środa, 4 lipca 2018

Trzeba było nie wchodzić do oceanu. – Toń (Marta Kisiel)

Z twórczością Marty Kisiel spotkałam się dwa lata temu, gdy kupiłam Dożywocie za dość korzystną cenę w Empiku. Pewna osoba niezwykle polecała mu twórczość tej Pani. Pamiętam, że Ałtorka (zgadza się, dokładnie tak powinno się to pisać, zajrzyjcie do kiślowego słownika) miała wtedy na koncie dwie książki, ale to kompletnie nie zmieniało faktu, że jej nazwisko było dość znane. Zaczęłam czytać i... nie mogłam przestać się śmiać. Dopiero, kiedy skończyłam ową powieść, nieco się uspokoiłam, ale przed oczami i tak nieustannie latało mi Licho w różowych bamboszkach oraz równie różowy króliczek.
Wprawdzie nie czytałam jeszcze ani Siły niższej ani debiutu pisarki, czyli osławionego Nomen Omen, ale gdy rozniosła się wieść, że Kisiel wydaje Toń, nie wiedzieć czemu, wyglądałam mniej więcej tak...: 



... co nie zmienia faktu, że książka wyszła w maju, a przeczytałam ją wczoraj. Ale whatever, liczą się dobre chęci albo... w sumie w ogóle chęci. 


Dżusi Stern wraca do rodzinnego Wrocławia, pod presją ze strony wymagającej ciotki. Pamięta o trzech zasadach, które są w ich domu sztandarowe, ale, mimo wszystko, wpuszcza pewnego osobnika za próg mieszkania. Brak owłosienia na głowie jest znakiem rozpoznawczym niebezpiecznego antykwariusza, imieniem Ramzes, ale bohaterka jest tego nieświadoma. Nie wie również, że to jedno wydarzenie to ledwie kamyczek, a wkrótce spadnie na nią oraz jej rodzinę lawina mu podobnych. 

Kiedy kupowałam Toń, miałam co do niej pewne oczekiwania, bo słyszałam, że jest to Kisiel w wydaniu dla dojrzalszego czytelnika. Nie zawiodłam się, mimo że nie do końca mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem. Owszem, to, co dostajemy, jest nieco inne niż pełne humoru Dożywocie, ale tu również nie brakuje żartów, zarówno słownych jak i sytuacyjnych. Wydaje mi się, że ta książka jest polecana starszemu odbiorcy, ponieważ pojawiają się w niej przekleństwa. Sporo, sporo przekleństw. Jestem dość zirytowana, gdy bohaterowie klną bez powodu (zdarzyło się to na przykład w pamiętnym The Foxhole Court od Nory Sakavic), więc bardzo ucieszyłam się, gdy zdałam sobie sprawę, że tym razem te mocniejsze słowa będą kompletnie ,,na miejscu". 


Ta książka to istna mieszanka wybuchowa. Trudną sprawą było sporządzenie przyzwoitego opisu powieści, który nie zdradzałby za dużo, ale mam nadzieję, że temu zadaniu podołałam. Jeśli miałabym zaintrygować Was czymś jeszcze, powiedziałabym, że występują tu całkowicie nieschematyczne podróże w czasie oraz że nic nie jest tu tym, czym się wydaje. Uświadczycie tu również nieco historii. Ale, ale. Nie rezygnujcie! Kiedy Marta Kisiel postanowiła, że wplecie w swoją książkę losy Wrocławia, strzeliła w dziesiątkę! Jeszcze nigdy nie czytałam czegoś tak interesującego! Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś o tym mieście, polecam Toń, nie zawiedziecie się. 

Przejdźmy do wątku kryminalnego, bo, owszem, czytając tę powieść można dostać dreszczy. W końcu już na pierwszej stronie dostajemy trupa, pływającego w rzece. Z każdą stroną robi się coraz ciekawiej i coraz mroczniej. Wpadłam na to, kto jest mordercą, ale nie miałam pojęcia, że będzie ich tu więcej! I że konkretnie ta postać dopuściła się pewnego czynu! Kompletnie się zaskoczyłam! Jeśli czytaliście już tę książkę, dajcie znać, czy domyśliliście się tożsamości obu sprawców. 


Co do bohaterów, nie miałam wątpliwości, że Marta Kisiel uraczy nas czymś wyjątkowym. Każde jej ,,dziecko" jest niesamowicie osobliwe oraz ma oryginalny charakter, bowiem okazuje się, że nie każdy jest taki, jakim się z początku wydawał. Co doprowadza do skrajnych zachowań ponurą Eleonorę czy, uważaną za okropną, ciotkę Klarę? Wszystkiego dowiecie się, czytając tę książkę!
Jeśli jesteśmy już w temacie postaci, warto wspomnieć również o nieznacznym wątku romantycznym, który absolutnie zawładnął moim sercem: by się zakochać, trzeba przeczytać!
Z tego, co słyszałam, pojawiają się tu również drobne spoilery do Nomen Omen, a także bohaterowie z tej właśnie powieści, więc lepiej zacząć od debiutu Kisiel, a następnie przeczytać jej najnowszy twór. 

Wydawnictwo Uroboros naprawdę się postarało. Wszystko mamy tu dopięte na ostatni guzik. Z okładką i tym, jak prezentuje się wnętrze książki, włącznie. Tylko... hmm... nieco niepokoi mnie ta dziwna noga z tyłu, ale można przymknąć na to oko. Uwielbiam oprawę graficzną!

O Toni nie wystarczy jedynie słuchać, to trzeba przeczytać! 
A więc wydajcie swoje ostatnie oszczędności, lećcie po to cudo i... tońcie.
Chyba potraficie?


Muzycznie

7 komentarzy:

  1. Nie mogę się przekonać do twórczości polskich autorów, ale o Marcie Kisiel i jej książkach (o "Toni" w szczególności!), że gdybym zdecydowała się kiedyś przełamać, to pewnie sięgnęłam bym po coś od niej. ;)

    Biblioteka-wspomnien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jakoś nie potrafię zrozumieć fenomenu pani Kisiel, czytałam "Dożywocie" i faktycznie, może parę razy się lekko uśmiechnęłam, ale spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja... mam tę książkę jeszcze w planach. Jednak chcę to szybko zmienić, bo wiem i widzę też u ciebie, że warto!
    POCZYTAJ ZE MNĄ

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie mogę się do Toni przekonać. W ogóle do Marty Kisiel. Toń była jej trzecią książką, jaką przeczytałam, i faktycznie może była ociupinkę lepsza, ale wciąż nie tak dobra, aby w pełni mi się spodobała. Myślę, że humor autorki nie jest moim humorem i dlatego jej powieści jakoś do mnie nie trafiają ;)

    Pozdrawiam cieplutko!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nie mogę się przekonać do twórczości tej autorki, ale może kiedyś dam jej szansę :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tę książkę mam w planach odkąd o niej usłyszałam.
    Poza tym pierwszy raz widzę recenzję, w której również zamieszono gify i muszę przyznać ciekawy, oryginalny pomysł.
    Pozdrawiam!

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  7. Już zapisałam sobie, żeby ją skąś wytrzasnąć. Za chwilę chyba zbankrutuję, no ale co tam :D
    xoxo
    L. (https://slowotok-laury.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń