sobota, 23 lutego 2019

Słów parę o hipokryzji w książkowym środowisku.

Na wstępie ostrzegam, zresztą jak w przypadku większości moich postów (do części ludzi wciąż to nie dociera, więc będę powtarzać do skutku), że notki pogadankowe są subiektywne, wulgarne i nie zostawiają suchej nitki na nikim, kto staje się ich ,,tematem". Jeśli dzisiaj to właśnie Ty zajmiesz to wdzięczne miejsce, napisz do mnie na maila, z chęcią wyślę adres, pod który z chęcią przygarnę pozew sądowy.
Możecie mnie za to zamknąć do więzienia dla przeklinających, wepchnąć coś w usta, żebym nie gadała (jeśli będzie to coś smacznego, nawet nie mam nic przeciwko) albo związać (w sumie zaczyna się tak spora część dobrych gier wstępnych), tudzież odrąbać dłonie, które wdzięcznie suną po klawiaturze i sprawiają, że osoby, które czytają moje wypociny, od razu lecą po krucyfiks do kościoła. 
Tyle w tym temacie, dziękuję.

Dzisiaj porozmawiamy sobie o czymś, co wkurwia mnie w ludziach najbardziej. W mojej opinii nie powinno dochodzić do tego typu sytuacji, a z dnia na dzień jestem świadkiem rosnącej ich ilości. Rozmnażają się jak prawdziwki po deszczu albo bakterie na kawałeczku wołowiny, która przypadkowo upadł na ziemię (nie, zasada pięciu sekund nie działa, zrozumcie to wreszcie). Słowem dnia jest, uwaga, moi Państwo...
HIPOKRYZJA.

czwartek, 14 lutego 2019

Druga ,,Akademia Wampirów"? – Dwa światy (Jennifer L. Armentrout)

Nie jestem zwolenniczką porównywania jednej serii do drugiej, zwykle tej bardziej popularnej. Krzywiłam się, gdy Kroniki Jaaru ogłoszono drugim Harrym Potterem. Dostałam odruchu wymiotnego, kiedy Niezgodną okrzyknięto odbiciem Igrzysk śmierci. Teraz zaczęły chodzić słuchy, że Dwa światy to powrót do Akademii Wampirów. Patrzyłam na te opinie z boku, dość sceptycznie. Naprawdę miło wspominam serię Richelle Mead, właściwie była moją ulubioną w nastoletnich latach. Po przeczytaniu książki Jeniffer L. Armentrout, uznałam, że powinnam kupić sobie powieści o przygodach dampirów i morojów w oryginale (bo po polsku skończył się nakład i musiałabym zabulić miliony monet, w dodatku za te szkaradne okładki), a tym samym wrócić do jednego z najlepszych światów, w jakie udało mi się wchłonąć.
Bowiem czytając Dwa światy naprawdę odniosłam wrażenie, że wróciłam do Akademii St. Vladimira oraz moich ulubionych bohaterów.

piątek, 1 lutego 2019

Dojrzale o miłości z podwórka. – Jesteś moim teraz (M. Leighton)

Większa część dziewcząt miała do czynienia z tzw. ,,miłością z podwórka" i, prawdę mówiąc, to właśnie ona jest w większości przypadków tą pierwszą, którą wspomina się z pobłażliwym uśmiechem, jednak i pewnego rodzaju sentymentem. W oko mógł wpaść nam kolega zza płota, syn sąsiadów lub nawet znajomy ze szkoły. Takie osoby w znacznej ilości przypadków znikają z naszego życia o wiele szybciej, niż się w nim pojawiły. Niemniej, niemal każda z nas dedykuje im jakiś fragment swojej pamięci, wspomnienie, które, gdy wraca, robi to w towarzystwie zagadkowego ciepła. 
Nie każdy jednak wyrasta z takich miłostek. Dla niektórych okazują się tymi jedynymi, tymi na zawsze. Jedną z takich osób okazała się być Bringley Sommers.