wtorek, 14 maja 2019

O miłości delikatnej niczym płatki róż. – To, co nas łączy (A.K. Kłosińska)

To dość paradoksalne, ale mimo że jeszcze kilka lat temu zażarcie broniłam polskich autorów, dziś zabieram się za ich dzieła o wiele rzadziej. Przyczyną może być to, że o wiele mniej czytam, jednak sądzę, że chodzi o coś więcej. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że nasi rodzimi pisarze nie są w stanie zaoferować mi tego, czego potrzebuję, więc zwyczajnie przestałam sięgać po ich książki, by nie denerwować się przesytem niedorzeczności. Co więcej, nie udało mi się zarejestrować, by na naszym rynku pojawiły się jakiekolwiek tytuły godne mojej uwagi. W tym roku zmienia się jednak i liczba interesujących zapowiedzi powieści, napisanych przez Polaków, i moje podejście do ich literatury (a przynajmniej spróbuję zrobić wszystko, co w mojej mocy, by tak się stało). 
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pierwszej książki od polskiej autorki, po którą miałam przyjemność sięgnąć w tym roku. Czy warto się nią zainteresować? 



Atalia jest dziennikarką, której z pozoru niezwykle udany związek zakończył się wielkim fiaskiem. Skrzywdzona dziewczyna przez dłuższy czas nie potrafi przeboleć rozstania, jednak na jej drodze pojawia się Henrik, pracownik kwiaciarni, a zarazem osoba, z którą łączy ją więcej, niż jej się wydaje. 

Na początku muszę przyznać, iż autorce należą się ogromne brawa, ponieważ, mimo iż tempo powieści nie należy do niezawodnie szybkich, czytelnik nie nudzi się podczas czytania powieści. Z zaciekawieniem obserwujemy rozwój relacji między Henrikiem a Atalią i trzymamy kciuki, by w końcu doszło między nimi do zbliżenia. I właśnie, o wilku mowa. Niektórym osobom, w tym mnie, może przeszkadzać, że bohaterowie wcale nie przeżywają swojej pierwszej miłości, a miejscami odnosi się wrażenie, jakby mieli po naście lat. Rozumiem, że skrzywdzony człowiek nie kwapi się do gorących uczuć tak szybko jak osoba bez żadnych przejść, ale wydaje mi się, że mimo wszystko podchody powinny trwać nieco krócej. 

Niemniej, Atalia i Henrik to cudowne postacie. Obydwoje nie dają sobie w kaszę dmuchać, ale przez większość powieści daje się nam we znaki ich delikatniejsza oraz bardziej uczuciowa strona. Nasza para nie jest jednak parą ciepłych klusek! Owszem, mają swoje gorsze momenty, ale nie roztkliwiają się nad sobą przez połowę książki. To duży plus, bo odpowiednie wyważenie charakterów bohaterów to nie lada wyczyn. 
Polubiłam również najlepszych przyjaciół Atalii (uwierzcie mi lub nie, ale Liv jest moim skrytym alter ego, non stop widziałam w jej zachowaniach siebie). 


Bardzo cieszy mnie fakt, iż autorka postanowiła, że akcja jej powieści będzie toczyła się za granicą. Nie przepadam za książkami, których wydarzenia dzieją się w Polsce. Dość ciężko mnie zaskoczyć taką powieścią, a i polskie imiona postaci powodują, iż mimowolnie zgrzytam zębami. Ilekroć ktoś mnie pyta, dlaczego mam takie podejście, odpowiadam, że czytam książki, by oderwać się od tego świata, nie potrzebuję w nich tego, co mogę mieć na co dzień. 

Pochwały należą się również cudownej Ani, która jest autorką przepięknej okładki To, co nas łączy. Jestem zachwycona doborem zdjęć: ich subtelnością oraz tym, jak bardzo do siebie pasują. Wydawnictwo Filia zatrudniło do tej pracy najodpowiedniejszą osobę, jaką tylko mogło! 

Ta książka to naprawdę dobry początek czegoś więcej. Nie zostałam jakoś szczególnie zaskoczona, ale jestem ogromnie zauroczona historią Atalii oraz Henrika i mam nadzieję, że wkrótce będzie mi dane dowiedzieć się, jak dalej potoczyła się ich relacja. Powieść Adrianny Klary Kłosińskiej jest idealną lekturą na cieplejsze dni: taką, którą można zabrać ze sobą na plażę albo taką, z którą można usiąść swobodnie na hamaku, wygrzewając się jednocześnie na słońcu.

Muzycznie

Za egzemplarz do recenzji oraz zaufanie dziękuję Wydawnictwu Filia!


Tytuł: To, co nas łączy

Autor: Adrianna Klara Kłosińska

Liczba stron: 400

Wydawnictwo: Filia

Rok wydania: 2019

Ocena: 6/10 (niezła)

2 komentarze: