otarcie łez opowiem jeszcze jedną historię, czemu nie. Mówimy o tym samym wydawnictwie, które się ze mną kontaktowało. Państwo niedawno wydali niezwykle popularną książkę (chociaż według mnie to istny bubel). No i wiecie, coś popularnego! Leci Grażyna, leci Janusz, leci Brajanek i Dżesika! Wszystkim odpiszemy, że, jasne, ludzie, książki będą dla wszystkich, ksionszkuf nikomu nigdy nie brak. 
Okazało się, że w sumie jednak brak. No i pisze kobieta do blogerki, że nie dostanie tej powieści, bo tak jakby wyszły. A wiecie co jest najlepsze? Widocznie wyszły i sobie wróciły (może poszły kaku), bo dwa tygodnie później dziewczyna dostała książkę bez jakiejkolwiek zapowiedzi, że ją w ogóle otrzyma.


Do czego zmierzam?
Wydawnictwa to temat rzeka i wiele z nich popełnia błędy: wysyła egzemplarze po czasie, nie spieszy im się, by odpisać szaremu blogerowi, bla, bla, bla. Ale wiecie co? To pół biedy. Bo jeszcze nigdy nie spotkałam się z sytuacją, by ktoś wytykał mi brak kompetencji, a sam zwracał się do mnie jak do koleżanki. 
Chociaż wait, wait, może ja o czymś nie wiem. Rewind, rewind. Może między mną a wydawnictwem zawiązała się super znajomość? Może jesteśmy od teraz kolegami? Tylko czekajcie, wcześniej pisałam z jakąś kobietą, teraz z mężczyzną... Whatever, nawet lepiej, dwóch ziomków więcej na fejsie. 


Ha, ha, ha. 
Nieśmieszne.
Nie zachowujmy się jak dzieci, moi drodzy. Wiecie, miałam w liceum taki fajny przedmiot: ,,wiedzę o kulturze". Wprawdzie omawialiśmy tam głównie obrazy i muzykę, ale rozmawialiśmy również o etyce słowa. Nie chodzi mi nawet o to, że ludzie z wydawnictw mówią jedno, a robią drugie jak dwunastolatka w trakcie pierwszego okresu. 
Chodzi o sam fakt, że osoba po studiach, pracująca w branży wydawniczej, zwraca się do mnie jak do koleżanki, spotkanej pod Stokrotką. Ba, traktuje mnie jak koleżankę, którą zobaczyła w kolejce w Biedronce. I wiecie, to nie jest ten rodzaj znajomości, w którym gość poda Wam rękę i pogadacie sobie o cenach rosyjskiego paliwa. Mówimy o typie człowieka, który miło się do Was uśmiechnie i w tym samym czasie wpierdoli się przed Was w kolejkę, a dodatkowo zapieprzy Wam z wózka kiełbasę za 9.99, bo on się już na nią nie załapał. 


Na początku bolał mnie sam fakt, że wytknięto mi to, że zwróciłam uwagę, po zastanowieniu razi mnie coś innego. Sposób w jaki to zrobiono. Nie mam kompetencji, super. Nie powinnam się wypowiadać, ekstra. Nie dostanę więcej książek? Zajebiście, nawet bym kijem ich nie dotknęła. Macie okres i zmieniacie do chwilę zdanie? Cieszę się, gratuluję renomy.
Ale nie jestem, do jasnej cholery, Waszą koleżanką. I nikt mnie nie ma prawa traktować jak śmiecia, który powiedział za dużo. Mam naście lat, ale oczekuję minimum szacunku. 
I tak jest w każdym przypadku, kochani. W każdym.
Przedstawiłam historie trzech osób. W tym dwóch, które dostały po dupie, bo poszły za daleko. Nie sądzicie, że w przypadku obu opinii wystarczyło napisać: ,,Dziękujemy za recenzję. Postaramy się, by więcej nie zastała Pani błędów./Przykro nam, że ta powieść nie przypadła Pani do gustu." Dodatkowo, naciskam na to, by robić to w wiadomości prywatnej. Dyskusja na takie tematy w komentarzach, publicznie, to również brak jakiegokolwiek szacunku i jest, na dobrą sprawę, nożem, który przypadkowo wypada Wam z ręki.
Albo wbije się w ziemię, albo w Waszą nogę.
Ale po co robić z tego dramat? Zacznijmy komentować ludzką pracę soczystym ,,XD'' i wierzmy w lepsze jutro. ~ Paulo Coelho

Kurtyna. 


27 komentarzy:

  1. Szanuję za Star Lorda i Lokiego <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Podziwiam za szczerość w poście i w zasadzie zgadzam się ze wszystkim. Jesteśmy ludźmi. Dla wydawnictw recenzujemy książki, robimy zdjęcia, często promuje to na Instagramie. W zamian dostajemy egzemplarz. Coś za coś. Obie strony powinny się szanować. a to zeby zabraniać mówić złe opinie jest śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż zaobserwowałam po przeczytaniu. Masz rację w tej sprawie, a to XD mnie rozwaliło. Wyraża więcej, niż tysiąc słów. Ja miałam tak, że dostałam pierwsze maila, że książki nie wyślą, bo brak egzemplarzy, po czym nadszedł kolejny z datą wysyłki i innymi pięknymi rzeczami, a skończyło się tak, że jej na oczy nie widziałam i już nie zobaczę ;) Nieszczególnie się tym przejęłam, ale z lekka mnie to zraziło do owego wydawnictwa. No cóż :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. nigdy nie spotkałam się z brakiem szacunku, traktowaniem mnie jak koleżanki czy niemiłymi słowami ze strony wydawnictwa. zdarzało mi się bardzo mocno skrytykować książki, raz zaczęłam współprace i dwie pierwsze pozycje bardzo mi się nie spodobały, a mimo to wydawnictwo nadal proponowało mi recenzowanie nowości (jednak już nie znalazłam żadnej która by mnie zainteresowała ;)
    domyślam sie które wydawnictwo przyczyniło się do stworzenia tego posta i czytałam recenzję na twoim blogu którą to wydawnictwo skomentowało. I wiesz, wybacz, ale.. wydaje mi się że mocno pojechałaś z tym brakiem kompetencji i "że nie wiesz jak coś takiego mogło wyjść na rynek". Nie miałam tam dokąd zmierzamy w rękach wiec być może nie powinnam się wypowiadać ale czytałam Zabić sarai i tam owszem zdarzały się niepotrzebne przerzutnie/powtórzenia czy jakiś błąd, jednak w niczym nie przeszkadzało mi to w czytaniu ;) myslę że przedstawicielowi który się wypowiadał mogło zrobić się zwyczajnie przykro jeśli dużo pracy włożył w wydanie tej powieści ;) zwłaszcza że z twojego tekstu wywnioskowałam że lepiej zaopatrzyć się w angielskie wydanie..., to bolące słowa i sama na ich miejscu czułabym się urażona. spróbuj wczuć się też w tę drugą stronę ;)
    Nie chce żebys myślała że bronię wydawnictw na siłę bo zdaje sobie sprawe że blogerzy spotykają sie z brakiem szacunku czy brakiem kompetencji ze strony wydawcy - ale nie zawsze tak jest i zalezy tylko i wyłącznie od ludzi. Myślę też że jeśli dostajemy egzemplarz w zamian za opinie ( co tez jest swego rodzaju pracą - jak słusznie zauważyłaś) nasza opinia powinna być szczera i wyrażona w kulturalny sposób. Jesteśmy tylko ludźmi, w wydaniach ksiązek (zwłaszcza tych pierwszych) zdarzają się błedy, które przy okazji dodruku można skorygować.
    no i twoją recenzję o foxhole court też czytałam i zobacz dostałaś ksiazkę od wydawnictwa i napisałaś że " odetchnęłam z ulgą, bo nie musiałam wydawać na to gówno pieniędzy". Rozumiem że byłaś pełna negatywnych emocji i powieść ci się nie podobała, plus byłaś zawiedziona postawą wydawcy - ale to w osobie postronnej po prostu wywołuje niesmak i też źle o tobie świadczy, niestety. Bo to nie jest zbyt kulturalne wyrażenie swojego zdania (ale doceniam twoją szczerość).
    Mam nadzieję że nie nakrzyczysz na mnie za ten komentarz ;p Chciałam tylko żebys spróbowała obiektywnie spojrzec na sytuację, postawić się na miejscu "drugiej strony" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie rozumiem możliwość postrzegania sytuacji z dwóch stron. Pisząc post, pod którym rozpoczęła się burza, konsultowałam się z osobami, które studiują edytorstwo i które siedzą w rynku wydawniczym, a ww błędy uznały za niedopuszczalne. Inaczej wygląda sprawa z punktu widzenia czytelnika, a inaczej z punktu widzenia osoby, która w tym wszystkim siedzi. Dokładnie dlatego nie wierzę, w jaki sposób mogła ta powieść w takim wydaniu wyjść na rynek. :)
      Jak najbardziej rozumiem, że w wydawnictwie też pracują ludzie, ale, przepraszam bardzo, czasem trzeba przyjąć krytykę na klatę, nie ważne jaka by ona była, a nie atakować drugą stronę. Czym jest jedna recenzja w morzu innych, pozytywnych? :)
      Nie uraziłaś mnie ani trochę i bardzo dziękuję za komentarz, bo mamy prawo dzielić się opiniami. Nigdy nie wspominałam natomiast, że mój blog jest kulturalną stroną internetu. Zdarza mi się tutaj nawet kląć, ale to jest tylko i wyłącznie moja sprawa, jak wyrażam swoje zdanie. Większości czytelników to nie przeszkadza, gusta są różne.
      Jak mówiłam, ludziom może być przykro, bo człowiek to tylko człowiek, ale, halo, to są konsekwencje błędów. Tekst trzeba dokładnie sprawdzać.
      Błagam, to tak samo, jakbyś kupiła przeterminowany jogurt z dobrą datą, wytknęła to sprzedawcy, a on zacząłby się bronić, że jego jogurt nie był wcale taki zły. :)
      Trzeba na wszystko patrzeć z perspektywy dwóch stron, a nie kierować się tylko i wyłącznie tym, że komuś mogło być przykro.
      Szanuję pracę drugiego człowieka, nie wyrwałam nikomu tej książki z rąk. To tylko opinia. O produkcie. A konsument ma prawo wiedzieć, czy dostaje go z uszczerbkami. :)

      Usuń
    2. tzn z tym "przykro" chodziło mi po prostu o może bardziej kulturalne wyrażenie swojej opinii. Jeśli twoj sposób jest inny, to prawda, że masz do tego pełne prawo, a wydawca musi być świadomy twojego stylu pisania skoro wysyła ci egzemplarz ;)

      Usuń
    3. Całkowicie Cię rozumiem. :)
      Ja mam taką tendencję, że bardzo lubię przeklinać, a jak jadę po książce, to się nie patyczkuję, nie rozdrabniam, bo nie widzę takiego sensu. Taki już mój styl.
      Ale fakt faktem, wydawca jest świadomy tego, w jaki sposób piszę i w każdej chwili mógł sprawdzić moje poprzednie recenzje, a wysyłanie do mnie książek było tylko i wyłącznie na odpowiedzialność Państwa z wydawnictwa. :)
      Bardzo dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  5. Osobiście nie miałam podobnej sytuacji, ale może dlatego, że nie współpracuję z żadnym "wielkim" wydawnictwem. Może to dlatego nie wiem, jest jedno takie, którego książki kiedyś lubiłam, ale teraz prze ich "renomę" nie mam ochotę patrzeć nawet na nowości z ich strony. Mimo intrygujących opisów, ostatni raz ich książki czytałam dwa lata temu, nie współpracowałam z nimi i nie zamierzam...

    Ale to "XD" pobiło wszystko. To że mamy naście lat, nie znaczy, że należy nam się mniej szacunku niż komuś starszemu, niestety dorośli często o tym zapominają...

    P.S. Doceniam za szczerość <3

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  6. Ludzie są dziwni i to tyle w temacie. Często słyszę, że recenzenci mają pisać szczere opinie, a jednak autorzy bardzo często mają pretensje, kiedy padnie nie miłe słówko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Również nie zdarzyła mi się taka sytuacja. Czasami problem jest z komunikacją... czekanie na odpowiedź, itd. Ale ogólnie w porządku :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwaga, czynię wyznanie :kocham cię za ten post. Serio.
    Widziałam recenzję, która wywołała wojnę w komentarzach i nue rozumiem jak osoba z wyda mogła zacząć z tobą dyskusję w komentarzach. Ja rozumiem w wiadomości prywatnej, okej, ujdzie. Sama w sowich recenzjach czasami mówię o kwestiach technicznych i póki co panie/panowie z wydawnictw zawsze (albo prawie zawsze) piszą do mnie na priv gdzie dostrzegłam błąd, ja podaję przykład czy dwa i dostaję najzwyczajniej w świecie odpowiedź,że faktycznie, zaliczyli wtopę. Kiedy napis z okładki Szamanki od umarlaków praktycznie mi się starł (cudowna) pani Marta z Uroborosa skonsultowała to z kim trzeba i wyjaśniła, że coś tam się zadziało w drukarni i część książek taka wyszła. A największy profesjonalizm reprezentuje chyba Papierowy Księżyc i Zielona Sowa - pierwszy z nich już na początku współpracy deklaruje, że mamy pisać szczerze i oni nie obrażą się za konstruktywną krytykę (sprawdzałam - jest to prawda xd), natomiast pani Ania z Zielonej sowy na moją negatywną recenzję nie dość, że mi podziękowała za rzetelnie napisany tekst, to jeszcze ze mną o tej książce podyskutowała. Są więc wydawnictwa, które wiedzą jak traktować blogera. Ty miałaś pecha i trafiłaś na takie no... No niewychowane xd


    ...czy ja wspominałam już, że cię kocham za ten post? <3

    Buziaki ;**
    Ula

    www.doinnego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny post! Mnie nie spotkały jeszcze żadne problemy z wydawnictwem, alleluja, oby tak dalej. Jednak takie historie łamią mi serce. Wydaje się że my blogerzy jesteśmy bardziej skupieni na swoim hobby niż ludzie na pracy, która zapewnia im godne życie. To tłumaczy dlaczego praca powinna każdego dnia być przyjemnością, a nie obowiązkiem...
    POCZYTAJ ZE MNĄ

    OdpowiedzUsuń
  10. W całym swoim "Blogerskim" życiu zawiązałam współpracę z dwoma wydawnictwami. Jedno z nich po prostu kocham i ubóstwiam, zawsze świetnie się dogaduję z osobami, które tam pracują i nie mam problemów z książkami.
    Ale było też te drugie wydawnictwo, które delikatnie mówiąc, traktowało mnie jak śmiecia. Wiedzieli, że w tamtym momencie nie miałam bardzo dużo wyświetleń, ale swoją grupę odbiorców miałam. Mimo wszystko robili problemy z wysyłaniem książek, często wciskali mi pdfa, a na koniec bez żadnego "dziękuję, spierdalaj" zakończyli współpracę. Rozumiem, że mogłam mieć za mało, ale szacunek należy się każdemu.
    Najśmieszniejsze: Wydawnictwo wróciło z podkulonym ogonem, jak zaczęłam cytuję "wyrabiać normy". Śmiech na sali.
    Całym sercem jestem za twoim postem i uważam, że wszyscy powinni o tym mówić głośno. W końcu recenzowanie to nasza praca, a nie jak powszechnie się myśli, zabawa na moment.

    https://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Doceniam szczerość, dotychczas nie spotkałam się z takim podejściem wydawnictw - i bardzo mnie to cieszy - ale słyszałam różne historie tego typu. Choć o wiele więcej widziałam agresji względem blogerów ze strony autorów, którzy rozsyłają darmowe egzemplarze swojej książki, a następnie hejtują blogerów, gdy ci wyrażą szczerą opinię :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak myślałam, że o to Wydawnictwo chodzi, a po komentarzach widzę, że się nie myliłam ;) Ja przyznam szczerze jestem bardzo zadowolona z kontaktu, nigdy nie miałam problemów z otrzymaniem danej książki (również "The Foxhole Court" dostałam po tym, jak części została ona odmówiona). Chociaż słowne potyczki w komentarzach wydają się niestety dziecinne...

    OdpowiedzUsuń
  14. Domyślam się wydawnictwa po komentarzach z wcześniejszych postów i nie dowierzam. Również zdarza mi się otrzymywać od nich książki, ale kontakt jest zawsze udany i przyjemny. Ale też spotkałam się z wydawnictwem ( innym), że sami pisali do mnie, czy chce zrecenzowac książkę,gdy książka po jakimś czasie nie dochodziła,napisałam wiadomość i dowiedziałam się, że jednak nie ma już egzemplarzy i zaproponują coś innego. Niestety i do tej pory to nie dotarło, nie będę się już upominac bo aż głupio, ale na pewno nie zgodzę się na jakieś zrecenzowanie dla nich po raz kolejny, bo niesmak pozostaje

    OdpowiedzUsuń
  15. Jesteś zbyt niedoswiadczona, żeby krytykować, ale wymagają pisania recenzji.... Ok. Zgubiłam się...

    OdpowiedzUsuń
  16. chodzi mi o Bezsens ze str wydawnictwa - masz ocenić książkę, ale jesteś zbyt młoda na posiadanie własnego zdania? Debilizm lvl nieskończoność😂

    OdpowiedzUsuń
  17. Pozwolę się odnieść do zarzutów, ale po kolei:
    1) Po pierwsze pozwoliliśmy sobie pisać do Pani na Ty bo taka jest konwencja Pani bloga, również sama Pani zwraca się w ten sam sposób do swoich czytelników, ale jeśli sobie Pani życzy to oczywiście będziemy zwracali się do Pani per Pani.
    2) Pani recenzja i blog jest publiczny, dlatego też publicznie a nie w prywatnych wiadomościach chcieliśmy się dowiedzieć w czym jest dokładnie problem (żeby później nie było tak jak powyżej, że ktoś coś dostał prywatnie, a później wycina fragment, ubarwia i manipuluje czyimiś słowami). Napisała Pani, że w tekście pojawiają się dodatkowe pauzy, przejrzeliśmy tekst i ich nie znaleźliśmy. Okazało się, że Pani Izabela pomyliła pauzy z wcięciami, sprawdziliśmy na ok. 1500 wcięć 5 wcięć było za głębokich. Jeśli ktoś decyduje się krytykować książkę od strony technicznej to jednak dobrze jest się dowiedzieć co jest czym, tak żebyśmy czytelnicy wiedzieli o co chodzi, a wydawca co później poprawić. Pani Izabela skreśliła przez to naszą książkę z czym się nie zgodziliśmy, argumentując, że skreśla się przez drobny błąd techniczny pracę tłumacza i redakcji. Pani Izabela napisała, że akurat tłumaczenie jest bardzo dobre. Kilka dni później pod jedną recenzją tej samej książki zauważyliśmy wpis Pani Izabeli cytując "tłumaczenie tej książki to jakiś żart". Odpisaliśmy tak: "Isabell sama napisałaś cytuję: Tłumaczenie jest akurat bardzo dobre. Teraz piszesz, że to żart xD". Jeśli to Panią uraziło to oczywiście przepraszam. Myślałem, że osoba, która publicznie określa kogoś książkę jako "gówno", xD raczej nie powinno urazić, ale widocznie się myliłem.
    3) Zdecydowaliśmy się odpisać na Pani blogu nie z braku szacunku, ale właśnie dlatego, że chcieliśmy poświęcić Pani trochę naszego czasu i dowiedzieć się o co chodzi. Wiem, że inne wydawnictwa nie przejmują się recenzją jakieś 18-latki, ale nam na Pani zależy, a przynajmniej zależało :(, dlatego odpisaliśmy na Pani recenzję, co Panią bardzo oburzyło.
    4) Pisze Pani, że wymaga Pani szacunku do siebie i że szacunku do drugiej osoby nauczyli Panią rodzice. Gdyby moja córka nazwała publicznie kogoś pracę "gównem", a później przyszła do mnie, że ktoś skomentował jej post xD, i jest nieszanowana, załamałbym się, przecież to kompletne odwrócenie znaczenia słowa szanować. Nora Sakavić, której książkę nazwała Pani "gównem" to żywy człowiek, bardzo to wszystko smutne w jakim my świecie żyjemy :(
    5) Niestosujący nacisków na blogerów, nasze książki trafiły do ponad 400 blogerów, gdybyśmy pisali do nich, że mają pisać tylko dobrze to w internecie ludzie by nas zjedli, żywcem :), nie wiem jak można sugerować takie niedorzeczności. Trudno, żeby każda książka każdemu się podobała, przecież taka książka jeszcze nie powstała i nie powstanie :).
    6) Prosimy blogerów o wyrozumiałość, obsłudze blogerów poświęcamy 1-2 dni w tygodniu, więcej nie jesteśmy w stanie bo nie mielibyśmy czasu na wydawanie książek, nawet ciężko na wszystkie zgłoszenia odpowiedzieć, jest ich tak dużo. Na kilkaset przypadków miesięcznie zawsze zdarzy się kilka, że ktoś czegoś nie dostał, proszę do nas pisać, będziemy się starali wyprostować sytuację.
    Jest to nasz ostatni wpis na tym blogu, nie wiem czy jest sens pisania z blogerami, jak z takiej błahej sprawy robi się takie wielkie halo.
    Pozdrawiam
    NieZwykłe
    Dariusz Marszałek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wie Pan, jak mi miło, że ostatni.
      Po co marnować sobie nerwy?
      Pozdrawiam, miłego wieczoru. ,

      Usuń
  18. Jeny, dziewczyno, Ty tak na poważnie? Gdzie się podziała Twoja pokora i rzekomy szacunek do drugiego człowieka? Weszłam na Twojego bloga z czystej ciekawości, co to znowu za drama z blogerem w roli głównej się pojawiła i jestem przerażona. I nie, nie postawą czy niekompetencją wydawnictwa, ale Twoim brakiem kultury. Szczerze mówiąc na miejscu Twoich rodziców, gdybym weszła i przeczytała, jakim słownictwem posługuje się moje dziecko, złapałabym się za głowę i pomyślała, że gdzieś popełniłam błąd w wychowaniu.
    Przerażający jest też Twój ewidentny przerost ambicji i zbyt wysokie mniemanie o samej sobie. Naprawdę, dziewczyno, weź się otrząśnij. Nie jesteś królową blogosfery, żeby Ci się mieli wszyscy kłaniać i trzymać w dupie prosto palec (tym sformułowaniem chciałam się troszkę zbliżyć do poziomu Twoich wypowiedzi xD).
    Rozdmuchałaś tu aferę o nic właściwie i teraz urosłaś o dziesięć centymetrów, bo kilka blogerek Ci w tym całym cyrku przyklasnęło? I jeszcze piszesz, że to postawa wydawnictwa jest żałosna? Błagam, ogarnij!
    Co do samej przyczyny sporu - nie bronię wydawnictwa, nie jestem jego pracownikiem (uprzedzam zarzuty) i nie mówię, że nie miałaś prawa wytknąć im błędów technicznych. Mówię tylko, że sposób, w jaki to robisz jest cholernie słaby. Twoje ego jest tak wielkie, że to aż niezdrowe w tak młodym wieku i dodatkowo przemawia przez Ciebie taka hipokryzja, że aż, kolokwialnie mówiąc, po oczach napierdala.

    Pozdrawiam i w kwestii szacunku wpojonego Ci przez rodziców dodam tyle, że z pewnością nauczyli Cię szanować samą siebie. Niestety innych już chyba nie, ale byłaś zbyt oporna na Ich nauki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że naprawdę wzięłaś ten post całkowicie na poważnie? Naprawdę? Na wszystko trzeba patrzeć z przymrużeniem oka.
      Nie rozumiem całej dramy, bo ten post, choć faktycznie ma zwrócić uwagę na szacunek do kogoś, to same przekleństwa i GIFy. No nie wierzę, że ktoś patrzy na to bez przymrużenia oka, kwestia dystansu do siebie.
      Ambitna akurat nie jestem, a bardzo bym chciała.
      Oskarżenia z Twojej strony wydają mi się dość dziwne, naprawdę. Wydaje mi się, że rodzice naprawdę nauczyli mnie szacunku, ale nauczyli również dystansu do samej siebie.
      Ale bardzo dziękuję za komentarz, a krytykę postaram się wziąć sobie do serca. :)
      Dziękuję. :)

      Usuń
    2. Aaa, jeszcze jedna sprawa.
      Nie jestem królową blogosfery, jest o wiele więcej dobrych, "wysoko wybitych" (mój blog to przecież pestka) blogerów, którzy naprawdę świetnie piszą.
      Wydawało mi się, że tworzę post humorystyczny, ale jednocześnie taki, który może przed czymś przestrzec. Branie tego wszystkiego na poważnie... Nie, naprawdę nie chciałam, żeby tak wyszło, bo tak nie miało być. :)
      Mam nadzieję, że sytuacja się już nie powtórzy.

      Usuń
  19. Ręce opadają, jak się czasem widzi takie zachowanie. Ja na szczęście sama nie mam takich doświadczeń z wydawnictwami, być może trafiłam do tej pory na samych dojrzałych ludzi, którzy potrafią przyjąć negatywne słowo, odpisując mi grzecznie na maila tylko: ,,Z pokorą przyjmujemy słowa krytyki". I tyle. Oby nigdy nie przytrafiła mi się taka farsa, jak Tobie lub dziewczynie, o której wspomniałaś.

    Pozdrawiam cieplutko!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest po prostu nieśmieszny żart, a jeszcze ludzie takie sytuacje bagatelizują, jakby nasza opinia była czymś, na co zawsze da się rzucić kontrargument.

      Usuń